O Berlinie

Miało być o Berlinie (i będzie),ale właśnie nadrobiłam sobie brakujące odcinki i nie mogę nie napisać, bo się ze mnie wylewa, że nowy sezon Homeland jest genialny. Pewnie się komuś narażę, ale uważam że odkąd skończyli z Brodym, jest taki dobry, że brak mi superlatyw.

A wracając do Berlina. (W przenośni, chociaż w rzeczywistości też pewnie nie raz wrócę.)

W drogę ruszyliśmy w trzeciej godzinie piątku, czyli mówiąc po ludzku o trzeciej w nocy, po dwóch godzinach snu. Osobiście byłam w dość dobrym stanie, co nawet mnie zdziwiło, Ten natomiast miauczał i jojczał jak stara baba i dopiero na miejscu mu przeszło. W samolocie zdrzemnęliśmy się nieco, co w moim przypadku jest sporym eufemizmem, bo zasnęłam zanim samolot oderwał się od ziemi, a gdy się trochę przecknęłam i zaczęłam odbierać bodźce, pierwszym moim uczuciem było zdenerwowanie dlaczego jeszcze nie startujemy. Wylądowaliśmy po jakichś 15 minutach od uczucia.

Ten od pierwszego momentu usiłował gadać ze wszystkimi po angielsku, bo przecież leciał samolotem i spędza weekend w podróży, logiczne, nie? Pierwszy moment zaś wyglądał tak, że zostawiliśmy walizki w hotelu, chlapnęliśmy sobie trochę zimnej wody w twarz i ruszyliśmy w trasę. Na pierwszy ogień poszło śniadanie z dużą kawą, Brama Brandenburska, Reichstag, Monument ku pamięci wymordowanych Żydów i interaktywne muzeum NRD, które zachwyciło mnie bez granic, bo fascynuje mnie wszystko związane z komunizmem, w Polsce, w NRD, jeden piorun. (Fascynuje tak samo, jak oglądanie czegoś obrzydliwego, patrzysz, brzydzisz się, analizujesz, jak coś tak wstrętnego jest w ogóle możliwe, i nie możesz przestać się gapić.)

Na obiad weszliśmy do Vapiano, po raz pierwszy w życiu i na pewno ostatni, wybór miejsca okazał się bowiem fatalnym błędem. Wiem, że ustrojstwo ma swoich fanów (było nimi zapchane), i zrozumienie ich przekracza moje możliwości. Zaduch, gorąco, tłumy, KOLEJKI, samodzielny transport wystanych w kolejce dóbr do stolika,śmierdzące garkuchnią ubrania i włosy po wyjściu, nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Gdyby jeszcze jedzenie było niedobre, to chyba bym wysadziła przybytek w powietrze.

Po południu zmęczenie okazało się obezwładniające, zdecydowaliśmy się więc nie wyłazić już z hotelu, z uciechą odkryliśmy obecność supermarketu z produktami iberyjskimi zaraz obok wyżej wymienionego, i nabyliśmy sobie taką kolacyjkę i taką cavę, że mówienie po angielsku byłoby całkiem uzasadnione, gdyby się nie mówiło po hiszpańsku.

Potem spaliśmy 10 godzin, wstaliśmy świeżutcy jak wucepiker i udaliśmy się odkrywać Berlin w najpiękniejszy jesienny dzień, jaki zdarzyło mi się przeżyć w tym kraju. Przed wyjściem, a po prysznicu odkryłam z kolei, że zapomniałam grzebienia i przez cały weekend się nie czesałam, co mojej pożal się Boże koafiurze wcale jednak nie zaszkodziło. Potem zrobiliśmy 19 kilometrów piechotą, jak uprzejmie poinformowała mnie aplikacja w telefonie, odpadły nam nogi, spożyliśmy obiad w meksykańskiej restauracji w dzielnicy Kreuzberg, poprzedzony najlepszymi na świecie nachos z serem, po których właściwie nie byłam już głodna, obejrzeliśmy galerię na resztkach muru, dobiliśmy do 22 kilometrów i w hotelu odkryliśmy że WCALE NIE W POBLIŻU hotelu odkryto bombę z czasów wojny, w związku z czym następnego poranka o 9 rano, hotel będzie ewakuowany. Jak to nie jest karma!… O mały włos uniknęłam ewakuacji przed bombą w Aachen, to proszę bardzo, ewakuują mnie przed bombą w Berlinie. Nic w naturze nie ginie i co ma wisieć nie utonie.

Jeden mały spóźniony samolot, samobójcę na torach (całe szczęście już nieco sprzątniętego dzięki opóźnieniu) i akcję policyjną na dworu głównym w Kolonii później byliśmy w domu, zmęczeni i niezwykle zadowoleni.

image

image

image

image

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: