Archive for Lipiec, 2015

O zachowaniach czytelniczych

Ósmy przypadek Harrego Hole sprawia że zachowuję się prawie tak, jak 25 lat temu, kiedy to odmawiałam wyjścia na dwór do koleżanek, bo towarzystwo fotela i książki wydawało mi się znacznie bardziej pociągające. Czyli czytam w każdym nadającym się do tego momencie – przy śniadaniu, na oślep trafiając kawałkiem pożywienia czy łyżką owsianki do ust aż do samego wyjścia z domu, jedną ręką wkładając buty, a drugą trzymając kindla. Potem idę do roboty i kwadrans przed fajrantem przechodzi mnie rozkoszny dreszcz, na myśl że już za chwileczkę, już za momencik będę mogła wrócić do ukochanego zajęcia.
Dziś nawet wyniosłam z lektury wiedzę praktyczną, dotyczącą zachowania w przypadku uwięzienia w lawinie śnieżnej i nawet pokłóciłam się z Tym, z którym byłam uprzejma podzielić się wiedzą, o to jak szybko zamarznie ślina, którą należy wypuścić z ust w celu orientacji czy nie tkwi się w lawinie przypadkiem głową w dół. Nie wiem, po co on z ogóle ze mną dyskutuje, przy jego doświadczeniu ze śniegiem!

Tymczasem do urlopu zostało 7 razy do fabryki, a ogólnie w starej robocie dni roboczych 17. Zaczynam się denerwować.

Reklamy

Leave a comment »

O hormonie i ciastach

Hormon dalej mi szaleje, ale już inaczej (na szczęście) – poryczałam się na finałowym odcinku The Killing. Naprawdę nie rozumiem tych wszystkich psów powieszonych na czwartym sezonie. Może faktycznie sprawa, nad którą WŁAŚCIWIE pracowali była wątkiem jakby pobocznym, może faktycznie ładunek mroku i rozpaczy dość przygniatający, kurtki, swetrzyska i zapadnięte oczy Linden większe niż kiedykolwiek, ale absolutnie się nie zgadzam, że zakończenie od czapy i nigdzie wcześniej żadnych sygnałów sugerujących taki obrót wydarzeń nie było. JA je widziałam! Enyłej, uśmiechająca się Linden w niebieskim szaliku i patrzący na nią INTENSYWNIE Holder, wywarli na mnie wrażenie jednoznacznie pozytywne i koniec.

Poza tym zastanawiałam się dlaczego pieczenie ciast jest u mnie ostatnio tak najeżone przeszkodami, i doszłam do wniosku, że chodzi tu wyłącznie o ZDROWE ciasta. W niedzielę usiłowałam bowiem wykonać sernik bez cukru, zamiast cukru użyłam zagęszczonego soku z agawy w proszku, który to proszek przez prawie roczny pobyt u mnie w szafce w opakowaniu bardzo nieszczelnie zamkniętym zamienił się był w bryłę. I ja tę bryłę usiłowałam utrzeć z żółtkami, przekonana, że mój mikser da jej radę. Otóż nie. Bryła dała się pokroić nożem na mniejsze bryłki, które napędzone mieszakami miksera tylko świstały po kuchni i umazane ucieranym z nimi żółtkiem, przylepiały się do czego się da. Najczęściej do ścian oraz mnie. No, ale sernik wyszedł bardzo fit, bo niewiele bryłek ostało się w misce i w wyniku powyższego nadmierną słodyczą nie dysponował. Wniosek: Piec wyłącznie ciasta z bialutką mąką pszenną, kilogramami masła oraz mnóstwem cukru.

Nowej pracy jeszcze fizycznie nie zaczęłam, a już spędzam po kilka godzin dziennie, a to na telefonie, a to przed komputerem. Przygotowując egzaminy, które będę przeprowadzać w połowie września. Jest fajnie, tylko muszę się przyzwyczaić do mienia telefonu z dźwiękiem i nie wzdrygania się za każdym razem, gdy ten dźwięk się rozlega.

Tymczasem dzisiaj rano przyszła przesyłka z IKEI, dzięki której zaprowadzę porządek w chaosie (o mamo, gdybyście tylko widzieli moje biurko), a do urlopu zostało już tylko 16 dni pracujących. (Do opuszczenia starej pracy – tylko 26!)

Leave a comment »

Tak naprawdę to o prokrastynacji

Jako że powinnam w chwili obecnej siedzieć przy biurku i sprawdzać egzaminy końcowe, oczywistym jest że siedzę w łóżku z makiem i na ten przykład piszę posta. Albo czytam szóstą sprawę Harrego Hole. Albo gram w pasjansa…

A przedwczoraj wykazałam się nadzwyczajną inteligencją i po miesiącu samego pilatesu urządziłam sobie porządny, solidny leg day z ciężarami. I jak wczoraj jedynie siadając na sedesie odczuwałam lekki dyskomfort i musiałam się powoli opuszczać po ścianie, z drugiej strony przytrzymując się wanny, tak dzisiaj po prostu i zwyczajnie NIE MOGĘ CHODZIĆ. Boli mnie tyłek oraz uda po stronie wewnętrznej i zewnętrznej, z boku, z przodu i z tyłu, a kroki to mam wrażenie, że stawiam jakby mi nogi prostowali na beczce. I co gorsza, wcale nie wydaje mi się żeby jutro miało być lepiej.

Tymczasem chyba hormon mi szaleje i mam straszną ochotę na awanse z jakiejkolwiek męskiej strony, DO TEGO STOPNIA, że żałuję, że nie pracuję już z takim jednym dzieciakiem, który leciał na mnie otwarcie i bez zażenowania, ku uciesze moich współpracowników, a mojej własnej udręce (wtedy mi jeszcze nie szalał). Tak by mi się teraz przydały jakieś komplementy i maślany wzrok!… Ale nie, znikąd pomocy jak człowiek w potrzebie.

Chyba se (kolejny) lniany feret kupię.

Leave a comment »

O upale

No więc faktycznie. Wczorajsze 39 stopni napełniło mnie podziwem, tym bardziej że udaliśmy się na urodziny szefowej Tego, na belgijskie zadupie, do przepięknego domu pośrodku NICZEGO, gdzie podobno miało być nieco chłodniej, z racji bliskości natury właśnie. Tymczasem guzik. Podczas półgodzinnej jazdy autobusem uplasowaliśmy się pomiędzy dwoma otwartymi oknami, co sprawiło, że włosy sterczały mi wprawdzie na wszystkie strony, ale przynajmniej nie opływałam potem. Po opuszczeniu pojazdu należało przejść jakieś 15 minut spacerkiem, co okazało się być potwornym wysiłkiem, a na miejscu może i owszem, było jakieś pół stopnia mniej, ale wilgotność powietrza znacznie przekraczała tę w mieście, więc po raz pierwszy w życiu chyba, stojąc czułam jak pot wielkimi kroplami spływa mi po plecach, oraz, ekskuzemła, tyłku. Ten wyglądał jakby właśnie wyszedł spod prysznica, jeśli założyć że brał ten prysznic w ubraniu. Zupełnie nie wiedzieliśmy co z tym fantem uczynić i jak się zachować, bo trochę głupio tak ociekać potem na imprezie, przeszliśmy się więc do pobliskiego bardzo zimnego potoku, wleźliśmy stopami do wody i po jakimś czasie nasze ciała zaczęły wreszcie normalnie regulować temperaturę i transpirację.  (Całe szczęście ja miałam na sobie czarną kieckę, a Ten ciemnogranatowy tiszert, wyobrażacie sobie te plamy przy odzieży w mojej ukochanej szarości?) Wieczór przyniósł nieco ochłody, a na sam koniec wszyscy uczestnicy imprezy jak jeden mąż siedzieli na trawie, mimo obecności różnych mebli.

Dzisiaj mamy już tylko 28 stopni i zapowiadane burze na wieczór.

Osobiście wciąż wolę upał niż na przykład 13 stopni i deszczyk.

Leave a comment »