O bólu i cudzie

Wreszcie mamy internet! Od wczoraj. Więc jak tylko podłączyli, w euforii włączyłam wideo o wiele mówiącej nazwie Kettlebell till you drop, dowaliłam 15minutowym programem Ewy na brzuch, i dzisiaj przeżywam jesień średniowiecza. Nie dość, że całkiem samiutka musiałam wykonać inwentaryzację w robocie, to jeszcze tak mnie bolą uda i tyłek, ale to TAK, że drepczę kroczkami godnymi rasowego pingwina, a ulokowanie czterech liter na desce klozetowej, jak również powrót do pozycji wyprostowanej, jest prawdziwym wyzwaniem.
A w zeszłym tygodniu przydarzył mi się cud. Taki niewielkich rozmiarów, ale zawsze. Szłam sobie do xenosa w celu kupić wieszaki (w nowym mieszkaniu, absolutną euforią wciąż napełnia mnie szafa i mam ambicję mieć każdą sztukę odzieży na jednym, osobnym wieszaku. Wobec czego ciągle chodzę i kupuję wieszaki), więc szłam, mówię, i krótko przed osiągnięciem celu, przed drzwiami jednego z zamkniętych już butików prawie potknęłam się o papierową torbę pełną… wieszaków. Bardzo eleganckich i wszelkich typów, także tych najdroższych, z klipsami do powieszenia spódnic. Więc niech ktoś mi powie, że to nie cud!…
A, gówniarza jak dotąd udało mi się nie spotkać.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: