O tym jak (o dziwo) nie popsułam sukienki

Wczoraj wieczorem, dłubiąc w sukience nożyczkami do paznokci, byłam pewna, że ten wpis będzie się nazywał: O tym jak popsułam sukienkę. 

Jako że mamy obecnie 32 stopnie, nieustannie zastanawiam się co na siebie włożyć. Mam bowiem sporo bardzo letnich ciuchów, doskonałych na upały, ale niestety zupełnie nienadających się do pracy (za to do siedzenia w barze przy plaży). Więc wracając wczoraj do domu i opływając potem, wpadłam na pomysł odprucia rękawów od jednej sukienki (czerwonej w czarne kwiatki, niedokładnie widocznej na zdjęciu z Lanzarote we wpisie o Kanarach). Sukienka jest bowiem z wiskozy, miła i przewiewna, o przyzwoitej długości do kolan, ale za to z rękawem 3/4. Do tego na ramionach ma jakby skrzydełka, taką falbankę znaczy, doskonale zasłaniającą moje zdolności szwalnicze. Jak pomyślałam, tak zrobiłam, do prucia zabrałam się praktycznie od progu, i już godzinę później rękawki przestały bęc częścią kiecki. Mamo, co to była za kakorżnicza praca, sukienka była uszyta rozpaczliwie porządnie, miała trzy przeszycia, które musiałam przeciąć, szarpiąc uszkadzałam bowiem materiał. Szylam krócej niż prułam! Nie wiem oczywiście, jak sprawa będzie wyglądała po praniu, czy nie wyjdą, tylko raz podszyte przeze mnie nierówne brzegi, na razie jednak jestem z siebie niezmiernie dumna i zaraz wkładam własne dzieło na grzbiet i udaję się do pracy.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: