O niezwykle miłym weekendzie w środku tygodnia

Takie tygodnie to ja lubię: weekend – poniedziałek – weekend – czwartek – piątek – weekend. (W tym roku Niemcy świętowali 500 lat od przybicia przez pana Lutra 95 tez do drzwi kościoła w Wittenberdze, co razem ze Wszystkimi Świętymi dało dodatkowy weekend w środku tygodnia.)  Jako że w prawdziwy weekend Ten był z kumplami w Budapeszcie, weekend dodatkowy  spędziliśmy na zasadzie cudze chwalicie, swego nie znacie i wybraliśmy się pociągiem do… Bonn. Ja wprawdzie bywałam tam dość często, kiedy odwiedzałam argentyńską imienniczkę, (co nie znaczy, że miasto znam – znam wyłącznie jej były akademik), Ten nie był nigdy, a to w końcu była stolica. 

Bonn okazało się maciupeńkie. Przez ścisłe centrum nakręciliśmy tyle ósemek, że na każdy placyk wchodziliśmy po kilka razy z każdej strony, i ku naszej rozpaczy widzieliśmy bardzo mało barów. Na dodatek Ten zapomniał ładowarki do telefonu i z racji obecności mojego w naprawie, offline byliśmy obydwoje. Łazilismy więc po wymarłych (w sam raz na Halloween) uliczkach trzymając się za ręce, napiśmy się kawy, zjedliśmy bardzo dobre ciasto z wiśniami i migdałami, trafiliśmy w końcu na jakiś bar i przy białym winie włączyliśmy prawie wyładowany, a wcześniej wyłączony w celu oszczędzać baterię, telefon Tego, wyszukaliśmy restaurację nepalsko-tybetańską, w której zamierzaliśmy zjeść kolację, i wróciliśmy do hotelu żeby się przebrać. A hotel był fantastyczny – jak zwykle wyszukany wśród ofert na booking.com (bo normalnie nie byłoby nas stać), czterogwiazdkowy, z wielkim, miękkim, niebiańsko wygodnym łóżkiem z szeleszczącą białą pościelą, łazienką z wielką wanną i mnóstwem gratisów (poczułam się zupełnie jak Ross Geller), można powiedzieć, że na tym etapie wyprawa opłaciła się już ze względu na sam hotel. Tybetańska kolacja rownież była niczego sobie, a na dodatek całkiem niedroga, a wieczór zakończyliśmy drinkami w barze o wdzięcznej nazwie Che Guevara, który rownież znałam z wcześniejszych odwiedzin u imienniczki. 

W niebiańskim łożu spało nam się wyśmienicie, a pierwszy listopada powitał nas ciepłym słońcem i doskonałym bufetem śniadaniowym. Po śniadaniu zostawiliśmy walizki w hotelu i udaliśmy się do pobliskiego miasteczka Königswinter, gdzie zamierzaliśmy udać się na stromą wędrówkę na szczyt podobno opiewanej w Pieśni o Nibelungach góry Drachenfels. Miasteczko okazało się ślicznym nadreńskimi kurortem, w którym w swoim czasie bywał i lord Byron,i nie można było wyobrazić sobie lepszej pogody na nasza wędrówkę. Płaszcz chwilami musieliśmy nieść ręku, widoczność była tak dobra, że z góry dawało się dojrzeć wieże katedry w Kolonii, a spożyta na słoneczku kiełbaska z frytkami smakowała wybornie. Jedyne, czego żałowaliśmy, to brak aparatu, ale weekend offline był jednak więcej wart niż jakiekolwiek zdjęcia.  

Do Aachen  wróciliśmy około osiemnastej i zaraz po powrocie zajęłam się googlowaniem nurtującego mnie pytania, dlaczego takie za przeproszeniem zadupie zostało stolicą. Okazało się, że w roku 1949, kiedy nawet nie istniały jeszcze dwa państwa niemieckie, a Berlin podzielony był na 4 sektory, slowa „stolica”  nikt nawet do ust nie brał, szukano jedynie tymczasowej siedziby dla organów rządowych, których obecność w Berlinie wraz z władzami sowieckimi wydawała się cokolwiek niepożądana. Bonn posiadało nienaruszone podczas wojny reprezentacyjne budowle, było faworytem pochodzącego z Kolonii Adenauera i wygrało – podobno niezupełnie czystą – walkę z Frankfurtem. Jako oficjalna stolica Bonn zaczęło figurować w dokumentach dopiero w połowie lat 70. Jako że jestem fanką powojennej historii Niemiec, poczułam się wielce zadowolona z poznanego nowego faktu. 

Tylko zdjęć nie ma. A update mojego telefonu jest taki, że naprawa przedłuży się z uwagi na brakującą cześć zamienną. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: