O tęsknocie i problemach odzieżowych

Zastanawiam się, czy wino tęskni za mną tak samo, jak ja za nim. Piwo, ani tym bardziej mocniejsze napitki nie obchodzą mnie ani trochę, ale lampeczka zimnego białego wina na balkonie… Martini z tonikiem i plasterkiem grejpfruta… Musujące prosecco z sokiem pomarańczowym i truskawkami… Dobra lampka czerwonego shiraz w ciemnym salonie przy jakimś filmie… Tak, za tym tęsknię zdecydowanie i intensywnie i obawiam się, że wraz z postępem lata i wzrostem temperatur NIE BĘDZIE LEPIEJ.

Dodatkowo muszę przyznać, że bardzo się nie lubimy z ciążowymi portkami – bardzo. Z uwagi na mikry wzrost zawsze lubiłam koszule wtykać do spodni i spódnic, co razem z wyższymi butami bardzo poprawiało mi proporcje, a idiotyczne ciążowe odzienie albo ma ten golf na brzuch, który mi się cały czas ZSUWA, albo kończy się pod brzuchem, i mimo że w tym przypadku wetknięcie do środka jest możliwe, to proporcjom robi straszną krzywdę. Najlepiej czuję się więc w sukienkach, ale pogoda niestety nie zawsze daje się z sukienkami pogodzić, a wiadomo że rajstopy nie wchodzą w grę. Więc znowu poczyniłam zamówienie na asosie: ciemne rurki BEZ golfa (z golfem posiadam jasnoniebieski egzemplarz z h&m i zsuwanie doprowadza mnie do szewskiej pasji) i czarna rozpinana sukienka. W bluzki i koszule wciąż wchodzę praktycznie we wszystkie. I tak, ja też mam wrażenie, że moje życie to pasmo idiotycznych problemów odzieżowych (poczekajcie co będzie PO ciąży). W Zarze mam upatrzone dwie pary butów i nie wiem czy ryzykować i czekać do wyprzedaży, czy zamawiać już i cieszyć się, że przynajmniej na tym froncie nic mi się nie zmieniło.

Majówki też nie mamy (może to i lepiej, bo dziś i jutro 12 stopni i deszczyk), bo w nawale dni świątecznych w tym miesiącu, nie da się mieć każdego weekendu przedłużonego, a i tak chyba żaden tydzień nie jest kompletnie pracujący. Poza tym w następny weekend Ten leci na wesele kumpla ze studiów, w kolejny ja lecę wreszcie do Polski (i odbiorę czekający na mnie od października dowód osobisty), potem będzie wolny poniedziałek ze względu ma Zielone Świątki, a w ostatni weekend majowy, przedłużony z kolei dzięki Bożemu Ciału, chcemy urządzić sobie małą wycieczkę wspólnie. Maj niewątpliwie zleci mi jak z bicza strzelił, w czerwcu będę miała zdecydowanie mniej zajęć, a lipiec będzie ostatnim miesiącem chodzenia do pracy z okrągłym brzuchem. (W sierpniu już raczej ciężko będzie nazwać to CHODZENIEM, niezależnie od celu.)

Reklamy

1 Response so far »

  1. 1

    ależ to cudownie, że „mam wrażenie, że moje życie to pasmo idiotycznych problemów odzieżowych ”
    to znaczy, że nie musisz skupiać się na niczym innym
    to jest szczęście 🙂


Comment RSS · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: