O rozmemłanym tygodniu na wolnej chacie

To polecieli – Ten i jego siostra, szczęśliwi posiadacze urlopu już od dzisiaj i stałam się posiadaczką wolnej chaty. Osobiście, jako jedyny znany mi looser, muszę pracować do dwudziestego trzeciego WŁĄCZNIE, a lot mam o godzinie dziewiętnastej. Bardzo lubię Tego, ale lubię też być sama, więc się nie skarżę, ale od kiedy jestem, zdążyłam już: zamówić jeden płaszcz i pobić się z myślami, czy aby na pewno dobrze zrobiłam (mam SPORO płaszczy, ale żadnego czarnego! Czarny to klasyk!), nabrać ochoty, żeby jeszcze przed wyjazdem skoczyć do fryzjera na podcięcie (postanowiłam nie farbować i zapuścić własny kolor. Niech Opatrzność ma mnie w opiece!) i spożyć śniadanie w łóżku. 

Płaszcza już nie odmówię, najwyżej mogę poczekać aż przyjdzie i go oddać, na włosy mam jedyną szansę jutro przed południem, a tydzień już widzę, że będzie kompletnie rozmemłany, bo możliwe, że wszystkie moje zajęcia odbędą się bez udziału uczniów. Nie mam im broń Boże za złe, wszyscy moi uczniowie są siłą rzeczy daleko od domów, i na Święta do tych domów jadą, a różnica między nami jest taka, że mnie za stawienie się płacą, a im nie. Dużo gorzej sprawa będzie wyglądała, jeśli przyjdą jakieś nadgorliwe niedobitki, i ta wizja przyprawia mnie o duży niesmak. Chyba lepiej wstawię kolejne pranie. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: