O sobocie i śledziach

W piątek otworzyli jarmark bożonarodzeniowy i dzisiejszą sobotę spędziliśmy identycznie jak wszystkie cztery przedświąteczne soboty w zeszłym roku – spacerem przez zatłoczone ulice, paczuszką gorących kasztanów i jeszcze gorętszym winem. Jedynym czynnikiem lekko zgrzytliwym była temperatura, czternaście stopni w cieniu i promienne słońce wcale nie pasowało ani do bombek, ani do kolęd, ani tym bardziej do temperatury wina, ale jakoś ZUPEŁNIE SIĘ NIE SKARŻYLIŚMY. Szczególnie po tym tygodniu na Kanarach, gdzie bombki też wisiały, dlaczego nie. Na palmach.

Po jarmarku poszliśmy zrobić zakupy na obiad i z ciekawości zakupiliśmy słoik śledzi po szwedzku. Pani Joanna Chmielewska w jednej z książek pisała że Duńczycy wszystko mają na słodko i ze śledzi robią coś w rodzaju kompotu, i doprawdy powinno mi się to skojarzyć wcześniej, ale niestety się nie skojarzyło. Pewnie przez to wino. FUJ. Szwedzi czy Duńczycy jeden pies, słodkie paskudztwo, a w dodatku z cynamonem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: