O tym że urlop

Tadam! Fajrant, urlop, (ostatni) rachunek wystawiony, autoresponder ustawiony, góra ciuchów uprasowana, gacie na 15(!) dni policzone i naszykowane. Nic tylko wrzucić wszystko do walizki (nienawidzę, ale większość uprasowanej góry stanowią sukienki, co eliminuje problem dopasowywania do siebie części garderoby). A dziś zamierzam poczuć już lekki przedsmak wakacji, bo wybieramy się z dużą częścią starej paczki na festiwal wina. Do końca poluzować szelek jednak nie planuję, gdyż jutro, uwaga, idziemy na imprezę poweselną koleżanki z pracy Tego, a PROSTO Z IMPREZY, o godzinie 2 w nocy z soboty na niedzielę, na autobus na lotnisko. No, do domu wpadniemy przedtem na chwilkę, zmienić kieckę i obcasy, względnie garnitur, na coś wygodniejszego, zmyć nieco makijażu i chwycić walizkę. Ten ma to do siebie, że zawsze musi być z jedną dupą na czterech (nomen omen) weselach, a ja razem nim. Zestresowana i niewyspana. Ale cóż, wyśpię się zapewne po śmierci. 

Treningowo natomiast po lipcowym lenistwie dodałam gazu i w chwili obecnej mam na 25 dni sierpnia 14 dni treningowych. Oraz mocne postanowienie kontynuowania procesu, nieteściowa posiada 2 trzykilowe hantelki i uważam że jest to niezły punkt wyjścia.  

Tymczasem idę spróbować zamaskować makijażem fakt, że od 3 tygodni codziennie wstaję o 6:40. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: