O zaangażowanym kapeluszniku

Zachciało mi się znowu bawić kettlem i mam teraz siniaki na przedramionach – fajnie, co? Oraz zapomniałam już jak bardzo kettlebell dawał zakwasy w dolnej części pleców, chyba jedne z najbardziej nieprzyjemnych moim zdaniem.

A Netflix tym razem dostarczył nowego serialu o bardzo ładnym tytule Paranoid. Ja wiem, że spiski i konspiracje są bardzo oklepanym motywem, jednak co ja poradzę że je uwielbiam? Łyknęłam wczoraj trzy odcinki w samotności, gdyż Ten PRACUJE NAD STROJEM KAPELUSZNIKA. Pracuje z takim zaangażowaniem, że wydał już mnóstwo monet na materiały, farby, druty i kleje, mnie zaprzągł do obszywania koronką kołnierza i rękawów jego starej marynarki, do pracy (nad kostiumem) puszcza sobie soundtrack z Alicji, i sama mam szansę być jedynie uczepionym jego ramienia akcesorium do kostiumu. A, w niedzielę włączył film i kazał mi z nim oglądać, żeby się bardziej zainspirować i wczuć w temat. Więc się wczuwam, piątek już za 2 dni i wreszcie można będzie odpocząć od SZALONEGO Kapelusznika. 

Tymczasem zimno, temperatura spadła nieco poniżej zera, a mój zakupiony na Czarnym Piątku płaszcz jeszcze nie doszedł. Mam co do niego nieco obaw, gdyż poza niewątpliwie pozytywnym składem (wełna i kaszmir, i tylko 20% poliamidu) i pięknym kamelowym kolorem jest długi za kolano (a ja mikra), ma militarne dwurzędowe guziki (serio?) i ogólnie zastanawiam się co ja sobie myślałam. Prawdopodobnie nic, więc pożywjom uwidzim. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: