O tym że jadę

Wstałam dziś o szóstej dwadzieścia, byłam w pracy do trzynastej, potem dokonałam ostatnich sprawunków, w domu byłam nieco przed czternastą, a na autokar do Polski musiałam wyjść o szesnastej. I wiecie co zrobiłam w ciągu tych dwóch godzin? TRENING. (Faktycznie, nie brzmi to jakbym miała dobrze w głowie). Nieduży, zaledwie półgodzinny, ale intensywny, z obciążeniem, i zadowoleniem zdałam sobie sprawę, że najmniejsze co dźwigam, to dwa kilogramy na rękę, a największe sześć. W zależności od ćwiczenia. Uważam, że dla osoby, która jeszcze pół roku temu machała półkilogramowymi  hantelkami to całkiem nieźle.

No, potem to już był stres, że nie zdążę, bo godzina była wybitnie korkowa, autobus, w który wsiadłam, miał zmienioną trasę i musiałam przebiec galopem ostatni kawałek, ciągnąc za sobą wybitnie idiotyczną i niewygodną do ciągnięcia torbę, bo faktycznie było późno, a potem okazało się, że autokar, którym miałam jechać, był ostatni w kolejce.

Ale jadę, w kindlu fajna książka, a w umyśle i ciele skumulowane zmęczenie. Jeszcze tylko szesnaście godzin i będę w domu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: