O butach i dziobach

Z okazji (właściwie jeszcze nie)rozpoczęcia nowej pracy zakupiłam sobie (no?) buty. Jako że w balerinach mi nie do twarzy, a mam jeszcze nadzieję na ciepły wrzesień i jak najdłuższe uniknięcie wszelkich skarpet, rajstop i innych obrzydliwości, oraz, potrzebowałam obuwia w miarę eleganckiego, ale też bez przesady, wymyśliłam sobie coś takiego. (No, moje są może odrobinę bardziej spiczaste.) I dokładnie takie znalazłam na wystawie cholernie drogiego sklepu z ręcznie robionym obuwiem włoskim, przecenione o dobre 70%. Ostatnia para, mój rozmiar.
Oczywiście uznałam to za pozytywny omen odnośnie wszystkiego – butów, pogody oraz pracy jako takiej i wyżej wymienione radośnie nabyłam.

(Chociaż ogólnie to wcale mi tak radośnie nie jest – jestem bowiem rozszarpana na dwie nierówne połowy, w takie dzioby można powiedzieć, wzajemnie się przenikające. Jedna cieszy się jak głupia, bo wreszcie może robić to co zawsze chciała i nawet możliwe że z tego wyżyć, druga natomiast okropnie, straszliwie się martwi czy da radę. Czy nie wzięła sobie za dużo na głowę, czy nie pomylą jej się kursy, podręczniki, wydziały, terminy, miejsca, jednym słowem czy uda jej się to nowe życie jako tako ogarnąć. Chwilowo pierwsza chyba jednak jest na prowadzeniu. Ani chybi przez te buty…)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: