O skończonych wakacjach

Zaprawdę powiadam Wam, dwa tygodnie to jednak dwa tygodnie. Bez obowiązków, bez budzika, bez gnębiących myśli. Trzy dni sam na sam na najpiękniejszej plaży świata zaowocowały czekoladową opalenizną i mnóstwem tuńczyków w ustroju oraz tortillą i gazpacho w charakterze obiadu na kocyku i nieskończonymi historiami opowiedzianymi przy zimnym piwku i oliwkach, rownież na kocyku. Przysięgłabym, że większość czasu spędziłam w cieniu, bo z wiekiem coraz gorzej znoszę smażalnie w pełnym słońcu, ale prawie brunatny odcień mojej skóry lekko przeczy temu stwierdzeniu. 

Tymczasem od wczoraj jesteśmy znowu w domu i strasznie marzniemy. Nie rozumiem dokładnie zjawiska – 16 stopni i okazjonalne przebłyski słońca to przecież NIE AŻ TAK ZIMNO?!? A ja mam ochotę wyciągnąć co najmniej botki i cieplejszy płaszcz. (Dla ścisłości – w Marbelli też nie było potwornych upałów, wieczorami było zgoła zimno, a przez pierwsze trzy dni prawie nie było słońca i padało.) Oraz jestem przeziębiona, smarkam i kicham. Mimo wszystko nie narzekam, bo bardzo na urlopie odpoczęłam, bateryjki doładowałam oraz w ogóle nie przytyłam. Działałam po prostu z fitnessblenderem jak gdyby nigdy nic, nie odmawiałam sobie niczego i mimo to żadna cześć garderoby nie opina mnie bardziej niż przed wyjazdem. 

W międzyczasie zrobiłam się rownież rok starsza i dostałam od Tego między innymi piękny, nowiutki, 10-kilowy kettlebell. Odpaliłam więc dziś stosowny filmik i hoho! Z 4 do wyboru (2,5; 6; 8 i 10 kg) mogę wreszcie prawidłowo dostosować ciężar do ćwiczenia. No prawie – pomiędzy pierwszym i drugim jest spora różnica i taka czwóreczka pomiędzy byłaby idealna. Chociaż możliwe, że wtedy 2,5 stałoby się zbędne, ale to sprawdzę, jak dorobię się czwóreczki. 

Jutro początek intensywnego, hejho! W tym semestrze chyba wreszcie nieco spokojniejszy. 

A na zakończenie pare impresji.

Zachód słońca w Marbelli

Niebo w moje urodziny.

Moje urodziny w niejednokrotnie tu wspomnianym barze Francisco. Za barem sam Francisco czyli Paquito. 

Paella w barze na plaży.

Ten i ja podczas spacero-dżogingu.

Pierwsze, zachmurzone dni. Chmury też są fotogeniczne.

Widok z pomostu na plażę. 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: