Archive for Obyś cudze dzieci uczył!

O różnych nadziejach

Mam wielką i gorącą nadzieję, że nie zapeszę pisząc to, ale zdaje się że moja alergia ma się nieco lepiej. A na pewno da się powiedzieć, że od 4 nocy mogę bezproblemowo oddychać i dziś nawet wyjęłam zwinięte ręczniki spod poduszki, wsunięte tam, żeby głowa była wyżej (co z kolei powodowało bóle karku, ale z dwojga złego zdecydowanie wolę bóle karku). Oby tendencja się utrzymała, bo dawno nie było mi tak źle, jak w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Jednej nocy, nawet kilka łez z bezsilności uroniłam, ale natychmiast musiałam przestać, bo płacz rzecz jasna jeszcze bardziej zatykał mój i tak już kompletnie zatkany nos.

Dałam sobie rownież chwilowo spokój z zakupami ciężarowych ciuchów, bo przegląd letniej garderoby zaowocował wnioskiem, że pasuje mi jeszcze całe mnóstwo posiadanych gór oraz sukienek. (Oby tylko nie było tak, jak z takimi jednymi spodniami – nie dalej jak dwa tygodnie temu miałam je na sobie i miałam MNÓSTWO miejsca, aktualnie natomiast wprawdzie je zapnę, ale poruszać się, a tym bardziej usiąść w żaden sposób nie dam już rady.)

A wczoraj miałam fantastyczny dzień z Tym – obudziliśmy się wcześnie (to dziwnie łatwe, kiedy się nie pije!), zjedliśmy duże, spokojne śniadanie i poszliśmy na spacer do Holandii, zrobiliśmy zakupy na piknik, wróciliśmy autobusem i wysiedliśmy przy parku, gdzie piknikowalismy przez kilka godzin półleżąc na słoneczku. Wygoniło nas w końcu moje nasilające się kichanie, ale i tak było fajnie. W drodze powrotnej wstąpiliśmy jeszcze na lody, stanowiące ostatnio moje ulubione pożywienie. Pewnie dlatego było mi dziś tak ciężko przyjąć do wiadomości fakt nadejścia poniedziałku, mimo że nie miałam zajęć i musiałam „tylko” zająć się przygotowaniem materiałów na kurs letni, a zabrać się za to mogłam w dowolnej chwili. (Dowolna chwila nadeszła około 14.00).

A za nieco więcej niż tydzień, jeśli dzieciątko łaskawie zezwoli, może w końcu uda się dojrzeć jego płeć!

Reklamy

Leave a comment »

O pogodzie głównie 

I faktycznie. Dwadzieścia pare stopni w październiku, nowych botków nawet nie zdążyłam wyprowadzić na spacer, a zamiast tego na powrót wyciągnęłam Vagabondy aka kapcie. Jest pięknie. Ten wykorzystuje absolutnie ostatnie dni, kiedy może pójść na rower w ciągu tygodnia zanim zrobi się ciemno i codziennie WSTAJE O SIÓDMEJ żeby szybko skończyć pracę i wskoczyć raz na wyścigówkę, raz na MTB. (Ten ma nienormowany czas pracy i sam może określić jej początek i koniec – musi jedynie wyrobić godziny i zachować wszystkie dedlajny.)

Osobiście rozpoczęłam nowy semestr i, o cudzie, nie muszę rano wstawać w poniedziałki! Uważam że jest to absolutnie fantastyczne, bo wizja poniedziałkowego budzika o 6.40 zawsze skutecznie psuła mi niedzielny wieczór, a w obliczu pierwszych zajęć o 12.15 mogę się nim niezmącenie cieszyć. 

Weekendowe pierogi okazały się sukcesem, sama nie ulepiłam ani jednego, wykonałam tylko 3 farsze, zrobiłam ciasto, wałkowałam je po kawałku, wycinałam kołeczka szklanką, a lepieniem grzecznie zajęli się Ten i Seta. Wyszło ponad sto sztuk, które zostały pożarte co do okruszka. Piękna pogoda ułagodziła mnie do tego stopnia, że w niedzielę – jako że zostało sporo farszu – zgodziłam się zrobić nieco ciasta jeszcze raz, tylko dla Tego, który znowu ulepił wszystkie. Tak to możemy współpracować. 

A w ramach maratonów starych seriali teraz lecimy z Californication – widziałam chyba tylko dwa pierwsze sezony i prawie nic nie pamiętam. A swoją drogą -David Duchovny mnie nie rusza wcale, natomiast Hank Moody jak najbardziej!   


A tak było w niedzielę. 

Leave a comment »

O początku jesieni i swetrach 

Wróciliśmy z Polski i zaczęła się jesień. Zaczął się rownież nowy projekt w pracy, a mianowicie nauczenie od postaw niemieckiego języka grupy indonezyjskich 18-19latków, którzy zamierzają w tym kraju rozpocząć studia. Nie powiem, wiek owej młodzieży nieco mnie przeraża, bo zdecydowanie wolę pracować z dorosłymi, ale podobno ich młodzieńczy zapał do nauki ma swoje plusy. Dziś pierwszy dzień, zobaczymy. 

Z nadejściem jesieni zaczęłam rownież kupowanie swetrów, i w tym roku ciągnie mnie do kolorów (w szafie posiadam z 4 swetry rożnego kroju wprawdzie, ale wszystkie szare. Oprócz tego dwa czarne, jeden ciemnobordowy i jeden neutralno-beżowy), więc oprócz już wspomnianego ceglastoczerwonego, zakupiłam jeszcze musztardowożółty i zamówiłam pudrowy brudnoróżowy. Poza tym lubię tej jesieni spódnice midi i kicham na fakt, że nie służą niewysokim osobom. 

Treningi we wrześniu mi trochę kulały (13 na 30 dni) i postaram się poprawić znowu ten wynik w październiku. Mimo wszystko jednak w Polsce nie przytyłam wcale, co wydaje się cudem zważywszy na fakt, że moja siostra dwa dni przed naszym przyjazdem w całości spędziła w kuchni i usiłowała za wszelką cenę wcisnąć w nas efekty owego stania przy garach. Całe szczęście głównym jej targetem był Ten, a on chętnie dawał w siebie wciskać pożywienie. 

A pod koniec miesiąca znowu dwa dni wolne i mam dużą nadzieję, że znowu się uda na chwilę gdzieś wyskoczyć. 

Leave a comment »

Chyba o nadchodzącej jesieni

Naprawdę nie wiem dlaczego pourlopowy nastrój trwa tak krótko, ale ten raz nie był żadnym wyjątkiem – niby to tylko 10 dni, a już w ogóle nie pamietam, że na jakimś urlopie byłam. Kurs intensywny niby spokojniejszy, ale oprócz niego dowalili mi jakieś zastępstwa, więc połowę dni wracam do domu prawie o tej samej godzinie, o której z niego wyszłam, tyle że 12 godzin później. Po czym marzę już tylko o łóżku, bo takie długie dni z niedostateczną ilością snu są ZNACZNIE trudniejsze do przełknięcia. 

Najważniejszy ze wszystkiego jest jednak fakt, że WRESZCIE WYSZŁO SŁOŃCE, dni zaczęły przypominać babie lato, a wczoraj i dzisiaj miałam na sobie lekki trencz oraz gołe stopy bez skarpetek i BYŁO MI CIEPŁO. Po tym, jak w zeszłym tygodniu codziennie miałam na sobie botki i prawiezimowy płaszcz, a przy sobie parasol, już prawie zapomniałam, jak to jest, jak człowiek idzie sobie po ulicy, słońce grzeje mu twarz i jest mu ciepło. Oraz skończyłam pracę o godzinie 12:45, naplułam i nakichałam na ambitny plan przygotowania już zajęć na poniedziałek i zamiast tego poszłam do domu pieszo, powolnym spacerkiem, przeszłam się po mieście i zahaczyłam o delikatesy, w których kupiłam bardzo dobre argentyńskie wino z winnicy Finca Las Moras. Wino zamierzam spożywać powolutku przez cały weekend, gdyż jestem znowu sama – Ten integruje się ze swoim biurem w Berlinie na wyjeździe integracyjnym. 

Jeśli zaś chodzi o jesień, to chyba jestem już pogodzona z losem – to słońce i małe zakupki w Zarze tak mnie pokojowo nastroiły. Paczuszka przyjdzie jutro, a w niej spodnie w drobną czarno białą kratkę, gruba, pasiasta spódnica z frędzlami, pomidorowy sweter z obszernymi rękawami i biała, nieco wiktoriańska bluzka. Już nawet prawie się cieszę, a że w tym semestrze będę pracowała głównie po południu, nie zabraknie mi czasu na dobieranie do siebie sztuk odzieży! (Nienawidzę ubierać się w pośpiechu o 7 rano, a przygotować sobie outfit dzień wcześniej udaje mi się rzadko, dlatego podczas intensywnego zwykle jestem mało zadowolona z tego jak wyglądam, co ma wpływ na mój nastrój.) 

A w przyszły weekend jedziemy na chwilę do Polski i polską złotą jesień intensywnie uprasza się o obecność, bo planujemy ognisko z kiełbaskami na działce nad jeziorem!

Leave a comment »

O pewnym wieku i stresie

Niewątpliwie wchodzę już w PEWIEN WIEK, gdyż zamówiłam sobie kostium kąpielowy. Jednoczęściowy. (Żartowałam, kostium może i jest jednoczęściowy, ale dekolt ma taki, że dopuszczam możliwość wypadnięcia cycków bokami. Coś jakby wysokie gacie na szerokich szelkach, czaicie? Nie żeby miało mi też szczególnie co wypadać, nawet średnio szerokie szelki dałyby radę. A, i w ogóle to na żywo go jeszcze nie widziałam, bo dopiero do mnie idzie, a czekam z żywą emocją, bo kostiumu kąpielowego jednoczęściowego nie miałam na sobie od jakichś… niech no policzę… 23 lat.)

W HaeMie zakupiłam sobie rownież bikini, pewnie dla równowagi. Oraz dla odreagowania, bo dzisiaj miałam spotkanie w celu omówienia zeszłotygodniowej hospitacji. Głowa mnie pobolewa do teraz, nawet to bikini nie pomogło, ale całość mam już za sobą. Na początku przyszłego miesiąca czeka mnie jeszcze jeden stres pracowy, kto wie, co wtedy będę musiała sobie kupić. Dobrze że to już wyprzedaże. No, a na koniec spotkania oczywiście zeszłyśmy na ciuchy, bo miałam na sobie przywiezione przez Tego dziwne buty z Zary, które wzbudziły aprobatę mojej szefowej. 

Obejrzałam piąty odcinek Twin Peaks, pomału rzeczy zaczynają nabierać kształtu, ale ten kształt wciąż jest rozkosznie niewyraźny. Oraz pojawił się Bob i poczułam się znowu jak 25 lat temu, kiedy bałam się, że i u mnie w domu będzie się pojawiał w kątach pokoju oraz wystawał zza wersalki (wtedy nie mówiło się kanapy). Dobra, idę spać, zanim zacznę sobie zbyt dokładnie przypominać jak to było. 

Comments (1) »

O początku semestru i niusach

Wakacje niestety mają to do siebie że najpóźniej na trzeci dzień po, zapomina się że były, i nie inaczej jest w moim osobistym przypadku. W nocy z niedzieli na poniedziałek spałam koszmarnie, bo mimo że semestr rozpoczynam już po raz piąty, to jednak zawsze to POCZĄTEK SEMESTRU, i zgodnie z tradycją rozpoczęłam go z wymiętą facjatą i cieniami pod oczami, które bardzo słabo tuszowała opalenizna. Ogólnie plan mam taki, że wstaję rano 4 razy, więc albo się przyzwyczaję, albo w końcu będę musiała zainwestować w korektor. 

A weekend w całości spędziliśmy na oglądaniu najnowszego serialu Netflixa pod tajemniczym tytułem 13 reasons why. Serial, w założeniu dla nastolatków, wciągnął nas bez reszty, więc albo oglądaliśmy, albo dyskutowaliśmy na temat. A niedługo nowy sezon Fargo i cieszę się niezmiernie! 

Z niusów to jeszcze uprzejmie donoszę (na siebie), że złożyłam zamówienie na asosie. Jedna koszulowa bluzka i jedna sukienka, w końcu jakoś tę wiosnę trzeba przywitać, nie? Oczywiście w ogóle nie wiadomo, czy zostaną, szczególnie sukienka ma potencjał do odesłania, ale przekonamy się w czwartek.

A wracając do wakacji, były to chyba pierwsze, na których nie przytyłam, ani nie straciłam formy, bo jedliśmy bardzo rozsądnie oraz DWA RAZY ćwiczyłam. Co w miesiącu marcu na 31 dni daje nam 15 dni treningowych. Bdb. 

Leave a comment »

O noworocznym postanowieniu

O, mam jedno postanowienie na 2017. Nigdy nie mam, więc tak wielkopomne wydarzenie muszę tu odnotować: Będę dbała o włosy. Być może zamienię się w ortodoksyjną wlosomaniaczkę. Przestanę farbować (= z czasem przestanę być blondynką, ciekawe jaki ja mam właściwie naturalny kolor?…). Właściwie zaczęłam te wszystkie czynności już w ostatnich dwóch miesiącach ubiegłego roku, nakupiłam kosmetyków, głównie olejów i masek, i zaczęłam je stosować, oraz zmienilam niektóre włosowe nawyki. W tym roku doszła porządna suszarka (och jak bardzo widzę różnicę!) i jedyne, czego potrzebuję i co właśnie niniejszym postanawiam, to systematyczność i cierpliwość. 

Poza tym dopadł mnie tutejszy ZUS i natychmiast pożałowałam każdego wydanego na wyprzedażach centa, ale hej, mogę przecież postanowić nie kupować niczego od 15.01. prawda? (Powiedziała sprawdzając status znajdującej się w drodze paczuszki z Zary.)

A w weekend straciłam sobie głos, całkowicie. Strasznie dziwne uczucie, niby robisz wszystko jak zawsze, a zamiast normalnych dźwięków wydobywa się z ciebie skrzeczący szept. Dobrze, że w tym tygodniu przez 70% czasu na zajęciach siedzę na tyłku gapiąc się na piszących egzamin studentów. 

Leave a comment »