Archive for Sierpień, 2017

O tym że urlop

Tadam! Fajrant, urlop, (ostatni) rachunek wystawiony, autoresponder ustawiony, góra ciuchów uprasowana, gacie na 15(!) dni policzone i naszykowane. Nic tylko wrzucić wszystko do walizki (nienawidzę, ale większość uprasowanej góry stanowią sukienki, co eliminuje problem dopasowywania do siebie części garderoby). A dziś zamierzam poczuć już lekki przedsmak wakacji, bo wybieramy się z dużą częścią starej paczki na festiwal wina. Do końca poluzować szelek jednak nie planuję, gdyż jutro, uwaga, idziemy na imprezę poweselną koleżanki z pracy Tego, a PROSTO Z IMPREZY, o godzinie 2 w nocy z soboty na niedzielę, na autobus na lotnisko. No, do domu wpadniemy przedtem na chwilkę, zmienić kieckę i obcasy, względnie garnitur, na coś wygodniejszego, zmyć nieco makijażu i chwycić walizkę. Ten ma to do siebie, że zawsze musi być z jedną dupą na czterech (nomen omen) weselach, a ja razem nim. Zestresowana i niewyspana. Ale cóż, wyśpię się zapewne po śmierci. 

Treningowo natomiast po lipcowym lenistwie dodałam gazu i w chwili obecnej mam na 25 dni sierpnia 14 dni treningowych. Oraz mocne postanowienie kontynuowania procesu, nieteściowa posiada 2 trzykilowe hantelki i uważam że jest to niezły punkt wyjścia.  

Tymczasem idę spróbować zamaskować makijażem fakt, że od 3 tygodni codziennie wstaję o 6:40. 

Reklamy

Leave a comment »

O tym że nic nie zepsułam, a naprawdę mogłam

Odkryłam u siebie przedziwny, a do tej pory starannie ukryty talent do szycia. Chociaż nie, do szycia to odrobinę za dużo powiedziane, do PRZERABIANIA. Zaczęło się od pamiętnej kiecki, której odprułam rękawy, potem doszły dżinsy tak zwane szwedy, obecnie zwane raczej culottes, chociaż możliwe że to nie całkiem to samo, które, niezależnie od nazwy, kupiłam online i nie zauważyłam na zdjęciu, że od połowy łydki mają rozporki na nogawkach. Rozporki wydały mi się idiotyczne, więc je zwyczajnie zaszyłam. Następny był wspomniany w ostatnim wpisie kombinezon (uwielbiam fakt, że po hiszpańsku kombinezon to mono, czyli małpa) (i owszem, zostawiłam wszystkie zamówione artykuły, a eLka w Mango to jakiś pic na wodę, albo mam taką wielką dupę), który okazał się bardzo fajny, poza faktem, że miał długie rękawy z falbaniastych dziurami na ramionach. Nie wiem czy zrozumiale się wyrażam. To oczywiście na zdjęciu było doskonale widoczne, ale jako że nigdy przedtem nie miałam niczego z takimi rękawami, nie wiedziałam, jak bardzo będą mnie denerwować. Dowiedziałam się w 5 sekund po założeniu, denerwowały mnie potwornie, w ogóle nie wiem jak można w czymś takim chodzić! Zanim jeszcze oderwałam metkę i zdążyłam się zastanowić, czy ja tę małpę chcę, miałam odprute pół lewego rękawa, a pytanie odpowiedziało się same. Falbanki tak samo jak w przypadku sukienki zrobiły mi uprzejmość i zamaskowały krzywe szycie, więc bez rękawów kombinezonowi nie mam nic do zarzucenia, a nawet wręcz przeciwnie. Dzisiaj natomiast  wspięłam się na przeróbkowy szczyt kunsztu. Zamówiłam mianowicie spodnie dżinsowe w kolorze ecru (serio, juz z tym kończę, ale ostatnie dni wyprzedaży to dla mnie prawdziwy hazard, wszystko kosztuje jedną dziesiątą pierwotnej ceny i za portki zapłaciłam tyle samo, co za kupioną w tym samym dniu odżywkę do włosów), z bardzo fajnym wysokim stanem, zapinane na guziki i dobrze leżące w rozmiarze 36, czyli u góry wszystko w porządku, od kolan z kolei rozszerzane. Rozszerzane od kolan nosiłam za wczesnego gowniarza, czyli jakieś 10 lat temu, No, thank you. Zanim wpadniecie w zachwyt nad moimi zdolnościami, dodam, że rozszerzenie zostało osiągnięte za pomocą wszytego trójkąta, wypisz wymaluj jak w latach 70, kiedy cool było posiadanie nogawek szerokich co najmniej na długość stopy i wszyscy pruli portki na szwach i wszywali trojkat o stosownie szerokiej podstawie, aż do osiągnięcia pożądanej coolness. Wiem, bo tatuś mi opowiadał. Ja zrobiłam więc dokładnie odwrotnie, trójkąt wyprułam, nogawkę zaszyłam i mam teraz proste. Za każdym razem myślałam, że ani chybi szmata za chwile wyląduje w koszu na śmieci, a tu proszę, wszystkie żyją i maja się dobrze, powiedziałabym, że lekka duma jest jak najbardziej usprawiedliwiona!

Tymczasem jeszcze tylko 3 razy rano wstać oraz w myślach pakuję już walizkę.  

Leave a comment »

O pułapkach wyprzedażowych i (tradycyjnym) czekaniu na urlop

Nic nie piszę, bo zajęta jestem. Pracą zawodową. Sierpniowy kurs w ramach naszej Summer school daje mi się bardzo we znaki, sama właściwie nie wiem dlaczego. Może to przez jedną z grup, która mi działa na nerwy, może przez fakt że codziennie (CODZIENNIE) muszę wstawać o 6.40, moźe przez to, że po tym wstaniu muszę przez 35 minut maszerować, i potem drugie tyle z powrotem (niby mogłabym pojechać autobusem, ale autobus jest dla mięczaków, a te 6 km dziennie to doskonałe kardio), a może po prostu BO TAK. Niezależnie od powodów fakt jest taki, że przebieram nogami odliczając dni do urlopu i aktualny stan rzeczy, to jeszcze 8 wstań w środku nocy. Cieszę się tym bardziej, że po raz pierwszy od miliona lat biorę równe 2 tygodnie urlopu. A nawet 15 dni! 

Z innej beczki muszę wyznać, że nienawidzę oddzielnego kupowania góry i dołu od bikini. Szczególnie na wyprzedażach, kiedy nie ma już wszyskich rozmiarów, a jeszcze szczególniej, kiedy darmowa wysyłka jest od 30 euro… Bo tak: patrzę sobie na bikini w Mango, jedne mi się podoba, patrzę na rozmiary, klikam górę M, dół M, widzę że są dostępne. Nie mając doświadczenia z rozmiarówką Mango w temacie bikini, a wolę, jak ta akurat cześć garderoby zasłania mi więcej niż mniej, decyduję, że dobra, bierzemy to M. Do darmowej wysyłki zostaje mi 12 euro. Znajduję przyzwoity kombinezon akurat za tyle (nie posiadam jeszcze żadnego, same sukienki), widzę że z wiskozy, mając nadzieję, że to taka lejąca wiskoza, a nie taka dżersejowa klikam w kombinezon, załatwione. Po 5 minutach przychodzi mejl, że za długo szukałam kombinezonu i tę eMkę w gaciach mi w międzyczasie wykupili. Zgrzytając zębami myślę, że stanik bez gaci mi na nic i że dokupię chociaż tę eLkę, może różnica ogromna nie będzie. Do darmowej przesyłki brakuje mi 22 euro. Znajduję inne bikini, nieco tańsze, a też ładne, klikam w górę i w dół, eMka dostępna, na wypadek, gdyby tamta eLka okazała się jednak za duża nabywam bikini. Do darmowej przesyłki brakuje mi 4 euro. Znajduję fajną plażową kosmetyczkę za piątkę. Nabywam. Tym oto sposobem, chcąc zakupić jedno taniutkie bikini na wyprzedaży, zakupiłam dwa, jeden kombinezon i jedną kosmetyczkę. Paczki maja przyjść jutro i szukam kogoś, kto się założy, że wszystko będzie mi się podobało, leżało jak ulał i skoro już przyszło, a kasę i tak mi zainkasowali, to niech już zostanie… 

Ten za to, jeszcze przed triatlonem, pojechał kupić sobie buty na rower i wrócił z kamerą sportową. (Butami też.) W celach sportowych jeszcze jej nie użył, a zdjęcia robi takie:

Leave a comment »

O dzisiejszym

A już tak ładnie mi szło regularne pisanie!… A tu masz. Prawie miesiąc przerwy. Jeśli chodzi o czekanie na mejle, to się doczekałam, czemu nie, nadchodzi kolejny etap pracowy, blablabla, ale ja w ogóle nie o tym chciałam. 

Dzisiaj Ten, ważący przed sześciu laty sto dwadzieścia kilogramów Ten, w pięknych okolicznościach przyrody w belgijskim Eupen ukończył połowę Iron Mana. (Dla niezorientowanych = normalnych ludzi: przepłynął 1,9 km, przejechał rowerem 90 km, a potem przebiegł półmaraton, czyli 21 km.) Dla mnie absolutny kosmos. Więcej ryczałam wprawdzie, kiedy wziął się za te całe triatlony trzy lata temu i po raz pierwszy ukończył jedną czwartą dzisiejszego, ale emocje, jakich doświadczyłam dziś, były z niczym nieporównywalne. Sama ze sobą przez 6 godzin i 24 minuty, czekając na niego przy kolejnej rundzie, mówiąc do niego w myślach, że da radę, rozjaśniając się uśmiechem za każdym razem, kiedy rozpoznałam na horyzoncie wzorek jego kombinezonu, za każdym razem odczuwając PODZIW: on dalej do przodu. Morał z tej historii może być tylko jeden: Naprawdę możemy wszystko. Może nie zawsze dokładnie tak jak byśmy chcieli, ale determinacja i ośli upór w dążeniu do celu to prawie gwarancja sukcesu. Sama będąc z tych, co się szybko zniechęcają, uroczyście postanawiam wziąć przykład z jego nastawienia, amen. 

Pływania nie udało mi się uwiecznić, ale wierzcie mi, że wyglądał po nim jakby wyszedł właśnie z relaksującej kąpieli (od razu wiadomo kto pływa od 3 miesiąca życia), po wyżej wymienionym + 22 km na rowerze wyglada się tak.


A tak po ukończeniu 90 km.

Ostatnie metry. Widać że ciągnie resztkami, ale prze do przodu. 

2 Komentarze »