O ramionach Rachel i pohulaniu

Każdy, kto kiedykolwiek coś ćwiczył, ma jakieś swoje sylwetkowe cele. Nawet jak ktoś się upiera, że robi to dla zdrowia i takie tam. (Ja ogólnie się upieram, dla zdrowia i niewyglądania staro.) Niewatpliwie jestem dziwna, ale osobiście zawsze chciałam mieć ładnie zdefiniowane ramiona i mięśnie na plecach. Pewnie dlatego, że nogi zawsze uważałam, że mam niezle, brzuch można wciągnąć, tyłek może i nieco płaski, ale i tak nienajgorszy, ale ramiona? Bez ciężarów ni huhu. I moim absolutnym ideałem zawsze była Rachel w sukience bez ramiączek, opalona, z gładką skórą, rzucająca na podłogę świeżo upraną bielizną Moniki. Pamiętacie? Dziś po treningu z wielkim wzruszeniem oglądając się w lustrze, stwierdziłam, że jestem bliżej celu niż nigdy. Nie mogę wyjść ze zdumienia, jak dużo daje konsekwencja i odrobinę systematyczności – niby ćwiczę od jakichś trzech lat, ale po początkowej euforii na fali Chodakowskiej, ćwiczyłam przeciętnie 6-8 razy w miesiącu, a 10 treningów było absolutnym maksimum. Teraz od lutego ciągnę z połową dni miesiąca i różnica jest kolosalna. Do tego stopnia, że dwie ciotki ( z których jedna, to nigdy bym nie przypuściła, że w ogóle na mnie PATRZY i cokolwiek może porównać) i jeden wujek Tego (lekarz, do tego sam trenujący) zagadnęli mnie na plaży na temat tego ILE SCHUDŁAM. Z absolutnym stuporem wybąkałam, że nic, a nawet wręcz przeciwnie, ważę tyle co nigdy. Co zresztą przy stwierdzeniu tego faktu odrobinę mnie zdezorientowało, bo po letnich sukienkach sądząc, też myślałam, że jednak schudłam. Zaraz potem zalała mnie fala wdzięczności do owych ciotek i wujka, bo jednak czyjeś obiektywne o obojętne oko znaczy więcej niż lustro, albo chłop widujący mnie często w skąpym odzieniu. 

Po tym przydługim wstępie bardzo proszę odseparować mnie od mojej karty kredytowej, bo wyprzedaże dopiero się zaczęły, a ja już pohulałam. Gdzie minimalizm, gdzie odwyk zakupowy?!? Doprawdy, wystarczyło kilka tlustszych miesięcy, żebym wyrzuciła za burtę wszelkie chwalebne postanowienia, a termin u szefowej dopiero za pare dni i nie wiem, czy będę po nim bardzo szczęśliwa czy raczej bardzo smutna. (Oba przypadki mogą zaowocować ponownym sięgnięciem po kartę kredytową.) 

A w sobotę Ten stworzył kolejną wariację naszego letniego hitu pijackiego: zmiksowany arbuz z martini, odrobiną dżinu i lodem. Pycha! 

Reklamy

1 Response so far »

  1. 1

    frotka said,

    ja dla odchudzania łydek


Comment RSS · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: