Archive for Czerwiec, 2018

Tradycyjnie trochę o wyprzedażach

Jeśli chodzi o piłkarskie akcenty, to Ten nazywa mnie pelotita (czyli piłeczka) i pyta, czy myśle, że jakbym się przewróciła i upadła na brzuch, to bym się odbiła. Cha. Cha. Cha. A poza tym to dajcie spokój.

Nadeszły wyprzedaże i tradycyjnie udałam się do Zary i Mango, starannie kierując wzrok w dół (na buty) i unosząc go jedynie przy regałach z torebkami. Nie będę w żadnym wypadku kupowała nic „na po ciąży”, gdyż jestem realistką i nie mam bladego pojęcia jaki będę nosiła rozmiar. A potem przyszłam do domu i kliknęłam kolejną sukienkę na asosie (naprawdę chciałabym wierzyć, że ostatnią, zgodnie z tym co powiedziałam Temu) oraz espadryle i kolczyki w Mango. Ostatnie dni gorszej pogody trochę mnie zmartwiły, bo było na tyle chłodno, że musiałam nosić spodnie, ale już od poniedziałku znowu ma wrócić słońce i ciepełko. Oraz mam szczerą nadzieję, że te wszystkie ciążowe sukienki z łatwością dadzą się przerobić na nieciążowe, niektóre z resztą chyba żadnych przeróbek nie będą wymagać, bo ja zawsze lubiłam workowate fasony. (Najlepszy dowód – mimo siedmiomiesięcznego brzucha wciąż pasuje mi większość bluzek i koszul.)

Tymczasem czeka mnie tydzień z małą ilością zajęć, ale dużą ilością stukania w komputer i siedzenia na zebraniach, a potem już rusza lipiec i nasz wychuchany Sprachsommer czyli kursy letnie. A kiedy się skończy, godnie odtoczę się na macierzyński, a do terminu porodu zostanie mi 6 tygodni. Wbrew pozorom, to nie maj zleciał mi jak z bicza strzelił, a czerwiec właśnie. I tak się zastanawiam CO do licha będę robić, siedząc w domu 6 tygodni?!? Chyba od zakończenia edukacji w Polsce nie miałam tyle wolnego. (Bo tutaj ferie semestralne nie są tak naprawdę feriami, tylko czasem egzaminów i zaliczeń, a poza tym pracowałam w czasie studiów.)

A teraz chyba trochę poćwiczę, bo czuję jak mi endorfiny spadają!

Reklamy

Leave a comment »

O zwalnianiu tempa

Podobno w ciąży powinno się zwolnić tempa. Hm. Nie wiem, sama bym czasem może i zwolniła, ale jakoś głupio się czuję, a Ten patrzy na mnie, jakby na przykład na środku czoła wyrósł mi jakiś róg alboco. Wiec jak wczoraj strasznie bolała mnie kość ogonowa, najlepszym sposobem na ból wydało mi się rozruszanie, łącznie w ciągu całego dnia przeszłam 8 kilometrów, potem trochę poleżałam i wieczorem było już lepiej. A dziś w ogóle nic mnie nie boli. Poza tym rozpoczęłam trzeci trymestr i mam NAPRAWDĘ DUŻY BRZUCH. Ten czasem patrzy na mnie z mieszaniną fascynacji i niedowierzania i mówi A ZOSTAŁO JESZCZE TRZY MIESIĄCE!!!! Robi mi się wtedy dość nieswojo, nie będę kłamać. A brzuch jak na razie w ogóle nie rozchodzi mi się na boki, wyłącznie do góry i do przodu, więc naprawdę nie wiem jaki on może być za te trzy miesiące. Chyba będę musiała się cały czas czegoś przytrzymywać żeby mnie nie przeciążył i żeby nie polecieć do przodu na zbity pysk. Ostatnio ktoś skomentował, że wyglądam jak przebrana za ciężarną – jakbym se na przykład piłkę (lekarską) włożyła pod bluzkę.

A z przyjemniejszych tematów to byliśmy na Majorce i mimo średniego nastawienia (Ten też nigdy nie był), musieliśmy przyznać że jest tam pięknie. Malutki apartament mieliśmy może 10 metrów od morza, czyli od „końca lądu”, i była cisza, spokój, piękne zachody słońca i komary (z tych ostatnich gotowa byłam zrezygnować, chociaż mnie szczególnie nie gryzły, Ten miał gorzej). Nie ukrywam też, że rozkoszowałabym się tym wszystkim jeszcze bardziej z kieliszkiem wina w dłoni, ale cóż. Następnym razem. Po znajomosci w rent a car wynajęli nam luksusowego nissana za śmieszne pieniądze i udało nam się zobaczyć spory kawałek wyspy i najpiękniejsze calas czyli plaże w formie malutkich otoczonych skałami zatoczek z turkusową wodą. Aż wierzyć się nie chciało, że to zwyczajne Morze Śródziemne, które widziałam już z tylu miejsc, i wcale tak nie wyglądało. Powrót był oczywiście na wariackich papierach, wylot o 9 rano, a zdążyć musiałam na zajęcia o 13.45. Zdążyłam. No, prawie.

A teraz cieszę się, że mogę trochę spokojnie posiedzieć na tyłku, wrzucając do koszyka, to coś dla małej, to sukienkę dla mnie, dedlajny powoli odpękuję i mam nadzieję, że przez te pozostałe 6 tygodni w pracy dam radę wreszcie nieco „zwolnić tempa”.

Leave a comment »