Znowu o tym samym

Nigdy nie zgadniecie, co dziś zrobiło mi dzień. Sama bym nie zgadła, bo zwykle bywa z tym raczej na odwrót, więc od razu powiem: zabrałam się za przymierzanie letnich sukienek. Wieloletniego porównania nie mam, bo miłość do sukienek zrodziła się u mnie dopiero w ubiegłym roku (no może dwa lata temu, ale bardzo nieśmiała) i większość właśnie wtedy kupiłam, ale doszłam do natychmiastowego wniosku, że wszystkie leżą bez dwóch zdań lepiej niż w zeszłe lato. Są niby luźniejsze, ale jednak nigdzie nic mi nie wisi, wręcz przeciwnie. (Nie pytajcie co mnie napadło żeby przymierzać letnie kiecki w ten MRÓZ, pewnie podekscytowałam się faktem, że na niedzielę znowu zapowiedzieli 18 stopni. Upał normalnie! Chwilowo siedzę pod kocem przy włączonym ogrzewaniu.) (A może był to fakt, że po drodze do domu znowu spotkał mnie cud z wieszakami – przed jednym sklepem, możliwe że tym samym co ostatnim razem, stał cały ich karton do wzięcia, więc przygarnęłam tak z jedną trzecią, a po powrocie zapragnęłam posortować szafę i znowu mieć wszystko na osobnym wieszaku. Uwielbiam mieć wszystko na osobnym wieszaku!) 

Poza tym przyznaję się bez bicia że na froncie embarga na zakupy poległam w tym miesiącu sromotnie. (I zabrakło mi wieszaków.) Najwyraźniej jestem jak jakiś heroinista: nie mogę poprzestać na jednym strzale. W związku z tym przybyły mi dwie kiecki (jedna dopiero do mnie idzie), jedna bluzka, jeden sweterek, a właściwie bluza (z falbanką) i jedna para białych conversów (też dopiero idą). O, właśnie zdałam sobie sprawę, że sukienka i conversy będą na rachunku karty kredytowej z maja. Nie jestem pewna czy to dobrze (bo zapłacę za nie dopiero za miesiąc), czy też źle (bo MOŻE być tym jednym strzałem, który znowu pociągnie za sobą następne). W każdym razie. Wczoraj spotkałam się z argentyńską imienniczką (piłyśmy gorącą wodę z cytryną, nie żeby jakiś wstręt do alkoholu, czy też nie daj Boże STAROŚĆ, ale siedziałyśmy w zadaszonym kawiarnianym ogródku razem z jej psem, cudownym wyżlem, marzę o takim!, i zimno było potwornie) i  wspominałyśmy sobie minione majówki, po których leczyłyśmy kaca czerwonym winem i nie miałyśmy na sobie zimowych płaszczy, tylko krótkie rękawy, a bywało że i szorty. Eh, kiedyś to były czasy. 


A to wyżeł, czy on nie jest przepiękny??.. Rozmiarowo bez problemu sięga pyskiem jedzenia na stole. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: