O byciu bardziej i mniej w ciąży

(Dzisiejszy post traktuje tylko i wyłącznie o jednym temacie, uprzejmie ostrzegam, wiec jak kogoś nie interesuje, może spokojnie przestać czytać.)

Patrząc ostatnio na osobę w lustrze, ponuro stwierdziłam, że wmawianie biednemu narodowi, że nie można być „trochę w ciąży” jest bardzo bardzo nieuzasadnione. Osobiście byłam „trochę w ciąży” mniej więcej do kwietnia – prawie nic nie było widać, nikt nic nie wiedział, ubrania nosiłam normalne, a widmo krwawej jatki, rozrywanego krocza i potwornego bólu było daleko, ledwo co majaczyło niegroźnie na horyzoncie. Widmo wrzeszczącego i przyklejonego do cycka noworodka było nawet jeszcze dalej.

A teraz? Mamy prawie czerwiec i jestem zdecydowanie już całkiem porządnie w ciąży. Jeśli chodzi o brzuch, to porównując własny z instagramowymi na podobnym etapie, widzę wyraźnie, że mój absolutnie nie należy do najmniejszych (ale też nie do największych), zaczyna się za to od samiutkiej góry, odbija do przodu zaraz pod biustem, a nie, jak niektóre, tworzy łagodny wzgórek, najwyższy na wysokości pępka. Na całe szczęście (na razie) nie rozlazł się też na boki i, nie mówię że na żywo, bo pewnie nie, ale na zdjęciach zdecydowanie mogę udawać, że w żadnej ciąży nie jestem, jeśli tylko stoję przodem rzecz jasna.

Kiedy byłam tylko trochę w ciąży, absolutnie fizycznie ani psychicznie się też tak nie czułam, poza jakąś tam drobną mdłością na początku, czułam się całkowicie normalnie. A białej pulsującej zmazy na monitorze USG w ogóle nie kojarzyłam z własnym dzieckiem. Teraz za to mogłabym ryczeć z KAŻDEGO powodu, przejście 10 km w ciągu dnia mnie męczy i po powrocie do domu muszę się natychmiast położyć, w nocy łapią mnie skurcze łydek, a trening z kettlem o ciężarze 4,5kg jest wyzwaniem. Że nie wspomnę o rozpiętości nastrojów od „mam cudowny zgrabny brzuszek, nie mogę się doczekać aż moja córeczka przyjdzie na świat, ach jak to będzie pięknie” do „jestem obrzydliwym wielorybem, a to dopiero 25 tydzień, jak ja dam radę z dzieckiem, moje życie się kończy”.

Nawet nie chcę sobie wyobrażać jak to będzie być bardzo w ciąży, zresztą pewnie wcale nie zdążę, bo ten moment nadejdzie zanim się obejrzę…

Reklamy

1 Response so far »

  1. 1

    s. said,

    po pierwsze to cześć! dobrze cię tu widzieć, fajnie jest wiedzieć, że nie wszystkie osoby porzucają swoje internetowe dzienniki – znikając w milczeniu i nie odzywając się nigdy więcej. wracanie do takich miejsc jak twój blog zawsze jest trochę jak odwiedziny u starego, dobrego znajomego, zwłaszcza, że piszesz bardzo szczerze o swoim życiu.

    po tej serii komplementów, po drugie – gratulacje! wszystko będzie dobrze i poradzisz sobie świetnie ze swoją córką. fakapy są w wychowywaniu nieuniknione, ale dla swojej córki zawsze będziesz jednym z najważniejszych ludzi na świecie i jednocześnie wzorem do naśladowania.

    banałem jest pisać, że ciąża to bardzo indywidualna sprawa i absolutnie nie jest zalecane porównywanie swoich brzuszków do cudzych. jesteś wysportowana, zmotywowana i na 100% wrócisz do formy we własnym, odpowiednim dla siebie tempie.

    jeszcze raz – gratulacje 🙂


Comment RSS · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: