O szukaniu centrum

I nie mam na myśli żadnego metaforycznego centrum bytu, a zwyczajne centrum miasta. Konkretnie belgijskiego miasta Liège.

Jako że rząd landu Północna Nadrenia Westfalia zapewnia dzień wolny wszystkim pragnącym świętować karnawał w przedśrodopopielcowy poniedziałek, z urlopu skwapliwie korzystają także i ci, którzy karnawału mają po dziurki w nosie, i takoż uczyniliśmy i my. Miało to jednakże tę wadę, że mimo wolnego dnia, nic się z nim praktycznie nie dawało zrobić, gdyż wszystko było zamknięte, a ulice i lokale pełne pijanych karnawalistów, więc w mgnieniu oka zdecydowaliśmy się spędzić go za granicą. Mieszkając w Aachen nie jest to nic trudnego i już godzinę po powzięciu postanowienia znajdowaliśmy się w belgijskim pociągu. Po 50 minutach z tego pociągu wysiedliśmy i zdaliśmy sobie sprawę, że nie skonsultowaliśmy Gugla i absolutnie nie wiemy, w którym kierunku powinniśmy się teraz udać. Na drzwiach wyjściowych szpanerskiego dworca znajdował się wprawdzie szyld z napisem Centre i strzałką PROSTO, ale mając na uwadze, że na prosto była tylko budowa, płot, objazd dla samochodów oraz jedna ulica bardzo w prawo, i druga bardzo w lewo, okazało się to dość mało pomocne. Po namyśle postanowiliśmy ruszyć na prawo. Ulica była raczej brudna i strasznie zaniedbana, budynki z odpadającym tynkiem, odrapanymi szyldami, a WSZYSTKIE napotykane po drodze lokale i sklepy, zamknięte na 4 spusty. Jakoś nie zrobiło to na mnie najlepszego wrażenia, ale Ten upierał się że idziemy dobrze, czego dowodem miał być parking z czerwonym napisem COMPLETE. (Jeśli parking jest pełny, to znaczy że musi być blisko centrum, bo wszyscy chcą parkować w pobliżu centrum.) Po jakiejś półgodzinie doszliśmy do rzeki, przeszliśmy przez most, prawie urwało nam łby, po czym, dzięki obecności rzeki i nazwy przystanku autobusowego Temu udało się wreszcie zlokalizować nasze położenie na obecnej na owym przystanku mapce. I oczywiście, jakże by inaczej, okazało się  że idziemy źle. Według Tego nie było to jednakże NIC TAKIEGO, wystarczyło iść dalej w tym samym kierunku, broń Boże wracać, potem przejść przez most i do centrum dojść że tak powiem od tyłu. A przy okazji poznać miasto, pospacerować, bo przecież PO TO PRZYJECHALIŚMY. Okidoki!

Po kolejnej półgodzinie spacerku mogliśmy już schować okulary przeciwsłoneczne, otulić się szczelniej płaszczami i przyspieszyć kroku, gdyż pogoda zaczęła przypominać początek marca. Kolejne przystanki autobusowe upewniały nas wprawdzie w przekonaniu że idziemy dobrze, ale również dawały coraz lepsze pojęcie o długości spacerku. Kiedy, po dwóch godzinach od przybycia na dworzec Guillemins, znaleźliśmy się wreszcie na placu przed katedrą, burczenie w naszych brzuchach zagłuszało warkot samochodów, osobiście na głowie miałam mierzwę godną mopa, a dłonie o temperaturze sopelków. Na pytanie Tego, czy pójdziemy zobaczyć katedrę teraz, czy po obiedzie, pozwoliłam sobie nie udzielić odpowiedzi.

Oczywiście obiad i odpoczynek szybko poprawiły nam humory, a po spożytym do obiadu belgijskim piwie, cały spacer zaczął nam się wydawać prawie przyjemny. Oprócz katedry zwiedziliśmy również kilka sklepów oraz, wieczorem, knajpę z fantastycznym wyborem belgijskich piw, gdzie w końcu spróbowałam fantastycznego Delirium Tremens z różowymi słonikami na kuflu oraz nalepce (na zdjęciu trochę widać, ale niewyraźnie), i doskonałego piwa białego o aromacie grejpfruta.

I całe szczęście, bo gdyby nie to piwo, nie wiem jak bym zareagowała na fakt, że ulicą na której znajdowała się knajpa wystarczyło pójść pół godziny prostą drogą, by dojść do dworca. A, była to oczywiście ulica, która przy wyjściu znajdowała się na lewo.

image

image

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: