Archive for Październik, 2014

O pytaniu, którego nigdy wcześniej sobie nie zadałam

Wczoraj wieczorem, leżąc w łóżku po obejrzeniu ostatniego odcinka House of Cards, Ten zapytał mni z przejęciem:
– Słuchaj, jakbyś musiała walczyć o życie, to kogo wybrałabyś za przeciwnika – Obcego, gremlina, zombie, czy Franka Underwooda???

Zamurowało mnie.

PS Wybrałam Obcego, bo kosmitów jakoś nigdy się nie bałam, Ten wybrał zombie, bo są powolni i niezgrabni, co do Franka Underwooda byliśmy zgodni że w żadnym wypadku. Szczególnie w metrze.

Comments (1) »

O kiepskich drożdżach i kickboxingu

Na pewno jest to wina tego obrzydliwego, wstrętnego tygodnia, że wczoraj nawet ulubione hobby mnie zawiodło, i zamiast pięknego, wyrośniętego chleba wyszedł mi koncertowy zakalec. Albo to, albo drożdże bio, które nie mają takiego kopa jak poczciwy doktor Oetker, na dwoje babka wróżyła. Ten wprawdzie utrzymuje że zakalec mu bardzo smakuje i nawet zjadł już jedną trzecią, ale KTO W TO WIERZY. Jestem zdruzgotana i rozgoryczona. A na dodatek mam zakwasy w całej, ale to absolutnie całej klatce piersiowej, z przodu, z tyłu i z boku, szczególnie przy oddychaniu i próbach śmiania się (bo poza próby ból nie pozwala mi wychodzić), ostatnio bowiem katowałam ciało tym pięciodniowym wyzwaniem, którego dzień czwarty zawierał elementy kickboxingu i jogi, i za moje cierpienie ten kickboxing właśnie jest odpowiedzialny. 
Na pewno znowu jestem sto lat za murzynami, ale jak ktoś jeszcze nie zna serialu House of Cards, to polecam mu jego poznanie, bo jest to naprawdę dobry serial. A Kevin Spacey to już słów nawet nie mam.
A obrzydliwy tydzień jutro już się kończy.

Comments (1) »

O moim najnowszym hobby

Moim najnowszym hobby zostało pieczenie chleba. Wiem że wiele osób się ze mną nie zgodzi, bo wszyscy umrzemy, ci co ćwiczą i ci co nie, i grubi i chudzi, oraz bo ciało to tylko powłoka, no ale mnie jednak zależy na tym, żeby dobrze się w mojej powłoce czuć, tak długo, jak długo przyjdzie mi ją nosić, i nie mam nic przeciwko temu, żeby coś dla niej zrobić. Chleb spędzał mi sen z powiek od dłuższego czasu, bo jakoś nie umiem się najeść ani sałatą, ani zupą, ani jajecznicą bez choćby malutkiego kawałeczka chleba, a naczytałam się że sklepowe” chleby pełnoziarniste” z pełnoziarnistością mają tyle wspólnego co papież z piaskownicą, więc, zainspirowana koleżanką z pracy, postanowiłam zyskać pewność na temat tego co kładę na talerz i chleb upiec samodzielnie. Na pierwszy ogień trochę wyszłam przed orkiestrę i rzuciłam się z motyką na słońce, piekąc tak zwany chleb proteinowy. Już pierwszy rzut oka na przepis (m.in. 300 gram twarogu i 8 jajek) pozwoliły mi przypuścić, że proteiny to on niewątpliwie będzie miał, ale i chleb przypominał tylko z wyglądu. No i faktycznie, wyglądał przepięknie, pachniał ładnie, smakował też nie najgorzej, ale z konsystencji to raczej przypominał tortillę de patatas. Spożyty na kolację jednak dawał zupełnie inne uczucie w żołądku niż tradycyjne pieczywo, co zdecydowanie zachęciło mnie do dalszych działań. Na drugi ogień, dwa dni później, poszedł chleb orkiszowy, i to był strzał w dychę. Mąka orkiszowa sama w sobie zawiera dużo białka, chleb miał w sobie same dobre rzeczy, i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie uciekł mi z formy. Ciasta po wyrobieniu było na pół formy, całkowicie prawidłowo, ale w przepisie było jak byk żeby go zostawić na 45 minut w nagrzanym do 70 stopni piekarniku do wyrośnięcia, a potem podkręcić do 220 i piec przez kolejną godzinę. No i nie wiem, co dało mojemu chlebowi aż tyle zapału, ale już po 20 minutach rośnięcia zaczął obficie kapać, a po upływie całego czasu, na dnie piekarnika przypalała się już jakaś jedna trzecia ciasta. Rezultat po upieczeniu ocalałej w formie reszty był jednakże bardzo smaczny, a piekarnik po zostawieniu na noc pianki czyszczącej dał się wyszorować w 5 minut, dzisiaj wypróbowałam więc kolejny przepis na chleb orkiszowy, jeszcze prostszy i składający się dosłownie z pięciu składników, i ten wyszedł już doskonały.

Tworu proteinowego też nie odpuszczę, poszukam lepszego przepisu, internet w końcu przepastny jest. A, w planach na weekend mam orkiszowy placek cebulowy!

Leave a comment »

O rażącej niesprawiedliwości

Niech mi będzie wolno wyrazić święte oburzenie z powodu rażącej niesprawiedliwości, za jaką uważam nadejście dzisiejszego poniedziałku. Tak szybkie nadejście, jeśli chodzi o ścisłość. W weekend powinno się wypoczywać, a ja jestem bardziej zmęczona niż po przeprzucaniu węgla (znaczy tak myślę, bo nigdy nie przerzucałam.)

Nietypowe wesele w jednym aspekcie okazało się bardzo typowe, a mianowicie alkohol lał się strumieniami. Obydwoje z Tym mieliśmy wyjątkowo dobry dzień na alkoholizowanie, żadne z nas nie poczuło się źle ani nie doznało urwania filmu, bawiliśmy się przednio, gdyż na weselo zjechało się mnóstwo osób odbywających prawie 10 lat temu razem z panem młodym Erazmusa w Aachen, kiedy to i ja ich wszystkich poznałam, i wszyscy byli granitowo zdecydowani nie oszczędzać się pod żadnym względem. Nie oszczędzaliśmy się tak prawie do szóstej rano, w tańcach spaliłam na pewno wszystkie zjedzone kalorie, po czym nasze szczęście trwało dalej i obudziliśmy się (około trzynastej, przyznaję) zupełnie bez kaca. (Czego niestety większa część towarzystwa, mieszająca radośnie wszystkie możliwe alkohole, nie mogła o sobie powiedzieć). I gdyby tylko ta niedziela mogłaby być zwykłą leniwą poimprezową niedzielą, nie odczuwałabym pewnie wspomnianego na wstępie świętego oburzenia. A nie była, bo od ponad miesiąca w naszym regale spoczywały bilety na koncert hiszpańskiej grupy Vetusta Morla (tu jedna z moich ulubionych piosenek), która po raz pierwszy z mini trasą koncertową opuściła granicę Hiszpanii. Koncert odbywał się w Kolonii, do Kolonii trzeba było dojechać pociągiem, a niemieckie koleje akurat na ten weekend zaplanowały prace remontowe na szynach i komunikację zastępczą do, powiedzmy, jednej czwartej drogi. Powiem tylko, że trwającą zwykle niewiele ponad 50 minut podróżą rozkoszowaliśmy się tym razem przez prawie dwie godziny, przy czym co bardziej skacowane jednostki szczególnie doceniły ostre zakręty w wypełnionym jak puszka sardynkami autobusie. Na miejscu jednak na wszelkie niedogodności pomogło małe piwko, i przedkoncertowa kanapka z rukolą, parmezanem i czerwonym pesto, spożyte w deszczu w kolejce do wejścia.

Koncert był genialny. Mała sala, na 300 osób, piosenkarz na wyciągnięcie ręki, znane na pamięć piosenki, śpiewane pełną piersią przez owe 300 osób i intymna atmosfera, wszystko to sprawiło, że przez dużą część czasu miałam mokre oczy i gęsią skórę.

A potem trzeba było jeszcze ową czarowną podróż odbyć z powrotem, i już był de facto poniedziałek, od godziny, więc ja się pytam, kiedy ja miałam odpocząć? Eh, starość nie radość, uwierzcie mi.

image

Leave a comment »

O wydarzeniu bez precedensu

No więc nastąpiło wydarzenie bez precedensu i kiecki doszły już w czwartek, pasują mi obie i nawet rozważałam zatrzymanie obydwu, ale jednak rozsądek zwyciężył i jedną, leżącą nieco gorzej, wyprawiłam w drogę powrotną. Jako że wybranka jest całkowicie gładka i czarna, stanęłam na wysokości zadania i zakupiłam do niej nawet naszyjnik. Biorąc pod uwagę że nie lubię naszyjników, żadnych, znalezienie takiego, w którym byłabym w miarę sobą, który nie gryzłby się z zaplanowanymi koronkowymi rajstopami ani torebką i nie kosztował fortuny było rzetelną mission imposible. Ale dobra, kupiłam, i zobaczymy czy go w ogóle włożę, bo do wyjścia w końcu jeszcze dobre 3 godziny.

Z drugiej strony bardzo mnie interesuje DLACZEGO jak myję zęby w piżamie, nie kapnie mi nawet mikroskopijna kropelka pasty, natomiast jeśli robię to bezpośrednio przed wyjściem, ubrana, prawdopodobieństwo białych kropek na bluzce jest prawie stuprocentowe.

Leave a comment »

O tym że sama siebie nie rozumiem i dziwnym weselu

Może ktoś mi wytłumaczy, bo sama nie rozumiem, dlaczego skoro gadam o zamówieniu dwóch kiecek w celu wybrania jednej i założenia na sobotnie wesele* OD CZWARTKU, kiecki mam wybrane, wybór zaakceptowany przez Tego, zamawiam je w poniedziałek?!?! Czy ja naprawdę tak bardzo lubię nerwowe oczekiwanie na listonosza, i jeszcze bardziej nerwowe biegi do Zary rankiem w dniu imprezy??!?
NIE SĄDZĘ.

*Odnośnie wesela. Będzie to zdecydowanie najbardziej nietypowa impreza na jakiej byłam, bez pompy, bez białej sukni, bez garniturów i, uwaga, bez obrączek. Pan młody wystąpi w tiszercie i skórzanej kurtce, strój panny młodej jest mi nieznany. Na pewno nie będzie miała obcasów, gdyż i bez nich jest o pół głowy wyższa od przyszłego męża. Na samą ceremonię i obiad jest zaproszona tylko najbliższa rodzina, a dla przyjaciół o 21 zaczyna się fiesta. A, państwo młodzi jednoznacznie i z naciskiem zabronili jakichkolwiek prezentów, a w razie otrzymania koperty z mamoną, zapowiedzieli wpłacenie zawartości na konto green peace. Także ten. Dobór strojów na tak ekstraordynaryjną  okazję nie jest łatwy i paczuszkę (jeśli dojdzie na czas) będę otwierała z jeszcze większym drżeniem niż zwykle.

Leave a comment »

O tym co miłość robi z człowiekiem

Być może zabrzmi to tanio i melodramatycznie, ale żywienie poważnych i głębokich uczuć do jakiejś osoby ma swoją dużą, dużą wadę, a mianowicie obawę, że osobie coś się stanie. Możliwe, że jest to cecha osobnicza wybitnie damska, Ten z pewnością wybałuszyłby na mnie oczy, gdyby to usłyszał, ale większą część długiego weekendu spędzam sobie na martwieniu się o niego. Wiem oczywiście, że świetnie się bawi, że z rozkoszą zachowuje się, zresztą jak i cała reszta uczestników imprezy, jakby miał 16 lat, (dzisiaj na przykład w planie mieli beerbike – heloł? 400 euro za pedałowanie przez 3 godziny we wściekłym upale, pijąc przy tym piwo?) i wcale nie boję się o żadne dzielnice czerwonych świateł i tego typu aspekty męskiego wypadu, ale że zwyczajnie wpadnie do któregoś kanału będąc pod wpływem i rozbije sobie łeb. Literatura, w której tak się lubuję, zna wystarczającą ilość wyżej wymienionych przypadków, abym doskonale była w stanie wyobrazić sobie stosowny scenariusz.
Więc mimo 23 stopni i pięknego słońca, leżaka na balkonie, zimnego piwka w zasięgu ręki i dobrej lektury w kindlu, co jakiś czas natarczywie pojawia mi się przed oczami ten kanał.
Co ta miłość robi z człowiekiem.

Leave a comment »