Archive for Wrzesień, 2014

O tym jak uwielbiam jesień

Wczoraj na przykład. Musiałam zakupić bilet powrotny z Polski (lecę w sobotę, ale wrócić muszę w przyszłym tygodniu autobusem), co wymagało udania się do miejsca w którym psy szczekają tylną częścią. Jako że mieszkam teraz w samym centrum, wszędzie mam obrzydliwie blisko i nigdzie już nie chodzę, do miejsca postanowiłam udać się piechotą. Nic takiego, ledwo godzina spacerku, jeśli iść dość szybkim krokiem.
Jak tylko wyszłam, od razu zaczęło mżyć. Nawet się ucieszyłam bo na głowie miałam kapelusz, bardzo porządny, rzetelnie nieprzemakalny, włożony wprawdzie w celu ukrycia mierzwy na głowie, ale na delikatną mżawkę nadający się wyśmienicie. Już po 20 minutach mżawka przemieniła się najpierw w średni deszcz, a potem w porządną ulewę. Ja tymczasem znajdowałam się na skraju autostrady, praktycznie poza granicami Aachen, bez parasola, za to w kapeluszu, którego rondo wprawdzie chroniło moją twarz, ale z którego woda spływała mi tyłem prościutko za kołnierz. Na miejsce doszłam z mordem w oczach, bilet kupiłam i nawet dostałam rabat, co w ogóle nie złagodziło moich uczuć. Z powrotem postanowiłam oczywiście przestać się wygłupiać i pojechać autobusem, który ku mojemu zaskoczeniu przyjechał już po 5 minutach. W międzyczasie zdążyłam ostygnąć od szybkiego marszu, i uświadomić sobie jak bardzo jestem mokra, a na karku to w ogóle miałam coś jakby lodowaty mokry kompres, w postaci przemokniętej na wylot kurtki, swetra i podkoszulki. Do domu dotarłam szczękając rozgłośnie zębami, dość niezadowolona z życia. I nie wiem jak ja zwowu przetrwam do lata. Niechby ta Teneryfa chociaż szybciej była!…

A w ogóle to wkurza mnie ten telefon, bo jest męskim szowinistą i nie posiada żeńskich form czasu przeszłego!

Reklamy

Leave a comment »

O jesiennej stylówie

Moją ostatnią modową obsesją jest moher. Do beretu jeszcze wprawdzie nie doszłam ale KTO WIE. Chwilowo ograniczam się do swetrów, zakupionego podczas ostatniej wycieczki za granicę rozpinanego dziadkowego najchętniej bym nie zdejmowała, a drugie miejsce zajmuje krótki bordowy golf, wokół którego ostatniej zimy bardzo długo chodziłam jak pies wokół jeża kręcąc nosem, bo właśnie był krótki, aż w końcu kupiłam na końcówce wyprzedaży za bardzo niewielkie pieniądze. Każde podium ma jednakże trzy miejsca, więc pragnę jeszcze więcej moheru! A, i botków na traktorze z obcasem. Jedne dziś mierzyłam i wyraźnie widzę, że moja stylówa tej jesieni niewiele będzie się różniła od jesieni 96 roku, kiedy to byłam w liceum, ogladałam vivę zamiast się uczyć i koniecznie chciałam wyglądać jak Heike Makatsch. (W sumie dalej bym nie pogardziła.)
A wiecie dokąd lecę 12 listopada??? Na Teneryfęęęę!!! Jeszcze nigdy nie byłam na żadnym wulkanie! I chyba jednak nie zniosę jeszcze sandałków do piwnicy.

Leave a comment »

O tym że bez telefonu jak bez ręki, a życie jest pełne tajemnic

Bez telefonu to jednak jak bez ręki. Tak mi wyszło wczoraj, kiedy to przyszedł nowy telefon, zamówiony do Tego do biura, bo jakoś nie miałam ochoty chodzić po sąsiadach w poszukiwaniu tej akurat przesyłki, i umówiłam się z Tym,że napiszę mu na fejsbuku, że już wychodzę, po czym wyjdę i on za 15 minut zejdzie z telefonem. Przy czym o ostatnim przypomniałam sobie mniej więcej w połowie drogi, wróciłam do domu zgrzytając zębami, napisałam cholerną wiadomość, i wyszłam jeszcze raz.
A wczoraj po południu zamienili nam wycieraczkę. Nie ukradli, tylko właśnie zamienili. Zrozumiałabym, gdyby nasza była jakimś ostatnim krzykiem, ale nie, zwykła z xenosa, na dodatek od spodu nieco zszargana, bo Ten wiózł ją na rowerze. Ktoś zabrał i podrzucił inną.
Życie jest pełne tajemnic.

Leave a comment »

Głównie o dniu rozpusty

Tyle pyskowałam, o dziuboleniu w komórkę, to proszę, jedna chwila nieuwagi i komórkę mi ukradli. (Tak naprawdę wcale mi wesoło nie było, bo w dzisiejszych czasach kradzież komórki to doprawdy ZNACZNIE więcej niż tylko kilka dni bez telefonu, to brutalne wtargnięcie w moją prywatność i dość paskudne uczucie.) W każdym razie. Komórki chwilowo nie mam, a w międzyczasie całkiem zmienili mi dizajn w wordpressie.

Prezenty urodzinowe sprawują się doskonale, jeśli chodzi o ciężary, to moje ramiona na razie dźwigają tylko po 2 kilo na stronę, czyli same pałąki bez talerzy, ale jest dobrze, a będzie lepiej. Kindelek natomiast stanowi ogromne niebezpieczeństwo dla mojego portfela, gdyż bezpośrednie połączenie z kontem na amazonie sprawia, że przez jeden mały kliczek książkę mam od razu przed sobą (dobrze!), a mamona z portfela ucieka niezauważenie (źle).

A wczoraj zrobiliśmy sobie dzień rozpusty i pojechaliśmy na wycieczkę za granicę czyli do Maastricht. Pod koniec dnia jak zwykle wylądowaliśmy w naszej ulubionej knajpie, gdzie dobierają piwo do opisanego smaku, a na zagrychę dają fistaszki w skorupkach, które to skorupki należy rzucać na podłogę. Opędzlowaliśmy dwa koszyczki, i pod koniec drugiego udało mi się po pierwsze wrzucić Temu fistaszka do buta, a po drugie stwierdzić, że znaczna część moich skorupek nie wylądowała wcale na podłodze, a w papierowej torbie z Zary, w której znajdował się zakupiony świeżutko włochaty zgniłozielony kardiganik. Nawet nie wiecie, jak doskonale skorupki od fistaszków zaczepiają się we włochatym. Aby dopełnić rozpusty, po powrocie wbiegliśmy pędem do otwartego jeszcze siedem minut supermarketu i zakupiliśmy kit do zrobienia burritos i mięso mielone. Awokado na guakamole posiadaliśmy w lodówce. Jakąś godzinę później, czyli około północy, w akompaniamencie jęków rozkoszy pochłanialiśmy samodzielnie wykonane burritos i powiem Wam że wcale nie były gorsze niż z meksykańskiej knajpy. (Pewnie niż z meksykańskiej knajpy w Meksyku tak, ale osobiście nie dysponuję odpowiednim porównaniem.)

2 Komentarze »

O tym jak nie uciekłam przed postępem

Serio, nigdy go nie chciałam, byłam przekonana że dochowam wierności makulaturze.
Cóż, darowanemu koniowi nie będę przecież w zęby zaglądała, nie?
I bardzo podoba mi się to wyważenie pomiędzy treningiem ciała i umysłu! 😀
Happy birthday to me!

image

3 Komentarze »

O metodzie na niemienie kaca

Otóż jedyną i niepodważalną metodą na niemienie kaca jest (oprócz niepicia, rzecz jasna) przespanie po spożyciu 12 godzin. Wiem co mówię, bo wczoraj pojechaliśmy do Brukseli na festiwal piwa i miałam doskonałą okazję by to przetestować. Na festiwal pojechaliśmy o godzinie ósmej trzydzieści RANO, na miejscu byliśmy około jedenastej, a pierwsze piwo spożywaliśmy około południa. O belgijskim piwie można powiedzieć dużo rzeczy, jedno nawet smakowało kokosem, ale na pewno nie da się powiedzieć że jest ono leciutkie. Całkowicie wręcz przeciwnie.
Wrócić musieliśmy pociągiem o osiemnastej, bo Ten KONIECZNE musiał obejrzeć mecz Hiszpanii w koszykówkę (właśnie trwa mundial koszykówki, jakby ktoś nie wiedział), więc na testowanie piwa mieliśmy 6 godzin. W ciągu 6 godzin da się całkiem sporo przetestować, szczególnie jak się z góry zakupi mnóstwo żetonów, coby znowu w kolejce nie stać, i w pociągu znaleźliśmy się całkiem rozweseleni. W domu byliśmy o dwudziestej pierwszej z groszami, a o 22 już spałam. Kiedy Ten wrócił z oglądania koszykówki nieco po północy, mnie już bolała głowa. Udało mi się jednak znowu zasnąć i o 10 rano byłam jak nowa! Zupełnie jakbym nie testowała absolutnie niczego poprzedniego dnia.
A jutro moje urodziny i w tym roku panika jakoś mnie ominęła. (Za to mam już przygotowany trening z użyciem prezentu, co napawa mnie bez mała euforią.)

Leave a comment »

Jeszcze o prezencie i spojlerze

Mój prezent urodzinowy nie przestaje dostarczać – dzisiaj przyszedł do Tego do biura i Ten przywlókł go piechotą do domu. (Albo tylko tak mówi, bo jakoś nie rzucił mi się w oczy, a z kolei takiego bałaganu nie ma, żeby bezproblemowo ukryć nadprogramowe 20 kilo.) Ten był stasznie zły, zupełnie jakby nie przeczytał co zamawia, a przysięgam że 20kg stało przy zamówieniu jak byk. Nie rozumiem o co mu chodzi, mnie tam się to wydało bardzo zabawne.
Natomiast jeśli są tutaj jeszcze jacyś fani skandynawskich kryminałów, to ogromnie polecam serię o Rebece Martinsson. Nie wiem, te 2 miesiące z urwanym od internetu chyba dobrze mi zrobiły na intelekt, bo znowu mam ochotę czytać, jestem w stanie skoncentrować się na książce dłużej niż 10 minut w jednym kawałku, i ogólnie więcej daję radę zrobić w ciągu dnia. A, i wracając jeszcze do skandynawskich kryminałów, odkryłam że Harry Hole jednak nie ginie, więc mogę kontynuować serię. Zniechęciłam się byłam bowiem, jak ta wredna małpa czyli moja siostra, wypaplała mi ze w ostatnim tomie go ubijają. (Proszę mi tu nie mówić że spojler i ja też wredna małpa, bo to zupełnie nie tak i niewinna jestem jak ta lelija – byłam sobie ostatnio w księgarni, po Rebeckę Martinsson właśnie, i co widzę, najnowsza książka Nesbø. Myślę sobie, o, ciekawe o czym skoro Harrego uśmiercił. Patrzę na tekst w zakładce i widzę „Tajemniczy, pilnie strzeżony pokój z pacjentem, którego tożsamości nikt nie ma prawa odkryć…” To od razu sobie pomyślałam że ani chybi Harry wyżył. Czyli żaden spojler, tylko dedukcja.)

Leave a comment »