Archive for Styczeń, 2015

Jeszcze o singstarze, szpinaku i wyprzedażach

A, jeszcze o tym singstarze. Żeby ktoś nie myślał, że to tak kolorowo i w ogóle. Para jak z obrazka, co sobie wspólnie spędza czas. Nic bardziej mylnego!
Śpiewanie na ogół ma miejsce w niedzielne popołudnie, po obiedzie, i kiedy właśnie zaczynam się rozkręcać i wchodzić na wyższe tony, Ten nagle zrywa się, jakby go ugryzła tarantula w część tylną, i wykrzykuje nerwowo Czekaj no, czy ja mam jakieś czyste GACIE NA KOSZYKÓWKĘ?!?!?! Ja z kolei wzdrygam się od tego wrzasku okropnie i odpowiadam z rezygnacją, że owszem. Cały milion. Nerwowe krzyki Tego oznaczają bowiem niezmiennie, że zbliża się godzina siedemnasta i jak co niedzielę mam dwie godziny do samodzielnego wykorzystania, co z kolei zwykle oznacza że wdziewam własne sportowe gacie i zabieram się za własny trening. Może i fajnie, ale głupio trochę być porzucaną co-ty-dzień o tej samej porze dla koszykówki.

A wczoraj Ten zrobił na kolację tortillę ze szpinakiem, i nieco się przeliczył w kwestii czasu, i przewrócił ją ODROBINKĘ za wcześnie. W wyniku przewrócenia nasza podłoga w kuchni wyglądała wypisz wymaluj jak podłoga kogoś, kto zjadł mnóstwo szpinaku, a potem zrobiło mu się niedobrze. Bardzo niedobrze. Na tyle, że szpinak w drodze alarmowej, jak najszybciej musiał opuścić jego wnętrze i wylądował na podłodze. Wątpię, czy kiedykolwiek przestaniemy znajdować WSZĘDZIE zielone bryzgi…
Oraz nie wiem co to jest, ale co roku mam to samo – jak tylko wyartykułuję że w tym roku nic na tych wyprzedażach nie kupiłam, bo same badziewie, natychmiast znajduję mnóstwo fajnych rzeczy, którym nie jestem w stanie się oprzeć. Dziś na przykład genialne botki na średnim obcasie i luźne dżinsy z wysokim stanem, takie do wtykania bluzek do środka, i akurat doskonale komponujące się z botkami. Chyba wiem, w co się ubiorę dziś wieczorem!…

Leave a comment »

O darciu mordy i dumie

Jak by kogoś interesowało, co Ten i ja ostatnio najchętniej robimy siedząc na kanapie, to mu powiem: drzemy mordy. Znaczy niby śpiewamy. Ten odziedziczył po młodszym kuzynie play station 3, a tam był singstar… Na nieszczęście naszych sąsiadów, bo w ramach mikrofonu wystarczyło ściągnąć aplikację na komórkę, nabyć kilka piosenek i już można było ryczeć pełną piersią do taktu! Ja osobiście uwielbiam śpiewać, szczególnie głośno, mimo że wychodzi mi to cokolwiek fałszywie, a Ten uwielbia rywalizację, więc obydwoje bawimy się świetnie, chociaż ja lepiej, bo prawie wszystkie pojedynki wygrywam.

A poza tym to jestem dziś mocno dumna z siebie,  albowiem nieco podniosłam sobie poprzeczkę treningową i przysiady robiłam dźwigając po 8 kilo w każdej ręce. Call me Hulk!

Leave a comment »

O zaćmieniu umysłu i kozakach

Wczoraj zaniosło mnie do centrum i w przypływie zaćmienia umysłu zakupiłam przecenione ze 109 euro na 39 płaskie zamszowe kozaki za kolano. Zupełnie zapomniawszy, że wcale nie lubię kozaków i od wieków chodzę wyłącznie w botkach najwyżej do kostki. Ale cóż, kupiłam to kupiłam, kozaki jako takie bardzo mi się podobają, więc natychmiast zapragnęłam wkomponować je w outfit na copiątkową randkę z ukochanym. Ubieranie, zaraz po bieliźnie, rozpoczęłam od włożenia rajstop i, oczywiście, rzeczonych kozaków. Po włożeniu i natychmiastowym zdjęciu dwóch kolejnych spódnic doszłam do smutnego wniosku że nic z tego, spódnice odpadają. Sukienka jakoś nie przyszła mi do głowy, a ulubiona i tak nie wchodziła w grę, gdyż właśnie suszyła się na lince, więc w efekcie na randkę poszłam w nowym obuwiu, owszem, włożonym do równie czarnych jak ono dżinsów, w których absolutnie nie było go widać. Obuwia znaczy. Więc nie wiem, chyba średnio mi ten zakup wyszedł…

Jedyna nadzieja w sukienkach.

(A, sukienek ogólnie też nie lubię.)

2 komentarze »

O zmianach

Przepowiedziałam sobie że nowy rok przyniesie zmiany i przepowiednia sprawdziła mi się w zastraszającym tempie. Najpierw nastąpiła ta najgorsza z możliwych, po której myślałam, że nigdy nie będę w stanie niczego napisać, a tym bardziej niczego zabawnego, ale życie jakie jest, wszyscy wiedzą. Więc znowu piszę, o zmianie, tym razem bardzo pozytywnej i bardzo wyczekiwanej, a mianowicie przyjęli mnie do pracy w miejscu, w którym od samiutkiego przyjazdu do tego miasta chciałam pracować. Życie pogrywa sobie w bardzo ciekawy sposób, a to, w jaki sposób tę pracę dostałam, jest dla akurat mojego bardzo bardzo typowe. Więc siedzę tu i szczerzę sobie zęby do otrzymanego właśnie mejla.

2 komentarze »

Rok rozpoczął się w najgorszy możliwy sposób.

Jutro znowu jadę do Polski.

Na pogrzeb.

Już nie mam do kogo dzwonić w każdą niedzielę o jedenastej.

6 komentarzy »