O skandalicznym zaniedbaniu

Zaniedbaniu bloga, rzecz jasna.

Skandaliczne zaniedbanie wynika po pierwsze z tego że szukamy mieszkania, co jest nam ciężką zgryzotą, kamieniem u nogi oraz spędzaczem snu z powiek, a po drugie z tego że weekend był tutaj długi, zawierał wolny poniedziałek, i w całości został przez nas spędzony na holenderskim wybrzeżu Morza Północnego, POD NAMIOTEM.

Oczywiście że wzbraniałam się jak mogłam przed opcją namiotową, do wygód się człowiek przyzwyczaja jak mało do czego, a mój ostatni raz miał miejsce chyba z 10 lat temu, ale długi weekend zielonoświątkowy to okres, w którym wypełnione po brzegi jest absolutnie WSZYSTKO, gdzie tylko da się przenocować. Więc po bezskutecznych 3 godzinach spędzonych na szukaniu hoteli i hosteli, poddaliśmy się i w sobotę rano samochód Philippa, chłopaka Heleny zapełnił się po dach sprzętem kempingowym oraz naszą czwórką. Ten i ja nie mieliśmy namiotu i podróż odbyła się z małym przystankiem w Decathlonie, ale już około południa udało nam się ruszyć w kierunku morza. Z jeszcze bardziej wypchanym samochodem. Po namyśle zdecydowaliśmy się na małą miejscowość o nazwie Domburg, położoną na samej górze holenderskiego cypelka. Od razu przy wjeździe zobaczyliśmy drogowskazy na kempingi, wybraliśmy pierwszy z brzegu i zostaliśmy uraczeni informacją że wszystko jest pełne w całym regionie Zeeland, owy kemping też, ale jak chcemy, to możemy się rozbić o tu, za recepcją, na dwa małe namioty miejsca starczy. Propozycję przyjęliśmy z wielkim entuzjazmem, miejsce wydało nam się nawet lepsze niż pozostałe miejsca kempingowe, wszędzie mieliśmy blisko, tyły recepcji dysponowały betonowanym tarasikiem i sznurkami na bieliznę, sam kemping był luksusowy, posiadał basen, supermarket ze świeżym chlebem każdego dnia, sanitaria że mucha nie siada, i na dodatek był na prawdę niedrogi.

Rozbijanie namiotów poszło nam jak z płatka i nawet udało nam się spędzić jeszcze z 3 godziny na plaży, zrobić zakupy na grila, spożyć kolację i popatrzeć jak robi się coraz ciemniej, i w końcu uciec przed pierwszymi  kroplami do namiotów.
Drugi dzień wykorzystaliśmy w całości na plażowanie, pogoda była jak dzwon, a wieczorem nawet udało nam się skoczyć na lody do miasta, zanim zaczęło padać. Całkiem nam się spodobał ten układ – w dzień piękne słońce, w nocy deszcz.
Do Aachen wróciliśmy bez korków, po kolejnych 3 godzinach na plaży, i porządna, rzetelna burza zastała nas już w domach.
Weekend doskonały.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: