Archive for Styczeń, 2016

O moim jasnowidzeniu i etykiecie

W zeszłym tygodniu Ten zamówił sobie takie coś do roweru, co pozwala unieruchomić wyżej wymieniony i używać go jak rowerka stacjonarnego, przy dostępie do tych całych przerzutek i innych szykan. I to coś przyszło przedwczoraj. W częściach. Wróciwszy z biura, Ten postanowił więc relaksacyjnie zabrać się za montowanie tego czegoś. Osobiście siedziałam sobie na kanapie, czytałam książkę* usiłując być bezwonna i niewidoczna i słuchałam coraz bardziej wyszukanych klątw i złorzeczeń. Po czterdziestu pięciu minutach, nawet nie patrząc w jego stronę, pozwoliłam sobie na niewinną uwagę, że na pewno zmontował na odwrót i dlatego nie działa.

I co się okazało na drugi dzień, kiedy zabrał się za ustrojstwo jeszcze raz i z ciśnieniem na prawidłowym poziomie? ŻE ZMONTOWAŁ NA ODWRÓT!!!!!! Ha! Zawsze wiedziałam, że mam skłonności do jasnowidzeń!

Poza tym nuda. W przyszłym tygodniu mam poszerzyć zakres działalności pedagogicznej o zupełnie nowy typ kursu, a w przedostatni dzień aktualnego tygodnia nie wiem jeszcze nic, ani kiedy, ani ile, ani z jaką grupą. Więc stresuję się nieco, a w przerwach podnoszę poziom wiedzy na temat etykiety na hiszpańskich weselach. (Wiedzieliście, że muszka też należy do stroju wieczorowego i na weselach rozpoczynających się w ciągu dnia, należy mieć na sobie krawat? Tja, Ten też nie wiedział, a posiada dwie piękne jedwabne muszki i żadnego przyzwoitego krawata. Przeczesał już wszystkie sklepy online!)

*Dorwałam drugą część o detektywie Cormoranie Strike i jego asystentce Robin i wciągnęła mnie bez porównania bardziej, niż to Wołanie kukułki, czy jak mu tam było. Więc jakby ktoś nie znał jeszcze dorosłej twórczości pani Rowling i lubi klasyczny model prywatnego detektywa, to polecam rzucić okiem.

 

Reklamy

3 Komentarze »

O początku tygodnia

Tydzień rozpoczął się bardzo miło skaleczeniem się w czwarty palec u stopy ŚMIECIAMI. Nie wiem, jak to możliwe, nie przypominam sobie wyrzucenia do śmieci samurajskiej maczety, ale faktem jest, że wyjmując worek z wiadra oparłam go przypadkowo na stopie zamiast na podłodze i to oparcie przecięło mi skórę równiutko 3 milimetry poniżej paznokcia. Również na co najmniej 3 milimetry głęboko, bo krwawienia nie mogłam zatrzymać przez dobrą godzinę. Więc z obuwia aktualnie mogę włożyć jedynie szerokie w palcach stare walonki, co doskonale poprawia mi samopoczucie. Jak można się domyślić.

W temacie kryzysowym – kryzys chyba zażegnany, eskę wkładam bezproblemowo i nawet mogę w niej oddychać oraz niewykluczone że i jeść. (Aczkolwiek nie sprawdzałam.) Potwierdza to moje podejrzenie, że zupełnie niechcący schudłam, zapewne od momentu kiedy we wrześniu zaczęłam nową pracę. Od przeprowadzki nie posiadam wagi, więc podejrzenie wywołał wyłącznie widok mojej części środkowej (niech ktoś wreszcie wprowadzi jakieś porządne tłumaczenie angielskiego słowa core) przyodziane w strój sportowy, a wiadomo nie od dziś, że dzieci, pijani oraz leginsy nie kłamią.

Jako że nie mam już prawie żadnych zajęć co najmniej do końca stycznia (tylko ślęczę w papierach, protokołach, listach i innych arkuszach), mój organizm postanowił sobie pozwolić na lekką niemoc – jak zawsze mogę liczyć na to, że nie zrobi mi świństwa w normalnym tygodniu, w którym musiałabym IŚĆ DO PRACY.

Leave a comment »

O mojej martyrologii

Uprzejmie ostrzegam, że w najbliższym czasie będzie królować tu moja martyrologia odnośnie albo

a) kupy roboty związanej ze sprawdzaniem egzaminów i sporządzaniem dokumentacji kursów, w której zatonę od piątku na najbliższe 2 tygodnie albo

b) odzieży na nadchodzące w PIERWSZY WEEKEND LUTEGO wesele w Sewilli.

Słowo stało się bowiem ciałem, a zaproszenie faktem i w piątek piątego startujemy, CO ZROBIĆ. Po oficjalnym potwierdzeniu zaproszenia i rezerwacji lotów rzuciłam się oczywiście na różne sklepy online, aby korzystając z wyprzedaży nabyć coś, co pasowałoby jako tako do okazji (protokół na hiszpańskich weselach dorównuje bez mała urodzinom królowej, gdzie nie spojrzysz powłóczystości i kapelusze), w czym jednakże wciąż czułabym się mną (żadne nakrycia głowy nie wchodzą w grę) i co, last but w żadnym razie least, nie kosztowałoby majątku. Od razu widać że bułka z masłem.

Po godzinach wertowania stron z kieckami, zamówiłam JEDNĄ. W kolorze szmaragdowej zieleni (czarny był wykluczony, wcale nie ze względu na skojarzenie z pogrzebem, a dlatego, że wesele zaczyna się za dnia. Gdy zaczyna się późnym wieczorem, w Hiszpanii czarne można), z jednym ramieniem całkowicie odsłoniętym i korzystną długą falbaną na froncie, umożliwiającą nawet niezałożenie biustonosza. O długości przed kolanko. (Długie też wykluczone, gdy wesele jest za dnia. Nie żeby mnie to martwiło.) Serwis okazał się pierwszorzędny, kiecka doszła po dwóch dniach, równie ładna jak na zdjęciu i… zamówioną emkę włożyłam bez rozpinania suwaka. Niby nie widać zadużości, ale niedostatecznie wypełniona mną góra po stronie bez ramiączka opada trochę za nisko pod pachą, co oznacza również lekką asymetrię w długości. Klnąc pod nosem zamówiłam eskę, na szczęście była, i teraz czekam co dalej. Możliwe że się nie wcisnę, chociaż w emce mam luzu ze dwa centymetry, ale czy ja wiem, może akurat ten egzemplarz taki wypadł?

Wyczytałam również że luty to w Sewilli najchłodniejszy miesiąc roku, więc złowieszczo nadciąga również temat czegoś na wierzch. Buty posiadam. (O cudzie.)

Poszkodowanemu na umyśle odnośnie dat chłopu chyba w życiu nie wybaczę.

 

 

 

 

Leave a comment »

O początku nowego roku

Już całe 9 dni nowego roku minęło, a ja jeszcze nic nie napisałam – z dwóch powodów. Po pierwsze zarobiona jestem, bo to ostatni tydzień przed egzaminami, a po drugie podjęłam się 5-dniowego wyzwania fitness i albo ćwiczę albo narzekam na zakwasy. (Został mi jeszcze jeden dzień – na jutro.) Wyzwanie jest solidne, treningi trwają po godzince zarówno podnoszenia ciężarów jak i skakania, i już po dwóch pierwszych dniach nie mogłam ruszyć ani rąsią ani nózią. A pech chciał, że akurat tego dnia miałam czas wcześnie rano i wybrałam się  do zary poprzymierzać w spokoju i pustym sklepie wyprzedażowe ewentualności. Przymierzanie skończyłam już po pierwszej bluzce, którą zdejmowałam przez głowę prawie płacząc z bólu w tricepsie. A jeśli już mowa o wyprzedażach, to nie podoba mi się nic absolutnie, jak na razie nabyłam jedynie botki w asosie i jedną pasiastą bluzeczkę w rezerwacie, ale jeśli mnie pamięć nie zawodzi, to co roku myślę to samo na początku, a potem kończy się puszczeniem paru stówek.

Wygląda na to że wojaże w tym roku rozpocznę wcześniej niż zwykle, możliwe że już lutym, gdyż Temu przypomniało się, że jego jedna koleżanka ze studiowej paczki wychodzi za mąż w Sewilli i oczywiście my też jesteśmy zaproszeni. Czy te chłopy to w ogóle kiedyś myślą??? Jak można przypomnieć sobie o tak ważnym fakcie na NIECAŁY MIESIĄC PRZED????? Oczywiście nie mam się w co ubrać, bo hiszpańskie wesela są zawsze bardzo wystawne, i w ogóle cholery z nim dostanę, wspomnicie moje słowa.

Leave a comment »