Archive for Lipiec, 2014

O bólu i cudzie

Wreszcie mamy internet! Od wczoraj. Więc jak tylko podłączyli, w euforii włączyłam wideo o wiele mówiącej nazwie Kettlebell till you drop, dowaliłam 15minutowym programem Ewy na brzuch, i dzisiaj przeżywam jesień średniowiecza. Nie dość, że całkiem samiutka musiałam wykonać inwentaryzację w robocie, to jeszcze tak mnie bolą uda i tyłek, ale to TAK, że drepczę kroczkami godnymi rasowego pingwina, a ulokowanie czterech liter na desce klozetowej, jak również powrót do pozycji wyprostowanej, jest prawdziwym wyzwaniem.
A w zeszłym tygodniu przydarzył mi się cud. Taki niewielkich rozmiarów, ale zawsze. Szłam sobie do xenosa w celu kupić wieszaki (w nowym mieszkaniu, absolutną euforią wciąż napełnia mnie szafa i mam ambicję mieć każdą sztukę odzieży na jednym, osobnym wieszaku. Wobec czego ciągle chodzę i kupuję wieszaki), więc szłam, mówię, i krótko przed osiągnięciem celu, przed drzwiami jednego z zamkniętych już butików prawie potknęłam się o papierową torbę pełną… wieszaków. Bardzo eleganckich i wszelkich typów, także tych najdroższych, z klipsami do powieszenia spódnic. Więc niech ktoś mi powie, że to nie cud!…
A, gówniarza jak dotąd udało mi się nie spotkać.

Reklamy

Leave a comment »

O przeszłości

Minęły 4 lata. Były próby przebaczenia, rozmowy, nawet do tego Amsterdamu pojechałam. I mimo wszystko, kiedy w piątkowy wieczór zapytał znienacka, czy wciąż pracuję w tym samym miejscu nagły szlag mnie trafił, a moja odpowiedź była wymownym efektem schlagu. Nie rozumiem, nie-ro-zu-miem, skąd to nieprzemijające ignorowanie faktu, że nie życzę sobie go widzieć. Jak on może w jednym i tym samym zdaniu prosić mnie o przebaczenie za bycie egoistą i egocentrykiem oraz informować, że jest w mieście i wpadnie do mnie do pracy, bo chce mnie zobaczyć. Mimo że mój stosunek do zobaczenia jego jest mu doskonale znany.
Najgorsze jest to, że będzie tutaj dwa tygodnie. W ciągu tych dwóch tygodni okaże się więc, jak stoją moje karty u tego u góry. Jeśli pozwoli mi nie ujrzeć jego gęby, będę mu bardzo wdzięczna.

Leave a comment »

O różnicach kulturowych

Ten przygotował dla mnie dzisiaj kolację-niespodziankę. (A owszem, chwalę się, ale chwilowo nie w tym rzecz.) W bardzo wstępnej fazie przygotowań zawołał mnie przed drzwi do kuchni (do środka wejść nie pozwolił, z przyczyn niespodzianki), stanął przede mną z ciężkim zmartwieniem na obliczu i przekrojoną bulwą w dłoniach, i spytał z rozgoryczeniem: Anna… to nie jest kapusta, prawda?
A prawda. To była kalarepa.
Nastepne pytanie było jeszcze lepsze, a mianowicie czy zamiast kapusty w takim razie można użyć sałaty. Wywołało to u mnie lekką konsternację, gdyż poza pewnym zewnętrznym podobieństwem nie widziałam absolutnie żadnej innej zbieżności, więc delikatnie zasugerowałam, że może jednak lepiej użyć tej kalarepy, na co Ten spytał z kolei JAK SIĘ TO OBIERA.
Na kolację były przepyszne warzywa z woka z krewetkami a kalarepa nadała się doskonale, niewątpliwie lepiej niż sałata.
A różnica kulturowa napełniła mnie absolutnym zachwytem. Po tych wszystkich chichotach, jak ja nie znałam owoców przydrożnego kaktusa nazywanych higo chumbo! (Właściwie nadal nie znam. Podejrzewam opuncję figową, ale pewności nie mam.) Sprawiedliwość musi być.

Leave a comment »

O deszczu i wtyczkach

Od wczoraj rana leje. Przysięgam, uczyniło antrakt jedynie wczoraj na kilka godzin, żeby Niemcy mogli bez przeszkód i pod gołym niebem obejrzeć sobie jak ich drużyna wystawia na pośmiewisko drużynę Brazylii, oraz, last but not least, przez kolejne dwie godziny drzeć ryje i klaksony na znak triumfu. Poza tym leje bez przerwy, miarowo, jednostajnie i OBFICIE. Koc i kubek do herbaty na szczęście wypakowałam już z kartonów.
Poza tym to podobno wyprzedaże są. W Zarze i tak dalej. Ahahaha. Gdyby to były wyprzedaże w IKEI!… Albo o, Buttlersie na przykład! Albo takim jednym sklepie z kablami, do którego poszłam już czwarty raz zakupić kolejną wtyczkę wtyczkę do telewizora, bo wszystkie dotychczasowe okazywały się niewłaściwe, a telewizor uparcie nie znajdował żadnych kanałów. Oczywiście nie jest nigdzie powiedziane, że ta zakupiona dzisiaj okaże się właściwa, ale wymogłam w końcu na Tym obietnicę, że tym razem to już zadzwoni do jednego kumpla, który się na tym zna, zamiast samodzielnie wypróbowywać wtyczki. Zgodził się, ale chyba wyłącznie dlatego, że skończyły mu się wtyczkowe możliwości.

A, internet i telefon podłączą za 3 tygodnie. Czyli jeszcze 3 tygodnie dziubolenia w komórkę.

Leave a comment »

O pierwszym tygodniu

Byłam już w swoim nie takim znowu krótkim życiu w różnych związkach, mniej lub bardziej poważnych, mniej lub bardziej sensownych, z jednym nawet już mieszkałam, ale jednej rzeczy nie robiłam nigdy wcześniej: ukochanemu kanapek do pracy. Aż do teraz.
Mieszkamy tu już tydzień i trzy dni, i zrobiliśmy naprawdę gigantyczny postęp: w ubiegłą niedzielę w kuchni były cztery ściany i podłoga oraz mnóstwo skręconych szafek z ikei, dwie płyty oraz zlew w kartonach, niepodłączone pralka i zmywarka stojące luzem gdzie popadnie, a w tę niedzielę w upojeniu uskuteczniałam jedno pranie za drugim w podłączonej, umiejscowionej pod płytą pralce, wypiekałam bułki na śniadanie w podłączonym, umiejscowionym pod drugą płyta piekarniku i wstawiałam czyste naczynia ze zmywarki do zawieszonych już szafek. I całą tę gigantyczną robotę odwaliliśmy tylko w dwójkę, z wydatną pomocą Heleny. Owszem, nie obyło się bez wielkiej kałuży w kuchni, mnóstwa niecenzuralnych słów, dokładnego umazania klejem jednej szafki i żmudnego wycierania go z wyżej wymienionej, usiłowanie przykręcenia drzwiczek do zawiasów zamontowanych tyłem naprzód oraz innych takich, I GORSZYCH, ale liczy się przecież fakt, że kuchnia stoi, nie?
Poza tym jest naprawdę fajnie. Pakując i rozpakowując sterty książek, natrętnie siedziała mi w głowie myśl, że ten kto jest na tyle INTELEKTUALYSTĄ żeby posiadać takie ilości makulatury, musi być również na tyle mięśniakiem, żeby się z nimi przeprowadzać. Nic nie dzieje się bez przyczyny, najwyraźniej COŚ kierowało moimi krokami, kiedy zaczynałam trenować w listopadzie.

I gdyby tylko jakimś cudem zechciał się podłączyć sam z siebie internet w chacie, byłabym zachwycona, bo stasznie mozolne jest to dziubolenie w telefon.

Leave a comment »

O aktualnym stanie rzeczy

Jesteśmy przeprowadzeni stop Nie robimy nic innego niż wydawanie pieniędzy stop Ostatni zakup to piła do cięcia drewna bo w kuchni nie ma nawet zlewu stop Jasność za oknem budzi mnie codziennie o piątej bo zasłon też nie ma stop Własnoręcznie aczkolwiek nie samodzielnie skręciłam rogówkę i dwie szafy z ikei i nie poznaję osoby w lustrze stop Wszędzie są buty stop Mimo wszystko jest nieźle stop.

Comments (1) »