O mignięciu czerwca i początkach lipca

Nie mówiłam, że czerwiec tylko mi mignie przed oczami? No i mignął. (Oraz zgodnie z przewidywaniami treningi mi nieco kulały – na 30 dni tylko 12 było treningowych. Najgorszy wynik od lutego.) Już mamy lipiec, i to trzeciego, co oznacza, że za dwa dni (pojutrze!) lecimy do Madrytu na Madcool. Ze względu na fantastyczne reakcje z Openera najbardziej cieszę się na Foo Fighters i mam nadzieję że w 30 stopniach wyjdzie im tak samo dobrze, jak w polskiej ulewie. Na te 30 stopni też się cieszę, tym bardziej, że ostatniego dnia festiwalu czyli w sobotę raczej go sobie podarujemy, bo nasi gospodarze idą na wesele, i wybierzemy rundkę po madryckich barach. 

A wczoraj przez Aachen przejeżdżało Tour de France i Aachen oczywiście musiało obronić swoją złą sławę: dokładnie 10 minut przed dotarciem kolarzy do miasta zaczęło lać i dokładnie 5 minut po jego opuszczeniu wyszło słońce. My natomiast zorganizowaliśmy sobie „Tour Party” z paellą i różowym winem oraz dokładnym podziałem na gender: po obiedzie mężczyźni (włącznie z 2-letnim Lorenzo) udali się na balkon w celu palić i pić rum, a kobiety (włącznie z 3-miesięczną Luisą) zostały w salonie w celu oglądać i komentować teledyski na kanale Topreggeaton i pić wino. 

Tymczasem powinnam pakować walizkę, a nie mam bladego pojęcia, co na ten upał do niej włożyć. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: