O tym że nadszedł maj

Tak naprawdę w ogóle nie mam o czym pisać, ale nadszedł maj i muszę treningowo podsumować kwiecień, więc piszę: na trzydzieści dni, szesnaście było treningowych, co daje cztery treningi tygodniowo. Bez wielkich progresów w ciężarze, bo nie to jest moim celem, ale za to sporo hiitów i coraz lepiej wykonywanych ćwiczeń naprawdę trudnych (wiekszość filmików o poziomie trudności 4, a nawet jedna piątka była). Więc wciąż jest dobrze. 

Długi weekend natomiast spędziłam w sposób możliwie niezdrowy, a mianowicie głównie na piciu piwa. W sobotę byliśmy na urodzinach jednego kumpla Tego z biura, a w niedzielę na grillu zorganizowanym przez mojego byłego gacha, tudzież byłego najlepszego kumpla Tego (kto chce, może sobie poszukać stosownej historii w archiwach bloga z roku zdaje się 2011). Osobiście poszłam, bo była to pierwsza od dobrego roku okazja, na której stawili się prawie wszyscy z naszej niegdyś tak zgranej grupy. Spędziliśmy bardzo dobry dzień razem, słońce słowa dotrzymało i też się stawiło, i bardzo fajnie było znowu się zobaczyć, posłuchać co u kogo słychać, dowiedzieć się, że następny bobas w grupie rodzi się planowo za 4 dni (a jego matka mówiąc to niedbale popijała bezalkoholowe piwko z puszki) i stać na trawie z flaszką w ręku cały dzień, aż do momentu zapadnięcia ciemności. 

Dziś za to była kanapa, dużo wody i dający po tyłku trening całego ciała, na dobry początek miesiąca. Maju, nie zawiedź mnie, mam dużo sukienek do wyprowadzenia na spacer. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: