O tym że relacji nie będzie

Dzisiaj rano wzięłam się sumiennie za pisanie rzetelnej relacji z wakacji, i byłam już prawie w połowie, kiedy makowi zabrakło prądu i się wziął wyłączył. Więc relacji nie będzie. Może i lepiej dla Was, bo już w połowie była przydługa, ale w zamian zabiję Was zdjęciami.

image

Wieczór pierwszy. Właśnie dojechaliśmy do Santa Cruz, przebraliśmy się w letnie ciuchy i wyszliśmy nabrać apetytu na kolację. Nic tak nie wyostrza apetytu jak piwko!

image

Poranek dnia następnego. Spacer po Santa Cruz. (Tak naprawdę to wybrałam to zdjęcie, bo widać mój biceps!)

image

Dobra, tu widać trochę Santa Cruz. Niezbyt piękna, ale interesująca mieszanka stylu kolonialnego i typowego hiszpańskiego miasta. Plus wszechobecne palmy.

image

Ten sam dzień. Pieresze popołudnie na czarnej plaży.

image

Wciąż ten sam dzień. Orotava.

image

Dzień trzeci. Las Palmas de Gran Canaria! Podróżowałam już wcześniej promem, ale nigdy po oceanie. POTWORNOŚĆ.

image

Pusta uliczka w Las Palmas.

image

Kolacja w absolutnie zachwycającym miejscu. (Viva Trip Advisor) Wyraźnie widać że jaszcze nie jestem opalona.

image

Dzień czwarty, jedyny ze złą pogodą. Pojechaliśmy oglądać miejsce, w którym morze uderza o skały, wpada w tunel pomiędzy nimi i wystrzela w górę jak fontanna, ale na jedynym zdjęciu, na którym udało się to uchwycić, wyglądam jak przygłup.

image

Resztę dnia ze złą pogodą spedziliśmy na plaży miejskiej w Las Palmas, gapiąc się na fale. A, i jedząc.

image

Dzień piąty, wciąż na Gran Canarii. Bardzo sympatyczne pueblo na szczycie góry, droga do którego, z prędkością 20 na godzinę w stylu wijącej się żmiji, kilka razy doprowadziła mnie do stanu przedzawałowego. Na przykład kiedy, z zupełnie inną prędkością, z naprzeciwka wystrzelał autobus.

image

Popołudnie tego samego dnia. Fantastyczna plaża z wydmami.

image

Spedziiśmy tak dobre dwie godziny. Kocham piach!

image

Dzień szósty i ostatni. Z powrotem na Teneryfie i plaży pełnej staruszków nagich, jak ich Pan Bóg stworzył. Dobrze że na ocean mogę patrzeć kilka godzin bez przerwy, bo gdzie indziej się nie dało.

image

Popołudnie w Garachico.

image

Ostatnia wieczerza.

Na zakończenie chciałabym się przyznać do popełnienia przestępstwa, a mianowicie w ostatnim hotelu w Los Cristianos (straszne miejsce, na marginesie) na tarasie stał nasz stolik z ikei, do którego brakowało nam śrubki. Już nam nie brakuje śrubki.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: