Archive for Marzec, 2015

O miłym i przyjemnym tygodniu

W piątek po południu poczułam się jakby słabo, głowa mnie pobolewała, w gardle drapało, zimno telepało i nijak nie byłam w stanie opuścić kanapy, doszłam więc do jedynego słusznego wniosku, a mianowicie że intensywny tydzień mi się na zdrowiu odbił i koniecznie muszę owe odbudować.

Dziwić nie dziwi mnie to wcale, pracowałam bowiem co najmniej za dwie osoby a stresowałam za cztery, bo:

1. Termin oddania sprawdzonych i ocenionych egzaminów z kursu intensywnego gonił, a ja:

2. Po sprawdzeniu wyżej wymienionych nie byłam w stanie wystawić ocen, bo odpowiedni arkusz z punktacją był poza moim zasięgiem, gdyż jakiś geniusz informatyki tak zaprogramował intranet mojej pracy, że ten jest dostępny wyłącznie pod internet explorerem. Którego mój wiekowy Mac nie posiada.

3. Nie posiada również excela, więc wszystkie listy i arkusze musiałam odwalać w google drive.

4. Nad głową wisiała mi również pierwsza hospitacja, i choć wiedziałam że hospitująca koleżanka mnie lubi i ceni, wiedziałam również że pod względem profesjonalnym będzie bezlitosna. Lekcję musiałam więc przygotować tiptop.

5. Pierwsze zajęcia z kursu dla studentów mechatroniki musiałam przygotować bez książki, znajomości poziomu studentów, ani wiedzy KTO i CZY w ogóle przyjdzie. A, i bez dostępu do odtwarzacza cd. A były to trzy godziny, i w tym samym dniu co hospitacja.

Z wyżej wymienionych powodów mój organizm w piątek wziął i się na mnie wypiął, a ja aż do dziś nie opuściłam piżamy ani kanapy. Obejrzałam za to miljon odcinków The modern family w kolejności dowolnej oraz jadłam pyszną wegetariańską lazanię z tofu, której potworne ilości przygotował Ten w sobotę. I teraz tylko pocieszam się faktem że ten tydzień będzie krótki, następny takoż, a pomiędzy jednym a drugim mini wycieczka do Belgii, oraz że za honorarium kupię sobie nowego laptopa i być może przy kolejnym rozliczeniu uniknę chociaż części aktualnych przyjemności.

Reklamy

Leave a comment »

O mojej obawie, że młodość się skończyła

Dzisiaj Helena skończyła 30 lat. Obawiam się, że od dziś to już nikt nie jest naprawdę młody.

Impreza w stylu lat 50 udała się przednio, i nawet wyszło mi kocie oko! W sukienkę byłam uprzejma już nie usiłować się wciskać. Zamiast tego wolałam wykorzystać (krótkotrwałą zapewne) okazję do paradowania z gołym pępkiem.

Natomiast sprawdzania egzaminów po przebalowanej do 5 rano nocy nikomu nie polecam. Dziękuję za uwagę i idę się zdrzemnąć.

image

Leave a comment »

O tym że się pytam CO TO JEST???

Kiedyś Ten przywiózł mi z Amsterdamu cebulki tulipanów. Niebieskich. Akurat zdechła mi jedna roślinka i zwolniła doniczkę, więc wyrwałam resztki i do tej samej ziemi z głupia frant wetknęłam cebulki. Trzy. (3)

Po jakimś czasie owszem, coś zaczęło wyłazić. Pierwsze, drugie, trzecie… Czwarte, piąte, szóste, siódme… Z trzech cebulek. Po około dwóch miesiącach sprawa wygląda tak:

image

I ja się pytam CO TO JEST????? Bo chyba kurde NIE tulipan!!!?!!

2 Komentarze »

O mrówkach pod tyłkiem i plecach

Jako że już jest koniec marca, a ja jeszcze NIGDZIE NIE BYŁAM, łatwo się domyślić, że jak co roku włącza mi się modus mrówek pod tyłkiem, i jak co roku, pierwszą tegoroczną okazją do podróży będą 4 wolne dni z okazji Wielkanocy. Oczywiście zaplanowane nie zostało jeszcze nic, że nie wspomnę o załatwieniu czegokolwiek, określony został jedynie, nieco mętnie, cel wyprawy, a mianowicie Belgia. (Wielkanocne wyprawy są zawsze w radiusie możliwym do osiągnięcia samochodem.) Antwerpia, Gandawa, bo tam podobno ładnie (nawet nie wiedziałam że to się po polsku Gandawa nazywa).

A dzisiaj rano, mierząc taką jedną sukienkę na Heleny urodzinową imprezę w stylu lat 50, która jest już w tę sobotę, dokonałam makabrycznego odkrycia, a mianowicie poszerzyły mi się plecy!!!! Pewnie niedużo, bo sukienka była zawsze bardzo akurat, ale zwykle z trudem dopinała się na brzuchu, a teraz niespodzianka. Brzuch poszedł jak po maśle i nawet zdążyłam się ucieszyć, kiedy na wysokości biustu zaczęły się schody. (Biust mi nie urósł, nie ma obaw.) Więc pytam się CO TERAZ??? MIĘŚNIE mi się w kieckę nie mieszczą!!! Chociaż po namyśle i tak wolę te plecy niż brzuch.

Na włosy natomiast zakupiłam sobie wodę brzozową do wcierania w łeb i pachnę teraz starszym panem.

Leave a comment »

O kaganku oświaty i butach

Blog leży i kwiczy, bo autorka dziko wymachuje kagankiem oświaty, oto jak sprawa wygląda.

W sobotę napisali egzamin kończący 2 tygodnie kursu intensywnego, ja przeszłam w ciągu tych dwóch tygodni od niepewności, do uczucia ryby w wodzie, mam teraz worki pod oczami, bo entuzjazm strasznie wyczerpuje i tydzień przerwy do rozpoczęcia regularnego, spokojnego kursu. Uff.

Mogę więc poświęcić się sprawom (równie) ważnym, jak na przykład poszukiwania butów na wesele. Ogólnie sprawa jest zabawna, jeden kumpel Tego, jeszcze z dzieciństwa, żeni się z Polką, i na wesele, z jego strony a nie z mojej, lecimy do Polski. Będzie to podróż ekspresowa, na sam weekend, za dość równy miesiąc. W charakterze odzienia posiadam łup wyprzedażowy, przymierzony tak sobie, a leżący doskonale i jest to wcale nie sukienka, a kombinezon. Z krótkimi spodenkami i krótkimi rękawkami, z zielonej koronki, bardzo ładny. Do owej zieleni wymyśliłam sobie złote buty i tutaj pewnie zaczną się schody, a czas leci. Więc pomiędzy sprawdzaniem egzaminów przegladam sobie strony z butami i tak mi czas upływa miło i przyjemnie.

Leave a comment »

O refleksjach po pierwszym tygodniu

Mowa rzecz jasna o refleksjach po pierwszym tygodniu nauczycielowania. A więc.

1. Od kredy łapska mam jak papier ścierny. Suche i szorstkie.

2. Pisanie po tablicy ściera lakier z paznokci! O dramacie! A ja myślałam, że lektor języka obcego to intelygencja, co ma idealnie wypielęgnowane rąsie…

3. Codziennie muszę się bardzo nagimnastykować, wybierając outfit, bo w końcu gapi się na mnie baranim wzrokiem jakieś 20 par oczu przez 4 godziny. To zobowiązuje.

4. Wszystkie spódnice mam za krótkie, by włożyć je do pracy. Przynajmniej według własnej opinii.

5. Codziennie jestem rozdarta pomiędzy chęcią pospania 10 minut dłużej a maniem czas na makijaż wykraczający poza masakrę i podkład oraz zrobienie włosom czegoś więcej niż wgniecenie pianki. Codziennie wygrywa chęć pospania, a i tak od jakiejś piętnastej przestaję reagować na większość impulsów. A ja myślałam, że na starość człowiek musi mniej spać.

…A tak naprawdę to jeszcze nigdy żaden inny pierwszy tydzień w żadnej innej pracy nie wywołał u mnie takiego zachwytu i pewności że to jest TO.

2 Komentarze »

O chlebie i rzucaniu na mózg

Wygląda na to, że cztery godziny intensywnego kursu niemieckiego DZIENNIE rzucają mi się nieco na mózg.
Wczoraj mianowicie, wieczorem średnio późnym, koło 21, zabrałam się za pieczenie chleba. Jako że przed pieczeniem musi on jeszcze z 10 minut porosnąć w foremce, wstawiłam ową foremkę z ciastem do piekarnika, z zamiarem włączenia za 10 minut. (Bo wstawia się do zimnego.)
Około północy, kiedy zbierałam się z kanapy do łóżka, wzrok mój padł na koszyk z pieczywem, a w nim kawałek uschniętej piętki. Mój mózg dokonał natychmiastowego, acz sporo spóźnionego skojarzenia, zamiast do łóżka popędziłam do kuchni, szarpnięciem otworzyłam piekarnik, a w środku spokojniutko wierzchem uciekało sobie stojące tam od dobrych 3 godzin ciasto. Z dodatkiem drożdży.

Nie poszłam spać. Nie zrobiłam chleba. Zamiast tego wyszorowałam piekarnik, wywaliłam ocalałe w foremce resztki ciasta, wyszorowałam foremkę, i w końcu udałam się do łóżka.
Całe szczęście że chociaż przed południem zwykle bywam przytomna…

Leave a comment »