O chlebie i rzucaniu na mózg

Wygląda na to, że cztery godziny intensywnego kursu niemieckiego DZIENNIE rzucają mi się nieco na mózg.
Wczoraj mianowicie, wieczorem średnio późnym, koło 21, zabrałam się za pieczenie chleba. Jako że przed pieczeniem musi on jeszcze z 10 minut porosnąć w foremce, wstawiłam ową foremkę z ciastem do piekarnika, z zamiarem włączenia za 10 minut. (Bo wstawia się do zimnego.)
Około północy, kiedy zbierałam się z kanapy do łóżka, wzrok mój padł na koszyk z pieczywem, a w nim kawałek uschniętej piętki. Mój mózg dokonał natychmiastowego, acz sporo spóźnionego skojarzenia, zamiast do łóżka popędziłam do kuchni, szarpnięciem otworzyłam piekarnik, a w środku spokojniutko wierzchem uciekało sobie stojące tam od dobrych 3 godzin ciasto. Z dodatkiem drożdży.

Nie poszłam spać. Nie zrobiłam chleba. Zamiast tego wyszorowałam piekarnik, wywaliłam ocalałe w foremce resztki ciasta, wyszorowałam foremkę, i w końcu udałam się do łóżka.
Całe szczęście że chociaż przed południem zwykle bywam przytomna…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: