Jeszcze o przedmiotach martwych acz złośliwych

No to namieszałam z tym laptopem, aż się dziwię że tak mi ładnie wyszło

Już w niedzielę wieczorem, jak mi zaczęły wyskakiwać jakieś idiotyczne okienka, wydając przy tym dźwięki, jak chciałam wetkąć płytę i szukałam jak by tu otworzyć tę prymitywną szufladę, i jak ją w końcu wetknęłam, i zamiast otworzyć się odpowiedni program i zacząć odtwarzać płyty zawartość, wyskoczyły mi jakieś multimediacośtamcośtam, poczułam wyraźnie i dokładnie, że ja tego laptopa NIE CHCĘ. Nie chcę, nie mogę, on nigdy nie będzie mój, i w ogóle chętnie dopłacę, przepłacę za jabłko, ale ja chcę Maka i już.

Ten przyjął tę decyzję z ulgą, chociaż jest antymak, możliwe że miał dość różnych moich zdań, zaczynających się od: „Bo w maku…”

W poniedziałek zapakowaliśmy więc acera w jego kartonik, i we wtorek po pracy udałam się do Mediamarktu w celu oddać acera i zamówić Macbooka Air. A tam bardzo antypatyczny pan z wąsem, spoglądając z góry na mą małość, z włosami w myckę, twarzą bez makijażu, trampkach na stopach, z wyższością oznajmił mi że nic z tego, że karton jest otwarty, a laptop został użyty, więc nie jest nowy, a zwroty produktu tylko nowego i w opakowaniu oryginalnym. Głupia jaka jestem, probowałam wprawdzie dyskutować, ale Wąsaty uciął w zarodku moje argumenty, oznajmił, że tak się sprawy mają, a nie inaczej, i odwrócił się na pięcie, a ja jak niepyszna wróciłam do domu, prawie łykając łzy.

Kiedy historię mojej porażki usłyszał Ten, zakipiał w nim andaluzyjski temperament, a właściciel temperamentu oświadczył że jutro, czyli wczoraj pójdzie on. I zażąda widzenia z szefem.

I rzeczywiście. Ten oczywiście postąpił dużo bardziej strategicznie, włożył swój camelowy płaszcz, który gonił po calych Wyspach Kanaryjskich, a który znalazł w końcu w Kolonii, kiedy z Wysp wróciliśmy, i w którym świat leży mu u stóp, wzrostem niczym Wąsatemu nie ustępował, poszedł, i po wysłuchaniu tej samej przemowy, którą wysłuchałam ja dnia poprzedniego, spokojnie poprosił o nazwisko pana i rozmowę z szefem. Po czym wyszedł po 15 minutach z plikiem banknotów, równowartością laptopa, w kieszeni i triumfalną pieśnią na ustach.

W przyszłym tygodniu kupuję Maka. Na pewno nie w Mediamarkcie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: