O hormonie i ciastach

Hormon dalej mi szaleje, ale już inaczej (na szczęście) – poryczałam się na finałowym odcinku The Killing. Naprawdę nie rozumiem tych wszystkich psów powieszonych na czwartym sezonie. Może faktycznie sprawa, nad którą WŁAŚCIWIE pracowali była wątkiem jakby pobocznym, może faktycznie ładunek mroku i rozpaczy dość przygniatający, kurtki, swetrzyska i zapadnięte oczy Linden większe niż kiedykolwiek, ale absolutnie się nie zgadzam, że zakończenie od czapy i nigdzie wcześniej żadnych sygnałów sugerujących taki obrót wydarzeń nie było. JA je widziałam! Enyłej, uśmiechająca się Linden w niebieskim szaliku i patrzący na nią INTENSYWNIE Holder, wywarli na mnie wrażenie jednoznacznie pozytywne i koniec.

Poza tym zastanawiałam się dlaczego pieczenie ciast jest u mnie ostatnio tak najeżone przeszkodami, i doszłam do wniosku, że chodzi tu wyłącznie o ZDROWE ciasta. W niedzielę usiłowałam bowiem wykonać sernik bez cukru, zamiast cukru użyłam zagęszczonego soku z agawy w proszku, który to proszek przez prawie roczny pobyt u mnie w szafce w opakowaniu bardzo nieszczelnie zamkniętym zamienił się był w bryłę. I ja tę bryłę usiłowałam utrzeć z żółtkami, przekonana, że mój mikser da jej radę. Otóż nie. Bryła dała się pokroić nożem na mniejsze bryłki, które napędzone mieszakami miksera tylko świstały po kuchni i umazane ucieranym z nimi żółtkiem, przylepiały się do czego się da. Najczęściej do ścian oraz mnie. No, ale sernik wyszedł bardzo fit, bo niewiele bryłek ostało się w misce i w wyniku powyższego nadmierną słodyczą nie dysponował. Wniosek: Piec wyłącznie ciasta z bialutką mąką pszenną, kilogramami masła oraz mnóstwem cukru.

Nowej pracy jeszcze fizycznie nie zaczęłam, a już spędzam po kilka godzin dziennie, a to na telefonie, a to przed komputerem. Przygotowując egzaminy, które będę przeprowadzać w połowie września. Jest fajnie, tylko muszę się przyzwyczaić do mienia telefonu z dźwiękiem i nie wzdrygania się za każdym razem, gdy ten dźwięk się rozlega.

Tymczasem dzisiaj rano przyszła przesyłka z IKEI, dzięki której zaprowadzę porządek w chaosie (o mamo, gdybyście tylko widzieli moje biurko), a do urlopu zostało już tylko 16 dni pracujących. (Do opuszczenia starej pracy – tylko 26!)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: