O zupie i mikserze

A w czwartek było u nas tak:

(A trzeba Wam wiedzieć, że Ten ma charakter niezwykle wybuchowy, złości się potwornie bez wielkiej okazji i równie szybko mu przechodzi.)

Ten wrócił z pracy późno, w złym humorze i zabrał się za robienie zupy- kremu. Z brokuła i cukini, jeśli chodzi o ścisłość. Osobiście oglądałam Homeland na kanapie, usiłując nie wchodzić mu w drogę, gdy usłyszałam głośne PLUM, oraz pełen niezrozumiałej satysfakcji okrzyk Tego. Zanim jeszcze doleciałem do kuchni, już wiedziałam co się stało. Mikser faktycznie śmierdział ostatnio spalenizną przy każdym dłuższym użyciu, mimo że miał dopiero 3 lata, no i teraz wziął i przepalił się na dobre. Moment wybrał sobie średni, bo zupa nie była jeszcze całkowicie zblendowana, więc Ten, już bliski wybuchu, wygrzebał z szafki stary plastikowy mikser, włączył go do tego samego kontaktu, w którym był mikser przepalony, pstryknął włącznikiem, nie odnotował reakcji, wyszarpnął kabel z kontaktu, po czym z impetem pizgnał urządzeniem do kosza na śmieci. Patrzyłam na to wszystko bez słowa, myśląc sobie jedynie, że w tym kraju w ŻADNYM WYPADKU nie wolno wyrzucać urządzeń elektrycznych do zwykłych śmieci i gdzie w takim razie należy je wyrzucić, a Ten otworzył lodówkę, żeby zamiast połowicznie zblendowanej zupy przygotować na tę kolacje na przykład jajecznicę. W lodówce nie było światła, czego Ten nie zauważył. Nieśmiało powiadomiłam go o fakcie, sugerując, że mikser w śmieciach może być w porządku, tylko w kontakcie nie ma prądu. Dziw że trupem na miejscu nie padłam od wzroku, z jakim Ten wyciągał mikser ze śmieci i mył go pod kranem. Zupę można było zblendowac, dużo bardziej problematyczna okazała się natomiast lodówka, która w absolutnie nie mogła nie być podłączona do prądu. Korki w mieszkaniu były w porządku, więc Ten zaczął już snuć ponure, acz (nie wiedzieć czemu) pełne złośliwego triumfu wizje skuwania ściany i naprawiania tkwiacego w niej kabla, a moją propozycję poproszenia o rzucenie okiem naszego przyjaciela Antonio, który z prądem elektrycznym jest w znakomitych stosunkach, zbył okraszonym pobłażliwym uśmieszkiem stwierdzeniem, że przecież wszystko jest JASNE, skoro korki są w porządku. Znalazłam więc przedłużacz, lodówkę wysunęliśmy prawie na środek kuchni, bo kabel wciąż był za krótki, i usiedliśmy do jedzenia nieszczęsnej zupy. Zupa okazała się niesłona. Najpóźniej wtedy zaczęło mi się chcieć z tego wszystkiego bardzo śmiać, ale nie mogłam, bo Ten wciąż był wściekły. Kiedy jednak, w połowie zupy, nagle wstał i bez słowa udał się do piwnicy, gdzie znajdował się główny bezpiecznik, a potem wrócił i wszystkie kontakty znowu działały, a ja przypomniałam sobie, jak wyciągał mikser ze śmieci, zaczęłam nagle wyć, kwiczeć, szlochać, piać, chrumkać, a łzy ciurkiem leciały mi z oczu. Śmierci uniknęłam, bo Ten był w pierwszym momencie za daleko, a w drugim śmiał się i on.

Dziś jest niedziela, a lodówka w dalszym ciągu stoi na środku kuchni. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: