O początku nowego roku

Już całe 9 dni nowego roku minęło, a ja jeszcze nic nie napisałam – z dwóch powodów. Po pierwsze zarobiona jestem, bo to ostatni tydzień przed egzaminami, a po drugie podjęłam się 5-dniowego wyzwania fitness i albo ćwiczę albo narzekam na zakwasy. (Został mi jeszcze jeden dzień – na jutro.) Wyzwanie jest solidne, treningi trwają po godzince zarówno podnoszenia ciężarów jak i skakania, i już po dwóch pierwszych dniach nie mogłam ruszyć ani rąsią ani nózią. A pech chciał, że akurat tego dnia miałam czas wcześnie rano i wybrałam się  do zary poprzymierzać w spokoju i pustym sklepie wyprzedażowe ewentualności. Przymierzanie skończyłam już po pierwszej bluzce, którą zdejmowałam przez głowę prawie płacząc z bólu w tricepsie. A jeśli już mowa o wyprzedażach, to nie podoba mi się nic absolutnie, jak na razie nabyłam jedynie botki w asosie i jedną pasiastą bluzeczkę w rezerwacie, ale jeśli mnie pamięć nie zawodzi, to co roku myślę to samo na początku, a potem kończy się puszczeniem paru stówek.

Wygląda na to że wojaże w tym roku rozpocznę wcześniej niż zwykle, możliwe że już lutym, gdyż Temu przypomniało się, że jego jedna koleżanka ze studiowej paczki wychodzi za mąż w Sewilli i oczywiście my też jesteśmy zaproszeni. Czy te chłopy to w ogóle kiedyś myślą??? Jak można przypomnieć sobie o tak ważnym fakcie na NIECAŁY MIESIĄC PRZED????? Oczywiście nie mam się w co ubrać, bo hiszpańskie wesela są zawsze bardzo wystawne, i w ogóle cholery z nim dostanę, wspomnicie moje słowa.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: