Archive for Maj, 2015

O tekstyliach

Wpadłam wczoraj w zadumę na tle tekstylnym, i tak w niej trwam do dziś. Zaduma wynika z faktu że nabyłam sobie w Zarze top w stylu boho, bardzo ładny, 100% bawełna, pomijając koronkową wstawkę z poliestru, i na metce ma ten top napisane wielkimi wołami NIE PRAĆ. Niby dlaczego nie???? Rzecz jasna że zamierzam go wyprać, gdyż jest mi bardzo w nim do twarzy (właściwie powinnam napisać do ciała, bo to nie na twarz mi pozytywnie wpływa), co z kolei oznacza że będę go nosić, a jedno nie daje rady bez drugiego, ale idiotyczna metka nie daje mi spokoju. Rozumiem takie komunikaty na rzeczach z jedwabiu (i tak piorę, nawet w pralce, ale jedwab, to jednak jedwab i rozumiem ostrożność producenta), na jednej takiej plisowanej spódnicy, która po praniu przestała być plisowana, ale 100% bawełna??? Any ideas?

Pozostając w tekstylnym temacie, który się mnie dziś najwyraźniej uczepił, postanowiłam wyprać mój francuski fartuch trencz i zadumałam się z kolei nad stosunkowo nowym materiałem o nazwie lyocell, z którego mój trencz jest wykonany. Podstawową charakterystyką tego materiału wydaje mi się fakt, że po praniu nie przypomina absolutnie niczego, a już na pewno nie przyjemnej w dotyku i lejącej sztuki odzieży z niego wykonanej, jaką był przed praniem. Aż do prasowania. Po prasowaniu z bestii zamienia się z powrotem w piękność, tyle że napocić i nakląć się przy tym prasowaniu koniecznie trzeba. Inaczej nic z tego.

A poza tym to pięta mnie boli od kilku dni i możliwe że będę zmuszona iść do lekarza.

A, i na mejla czekam.

Leave a comment »

O hiszpańskim czasowniku i wielkopomnym dniu

Wiecie że Hiszpanie mają specjalny czasownik oznaczający „Nalewanie sidry w specjalny sposób, czyli z góry, do nachylonego naczynia i pryskając wszystkim zgromadzonym na buty”? Ja też nie wiedziałam, ale już wiem, chociaż zapomniałam jak ten czasownik brzmiał. Nie pamiętam też, czy ja za każdym razem miałam takiego kaca po? Pewnie tak, i uprzejma pamięć wypiera za każdym razem ten fakt, każąc mi się CIESZYĆ przed.

Jednak każdy kac ma to do siebie, że mija (jak wszystko inne zresztą), i dzisiaj, już w dobrym zdrowiu, odnotowałam wielkopomny dzień. Otóż obok lustra w łazience zmaterializował mi się pająk, z tych nieszkodliwych, z długimi łapami, i NIE ZABIŁAM GO. Najpierw przełknęłam ślinę, zakończyłam czynności przed lustrem i wyszłam z łazienki, dając mu szansę na samodzielne oddalenie się. Po kilku minutach wróciłam, bo w końcu to moja łazienka i nie będzie mi się tu byle pająk rządził. Rzeczony wciąż tkwił w tym samym miejscu, nie wyrażając chęci ewakuacji. Zbliżyłam się powoli, uważając żeby na mnie nie skoczył, z determinacją zgarnęłam go między dwa płatki papieru toaletowego i wyprowadziłam na balkon.Trzeba go było widzieć, jakiego szwungu dostał, mało mu się odnóża nie poplątały! Mój pierwszy ułaskawiony pająk.

A poza tym wiecie co? CZEKAM NA MEJLA. Tak jest, wciąż od tego samego pana, którego wprawdzie rozumiem, że niedawno został ojcem i ma to prawo zepchnąć mu na dalszy plan inne wydarzenia, ale kurde. Do końca czerwca miało się wyklarować i z każdym upływającym dniem mam coraz mniej na tę klarowność nadziei.

A teraz Ten ogląda mecz i trochę się boję wejść do salonu bo gra Sewilla i zdaje się że NIE WYGRYWA.

3 komentarze »

O nieprzyjemności i rozweselaczu

Złota myśl na dziś – niemanie aktywnej karty sim w telefonie komórkowym to nic dobrego. Osobiście odczuwam aktualnie kolejną nieprzyjemność z tego wynikającą, a mianowicie w paczkomacie tkwią mi już dwie paczuszki, których nijak nie mogę wydostać, bo pin otwierający drzwiczki przesyłają esemesem. (Oczywiście przykrości dałoby się zdecydowanie ograniczyć, gdybym była nieco mniej głupia i bardziej przytomna i nie podała adresu paczkomatu, tylko własny domowy. Albo chociaż Tego do biura.) Mejle do DHL nic nie dały, chyba znowu będę zmuszona zapomnieć, że nienawidzę rozmawiać przez telefon i poszukać jakiejś infolinii, bo na zawartości paczek jednak mi zależy. Szczególnie że w jednej jest prezent urodzinowy dla Tego.

Ahahahahah, jeśli mowa o prezencie urodzinowym (innym, który już doszedł) – Ten zażyczył sobie fachowego odzienia na rower, między innymi gaci z pieluchą NA SZELKACH, coby mu nie zjeżdżały, jak będzie pedałował. Matko, jak on w tym wygląda!… Widok prawie wypalił mi dziurę w siatkówce i będę go przywoływać zawsze, gdy zrobi mi się smutno.

A w niedzielę znowu będziemy żłopać sidrę! Od kwietnia do czerwca chwilami bardziej lubię moje życie, a zwłaszcza w długie weekendy!

 

 

Leave a comment »

O typowym oraz trochę o urlopie

Więc jeśli chodzi o czekanie na mejla, to pan, kontaktu z którym byłam spragniona, okazał się nie być wielkim fanem stukania w klawiaturę, natomiast owszem, wynalazku pana Bella. Tymczasem moja umowa o komórkę wygasła sobie była podczas gdy ja wylegiwałam się na leżaku w Marbelli. Typowe. Wczoraj więc, po powrocie do rzeczywistości, odebrałam kilka zaniepokojonych łatsapów od mojej koleżanki Justyny (będącej zarazem moją dobrą wróżką i mentorką), żebym się jak najszybciej u owego pana zameldowała, gdyż od kilku dni próbuje on się do mnie dodzwonić i nichuja mu to nie idzie. Zdenerwowałam się oczywiście niepomiernie, ręce mi się trzęsły gdy wystukiwałam numer na telefonie stacjonarnym, ale na szczęście w nerwach zapomniałam zupełnie, że nienawidzę rozmawiać przez telefon, i zdaje się że sprawa jednak się nieco posunęła we właściwym kierunku.

Jeśli natomiast chodzi o urlop w Marbelli, to przedostatniego dnia jednak udało mi się przesadzić ze słońcem, i dnia ostatniego siedziałam sobie w cieniu, smarując aftersunem czerwone plecy i dekolt. Poza tym było fantastycznie, w ciągu dnia złaziłam z leżaka tylko po to by się nieco ochłodzić w wodzie, a wieczorami ubieraliśmy się ładnie i razem z rodziną Tego szliśmy na kolację, zakończoną dżinem z tonikiem przy basenie. Poziom tego kwasu, który podnosi się po jedzeniu krewetek, mam pewnie powyżej czerwonej kreski, ale nie mogłam im się oprzeć ani jednego dnia pobytu. Właściwie to jadłam je jeszcze po powrocie, gdyż wśród innych dóbr przywieźliśmy sobie wielką paczkę gotowanych i solonych langostinos, czyli tych największych krewetek i pożarliśmy prawie całą zaraz po dotarciu do domu. (Chociaż niemieckie koleje tak nam podniosły ciśnienie w drodze z lotniska, że Ten chciał ruszyć przez pociąg i podrzucać po jednym langostino w każdym rzędzie siedzeń, z nadzieją że zaśmiardną się jak najszybciej, ale mu nie pozwoliłam. Co mi będzie langostinos marnował.)

 

5 komentarzy »

O otwieraniu wina (ze swoją dziewczyną)

Wczoraj, z okazji pięknej pogody oraz weekendu jednocześnie (taka kombinacja rzadko się zdarza, przynajmniej w tym mieście), zapragnęliśmy, Ten i ja, napić się wina na balkonie. Nie wiedzieć czemu, pewnie z głupoty, za otwieranie wina wzięłam się ja. Do korkociągów jakoś nie mam ręki, o czym tu już kiedyś było, i oczywiście pół korka zostało mi w szyjce. Butelki. Ten spojrzał z politowaniem, nie uwierzył mi, że sama dam radę, spróbował wydłubać resztki, stwierdził że nie ma mowy, i spróbował z kolei wepchnąć je do środka. Też bez efektów. Mnie się to wydawało bardzo śmieszne, Ten natomiast był coraz bardziej zły. Po dłuższej chwili prób wpychania korkociągiem, chwycił nóż i z impetem wcisnął przeszkadzające pół korka do butelki. Tym razem z sukcesem, nawet większym od oczekiwanego. Z butelki trysnęła winna fontanna, a kuchenny blat, szafki, krojony na zagrychę ser i nas dwoje, wszystko było w czerwone kropki. Wino do kieliszków nalewaliśmy przez sitko, ja krztusząc się ze śmiechu, a Ten zły jak osa, ale pierwsza romantyczna posiadówka na balkonie się odbyła.

A, wiecie co zrobiłam z majonezem na zamszowej spódnicy? Więc otóż nic. Plama jest, jak była, tyle że poplamiony kawałek został odcięty. (Nie przeze mnie rzecz jasna, tylko przez krawcową.) Spódnica była długawa, tak do kolan, doszłam więc do wniosku, że brak tych trzech centymetrów tylko dobrze mi zrobi na figurę, a kiecka wciąż będzie jeszcze na tyle przyzwoita, by włożyć ją do pracy.

Poza tym pojutrze lecimy do Marbelli, siostra Tego już mi zakupiła upatrzone sandałki, wymieniłam szafę zimową na letnią, bikini wywlekłam na światło dzienne i już mogę zacząć pakować walizkę. A, jedne portki mi dziś przyszły z asosa,właściwie to dwa, dwie pary znaczy, ale jeszcze nie wiem, czy zostaną, bo paczuszkę przyjęła sąsiadka, jak mnie nie było w domu, teraz wróciłam i z kolei sąsiadki nie ma w domu. Więc ten.

Leave a comment »

O dobrej i złej wiadomości

Więc dobra wiadomość jest taka, że w końcu kupiłam Maka i spłynęła na mnie błogość przynajmniej w tej kwestii. Już widzę wyraźnie, że jestem w tym temacie niereformowalna, zresztą w każdym innym pewnie też, przyzwyczajenie mą drugą naturą, i jeśli tylko mogę sobie na kultywowanie przyzwyczajenia pozwolić, będę to robić. Howgh.

(Żałuję tylko bardzo, że nie mogę wysłać selfie z makiem w objęciach panu z mediamarktu, który wyrażał opinię, że będę musiała się przyzwyczaić do windowsa.)

Zła wiadomość jest taka, że wciąż czekam na mejla. Półtora tygodnia temu miał się ze mną „w najbliższych dniach” skontaktować pan, który zadecyduje o mojej przyszłości, zawodowej rzecz jasna, i pan się do dziś nie skontaktował. Nieoficjalnie podsłyszałam, że wszystkie decyzje zostały podjęte, ale jednak wolałabym usłyszeć to oficjalnie, nazwijcie mnie wymagającą. Niby to nic takiego, a śpię kiepsko, nerwowa jestem i nie mogę się powstrzymać od ciągłego łypania na komórkę, na której jeśli pojawia się ikonka z czerwonym M, to jest to mejl od Mango Violetta. Albo od amazon z prośbą o recenzję kolejnych pożeranych kryminałów.

Teraz tylko byle do przyszłego tygodnia, byle do długiego łikendu, byle znowu ukoić wzrok widokiem skąpanej w słońcu góry za rodzinnym domem Tego, byle wyciągnąć się na leżaku, byle wystawić na słońce blade odnóżą, byle krewetki skosztować, i tinto de verano. 

EDIT Przypomniała mi się jeszcze jedna ZŁA WIADOMOŚĆ, a mianowicie poplamiłam majonezem zamszową spódnicę. Ja. MAJONEZEM. Jak raz w roku, będąc do tego w Brukseli, jem majonez (będąc w Brukseli nie da się nie zjeść frytek, a frytek nie da się nie zjeść bez majonezu – logiczne), to muszę go jeść w zamszowej spódnicy. No naprawdę.

Leave a comment »