O Zośce

Dawno dawno temu na jakimś blogu wyczytałam, że Sofia jest „najgorszą” ze stolic byłego bloku wschodniego – najbrzydszą, z niesympatycznym ludźmi o nastawieniu rodem z okresu największej świetności minionego ustroju. I całkowicie o przeczytanym zapomniałam. Aż do ubiegłego piątku, kiedy to około szesnastej godziny wylądowałam w wyżej wymienionej. 

Pierwsze wrażenie po wyładowaniu gdziekolwiek to lotnisko, i to sofijskie było wstrząsające. Później dowiedziałam się, że obecnie tylko tanie loty typu Ryanair, którym sami przylecieliśmy, są tam kierowane, dla tych z wyższej półki istnieje piękny, nowoczesny terminal II, do którego należało dojechać bezpłatnym autobusem i stamtąd metrem do centrum. Zanim to jednak nastąpiło, spędziliśmy prawie godzinę w budynku terminalu I, w którym, idę o zakład, w ciągu ostatnich 30 lat nie zmieniło się NIC. Do bankomatu była kolejka, obok niego był kantor wymiany, w którym obecna pani oznajmiła że „dziś już nic nie wymienia”. Toalety optyką oraz zapachem żywo przypominały toalety publiczne działające w latach 80-tych w moim rodzinnym mieście, a wszędzie pętały się niesympatyczne typy o wyglądzie ruskiej mafii, pytające „Taxi? Taxi? Metro wyglądało normalnie, pełne było zmęczonych ludzi wracających z pracy i w złą godzinę wyraziliśmy się o nim lekceważąco, słowami „Phi, tylko dwie linie, jak tu się zgubimy, to znaczy że naprawdę z nas głupki!” No i owszem, zła godzina latała nad nami z dużą intensywnością, jedyna szansa na zmianę linii była na stacji Serdika, więc tam wysiedliśmy, a zmylił nas szyld z nazwą drugiej linii i przeznaczeniem pociągu w który mieliśmy wsiąść, dokładnie w tym samym miejscu, w którym wysiedliśmy z pierwszego. Logiki to nie miało za grosz, ale mówię że zgłupieliśmy, gorąco nam było jak piorun, gdyż wszystko było rozpaczliwie przegrzane, wsiedliśmy w pierwszy następny pociąg, zorientowaliśmy się że coś niedobrze dwie stacje później, wróciliśmy, po czym powtórzyliśmy idiotyzm jeszcze raz, nie widząc innych możliwości na tej przeklętej Serdice. Po opuszczeniu pociągu po raz trzeci w tym samym miejscu straciliśmy cierpliwość, opuściliśmy metro (drugą linią mieliśmy tylko jedną stację do przejechania) i wyleźliśmy na powierzchnię, gdzie Ten, przy użyciu rozpaczliwie niedokładnej mapki z internetu znalazł nasz hotel. A godzina zrobiła się 19.00. (Gdyby nie było innych powodów do zakochania się w Tym, na pewno byłaby nim jego zdolność trafiania WSZĘDZIE, obojętnie w jakich warunkach.)

Wieczorową porą, po zmroku, miasto prezentowało się bardzo średnio. Chodniki były nie tylko potwornie krzywe, ale również posiadały klapy studzienek kanalizacyjnych, a w nich imponującej wielkości dziury, w które zmieściłby się średniej wielkości pies. W okolicy roiło się od opuszczonych lokali, domów z oknami zabitymi deskami i płytami oraz wyblakłych szyldów dawno nieistniejących firm. Naszym przybyciem oderwaliśmy panienkę z recepcji hotelu od papieroska na ulicy, ale sam hotel był w porządku. (No, może poza faktem, że był, jak wszystko inne, straszliwie przegrzany, a pościel była tak śliska, że uniemożliwiała mi spanie w ukochanej pozycji na spajdermena, bo zwyczajnie zsuwała mi się noga.)

Następnego dnia po śniadaniu, w towarzystwie błękitnego nieba i wielkiego słońca udaliśmy się na zwiedzanie. Już pierwszego wieczoru odkryliśmy że w restauracjach wieczorami nie ma co się pokazywać bez rezerwacji i dokonaliśmy takowej  na sobotni i niedzielny wieczór. Sofia posiada mnóstwo kościołów różnych wyznań, najwiecej oczywiście cerkwi, ale była i synagoga i kościół katolicki i meczet, i wszystkie były przepiękne. Osobiście najbardziej przypadła mi do gustu niewielka rosyjska cerkiew pod wezwaniem świetego Mikołaja, ale oczywistości typu Hagia Sophia czy bazylika Aleksandra Newskiego zrobiły na nas ogromne wrażenie. Odkryliśmy też że sofijczycy aktywnie i intensywnie użytkują parki, pełne dzieci, dorosłych, straganów i fontann. Uczyniliśmy również wysiłek zakupu pieczonych kasztanów w bułgarskim języku (umiałam przeczytać napis na straganie) ale okazały się być zimne, sztywne i obrzydliwe, więc wyładowały w koszu. Kolację spożyliśmy we wcześniej zarezerwowanym lokalu Pakema czyli Raketa i był to jedyny, w którym byliśmy stuprocentowo zadowoleni z obsługi, wystrój był ciekawy i nawiązywał do sowieckiej obsesji podbicia kosmosu oraz zawierał rekwizyty socjalistycznej epoki. Jedzenie i wino też były nienajgorsze. Wróciliśmy dość późno i spacer słabo oświetlonym ulicami po krzywym chodniku z czarniawymi typami w dresach, stojącymi na każdym rogu jakoś średnio mi się spodobał. 

Następnego dnia, jako że wszystkie kościoły i miejsca turystyczne obejrzeliśmy już wcześniej, zaplanowaliśmy wycieczkę do muzeum sztuki socjalistycznej, nieco oddalonego od centrum. Na spokojnie przeanalizowaliśmy również stację Serdika i odkryliśmy, jak się zmienia linię. Po namyśle doszliśmy rownież do wniosku, że pociąg drugiej linii wyświetlany jest na stacji pierwszej linii, żeby społeczeństwo wiedziało za ile minut będzie i czy opłaca się lecieć biegiem. Innego sensu powyższego nie udało nam się odkryć. W muzeum spędziliśmy sporo czasu, oglądając filmiki propagandowe, galerię portretów komunistycznych liderów oraz robiąc zdjęcia wystawionym w ogrodzie popiersiom wyżej wymienionych, tudzież innym rzeźbom na cześć ustroju. Po południu wzięliśmy udział w parkowym życiu, pijąc kawę i ciesząc się słońcem. Kolację zjedliśmy w najbardziej polecanej na trip adviser ludowej restauracji i mimo jej bezdyskusyjnego nastawienia na turystów, wystroju przaśnej chaty i kelnerów w haftowanych giezłach, była to najlepsza kolacja tej podróży. 

Następnego ranka wstaliśmy rano, bez przeszkód użyliśmy metra i o czasie znaleźliśmy się na lotnisku, w którym hala wylotów przyćmiła halę przylotów, mimo że w piątek wydawało się to niemożliwe. 

Podsumowanie? Bardzo dobrze się bawiłam, wszystko było tanie i w dość nieprzyjemny sposób przypominało mi rodzinne miasto 30 lat temu. Sofia wymaga porządnego liftingu, szczególnie te mniej centralne zakątki i CHODNIKI. Szczerze mówiąc nie jestem w stanie zrozumieć żadnych zachwytów na temat samego miasta, natomiast jak najbardziej jestem zdania że można spędzić w nim fajne miniwakacje. 

Reklamy

komentarze 2 so far »

  1. 1

    soullm said,

    Tak zupełnie z innej beki niz Zoska.Choc Bulgarije tez ciekawe i korci. Lecz. Przez ciebie zabralam sie za Harrego Hole. I teraz co? Kończe Upiory i jeszcze tylko jedna ksiazka mi zostala. A zima sie jeszcze nie zaczela! I co ja bede czytac? I z serii najbardziej mi sie podobał „Pierwszy snieg” w trakcie czytania stwierdzałam ze strony na strone, ze to swietny film bylby i co? Nakrecili. Bedzie premiera w 2017.
    Michael Fassbender zagra Harrego. Ciekawam bardzo.

  2. 2

    Mariposanegra said,

    Bardzo mi miło, że przeze mnie zaczęłaś! O, film może być ciekawy, dzięki za info!


Comment RSS · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: