O ciężkim tygodniu i emeryckim weekendzie

W czwartek wieczorem siedziałam sobie na kanapie, kichając na własne postanowienie niespożywania alkoholu w ciągu tygodnia i popijając czerwone wino, i zastanawiałam się intensywnie, dlaczego u licha jestem taka zmęczona. Kiedy zaś policzyłam przepracowane w tym tygodniu godziny lekcyjne, dodałam do nich godziny biurowe i wyszło mi ponad 40, od razu przestałam się zastanawiać. I nalałam sobie jeszcze jeden kieliszek wina. W piątek pracowałam po południu, i prawie od razu po pracy leciałam na kolację – niespodziankę, ktorą przygotowaliśmy dla Heleny, a którą opuściłam o drugiej w nocy, bo prawie zasypiałam w kieliszkiem w dłoni. Kiedy dotarłam zaś do soboty, jedynym wysiłkiem, na jaki byłam w stanie się zdobyć, był półtoragodzinny spacer po lesie z siostrą Tego, ostatnio regularnie przez nas praktykowany. Wieczorem natomiast Ten i ja zabraliśmy się za drugi sezon „The Man in the High Castle” i do niedzielnego śniadania dywagowaliśmy nad interpretacją dwóch pierwszych odcinków (na trzecim zasnęliśmy), nie dochodząc do żadnych sensownych wniosków. Dziś Ten zaprosił mnie na randkę do muzeum na wystawę o Mies van der Rohe (Ten jest architektem) i trudno mi chyba wyobrazić sobie bardziej emerycki weekend. 

A co tam u Was?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: