O kosie i karnawale

Doskonale wiem, że ględzenie o wiośnie w lutym, nawet jeśli jest to koniec lutego a temperatura oscyluje wokół 10 stopni, może wywołać pogardliwe puknięcie się palcem w czoło, ALE wrócił nasz kos!!! Mieszkający w zagajniczku obok garaży i umilający nam swoją muzyką winka na balkonie kos jest z powrotem i wczoraj nawet śpiewał około północy! Możliwe oczywiście, że kosowi coś się w kalendarzu przestawiło i jeszcze pożałuje przedwczesnych treli, ale równie prawdopodobna jest opcja, że kos WIE WIĘCEJ NIŻ MY. I że zima już naprawdę nie wróci, amen.

A w tym tygodniu mamy Tłusty Czwartek oraz kulminację reńskiego karnawału, na którą nie mam najmniejszej ochoty. W sam czwartek jestem uratowana, pracuję 10 godzin, a u mnie w pracy nikt nie ma głowy do karnawałów. (W większości firm idzie się do pracy w karnawałowym kostiumie, pracuje do magicznej 11.11., a potem impreza. U nas test dla obu grup.) Na resztę dni, czyli sobotę i poniedziałek, w końcu przyda mi się do czegoś aktualny stan moich finansów, bo nie znam nikogo, kto po poinformowaniu go smutnym głosem, że mam wyliczone, iż do wypłaty mogę wydać maksymalnie 5,50€ dziennie, w dalszym ciągu nalegałby, żebym na przyklad pojechała z nim na karnawał do Kolonii. 

Oraz chciałam się pochwalić, że w tym miesiącu odnotowałam największą chyba częstotliwość ćwiczeń od zarania moich dziejów w tym zakresie. A mianowicie na 21 dni lutego, dni treningowych miałam 13. (Liczę rownież te kilku(nasto)kilometrowe spacerki.) Może to znowu ta witamina D, bo do mnie to niepodobne! 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: