Archive for Sierpień, 2014

O tym że ciemna mogiła

Wiem, mogłabym coś napisać. Na komórce wydziubolić, bo internet znowu diabli wzięli i właśnie NIE BĘDĘ O TYM PISAĆ, gdyż mam odruch wymiotny na myśl o powtórzeniu po raz ENTY co się stało.
Poza tym okradli nam piwnicę. Fajnie, co? Nie żebyśmy jakieś skarby tam mieli, ale wiertarka, elektryczny śrubokręt i piła to w epoce wypraw do ikei doprawdy nieoceniony skarb, niezależnie od materialnej wartości. Więc siedzę i wściekle skręcam zwykłym śrubokrętem, takim naprawdę zwykłym, bez końcówek. Oraz kwiatki przesadzam, kupiłam 4 w tym miesiącu i żaden jeszcze nie zdechł, a jeden to nawet wręcz przeciwnie, bez mała potroił swoją objętość. (Z czego, nie ukrywam, jestem POTWORNIE dumna.)    

A wiertarkę sąsiad nam pożyczy. I może załatwi z tymi od internetu. I może firanki wreszcie powiesimy. I może pod koniec września w końcu weźmiemy urlop i na chwilę gdzieś wyjedziemy. Może nawet i lato wróci i wylezę spod koca. Bo na razie to ciemna mogiła.

Leave a comment »

O tym że wracam do zdrowia i do Ewy

Dobra, to chyba jednak wracam do zdrowia. Wyszłam dziś do miasta na końcówkę wyprzedaży i w końcu udało mi się wrócić ani nie z żelazkiem, ani nie z odkurzaczem, ani nie z mikserem, ani nie z kuchennym obrusem. Tylko z dwiema jedwabnymi bluzkami, jedną brudnobiałą, krótką i z szerokimi rękawami, i drugą turkusową, dłuższą i bez rękawów.
(Ale to pewnie i tak dlatego że a) poprzednimi razami tych bluzek nie było i b) w obliczu jedwabiu dostaję małpiego rozumu i febry, kupuję niezależnie od reszty parametrów.)
Poza tym, to postanowiłam odszczekać i wrócić do Ewy. Chodakowskiej. W ciągu ostatniego miesiąca w obliczu braku internetu byłam zmuszona, bo do dyspozycji miałam tylko jej cztery treningi na płytach, które maltretowałam naprzemiennie, i na nowo mi się spodobało. A potem podłączyli internet, na jutubie znalazłam doskonałą piętnastominutówkę na brzuch oraz BARDZO intensywny interwałowy trening na nogi i pośladki i zachwyciłam się bez granic.
Zakwasy po ketlu już mi znikły, więc po tym dzisiejszym oczekuję ich jutro z powrotem. Ale ja lubię mieć zakwasy.
Czytelniczo zachorowałam natomiast na Rebeckę Martinsson i jestem wielce zdegustowana, bo w stacjonarnej księgarni nie było trzeciego tomu, a jakoś strasznie nie lubię kupować książek w internecie. Ale cóż, mus to mus.

Leave a comment »