O wrzodzie na dupie

To wróciłam dzisiaj, w charakterze wrzodu na dupie, gdyż z Polski przywiozłam sobie piękne przeziębienie i całą drogę nie dawałam ludziom spać, rozgłośnie kichając. Potem zaczęłam równie głośno szczękać zębami, gdyż w mieszkaniu było jedenaście i pół stopnia. (Że nie wspomnę o białym gównie na ulicach, ale cicho, już topnieje.)

A w kącie znowu stoi swieżutko spakowana walizka, gdyż jutro lecę spędzać Sylwestra w ulubionych okolicznościach przyrody w Marbelli. (Ten jeszcze wczoraj mówił mi żebym nie brała płaszcza, teraz podobno trochę się ochłodziło, nie ma to jak moje szczęście.) (Z drugiej strony bardzo chętnie wezmę płaszcz, bo mam nowy, bardzo ładny i w bardzo przyjemnej cenie, i jeszcze chętniej będę go nosiła tylko na tiszert.)

Ogólnie to nie wiem co to jest, ale jak jestem w Polsce, to mam wrażenie, że piję i się nie upijam oraz, co nawet lepsze, jem i opona mi nie rośnie!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: