Archive for Marzec, 2014

O alergii i niechęci

Moja alergia weszła w fazę rzężenia, świszczenia, kichania takiego, od którego się klepki we łbie luzują oraz potężnego wydmuchiwania nosa co dwie minuty. A noc kilka dni temu to miałam taką że zaczęłam się zastanawiać czy aby jeszcze astmy nie mam do kompletu. No, ale teraz już z górki, wedle moich obliczeń został mi jescze jakiś miesiąc cierpień, może uda mi się nie udusić.
Poza tym to odnotowuję dziwną niechęć do obcasów. Żadnej absolutnie nie mam na nie ochoty, a najchętniej nabyłabym sobie ze trzy pary fajnych trampek, ale takich wsuwanych, bez sznurówek. Jak na razie nabyłam jedynie szydełkową bluzeczkę, całkiem przezroczystą i parę hantli o ciężarze jednego kilograma każdy. Następnym razem muszę pamiętać żeby planować ten zakup jako ostatni, gdyż podstawową cechą hantli jest fakt, że WAŻĄ.
A na cały tydzień zapowiadają 20 stopni i słońce! Punktualnie aż do weekendu.

 

image

A tu zdjęcie z sobotniego spaceru. Dzie moje smoki???

Leave a comment »

O żółwiu

Mamusia Tego miała żółwia. Wodnego. Nie, wróć, żółwia miała właściwie siostra Tego, ale z momentem wyprowadzenia się na studia siostry żółwia odziedziczyła mamusia i tak go sobie miała cicho i spokojnie, gdyż żółwie nie należą do najbardziej zajmujących zwierzątek domowych na świecie, aż do chwili gdy żółw znikł. Nie żeby się znienacka zdematerializował, skąd, zwyczajnie został późnym latem wyniesiony na zewnątrz na słoneczko, mamusia Tego nie zwracała na niego baczniejszej uwagi, gdyż zwykle na słoneczku chował się do skorupy i tak trwał, ale tym razem było inaczej. Żółw wziął i zwiał.

W andaluzyjskim ogrodzie niewielkich rozmiarów nie ma raczej dla żółwia, szczególnie takiego żywiącego się podawanymi pod nos morskimi robalami, wielkich szans na przeżycie, jedynie dziwny sztywny trawnik, może jakie mrówki i tyle. Owy trawnik i okolice, po odkryciu zniknięcia biedaka mamusia Tego przeszukała dokładnie, z marnym skutkiem. Żółw przepadł był bezpowrotnie.

Jakby się mogło zdawać, do przedwczoraj.

Bo przedwczoraj znalazł się bowiem prawie dokładnie w tym samym miejscu, w którym pół roku wcześniej zaginął bez wieści.

Dobra, zdążyliście wyobrazić już sobie porwanie przez UFO i inne takie? Żółwia idącego na spacer do oddalonego o pare kilometrów morza, aby zapolować osobiście na ulubione robale? Żółwia przechodzącego na wegetarianizm i żywiącego się trawnikiem? Bo ja tak, ale na całe szczęście ktoś wyczytał w internecie że żółwie hibernują. Gdy robi im się zimno, zagrzebują się w ziemi i przeczekują, całkowicie bez pożywienia. W pobliżu miejsca zniknięcia zwierzątka znajdowały się wkopane w ziemię doniczki z kwiatkami, bardzo możliwe jest więc, że zmarznięty biedak wziął i wlazł w luźną ziemię i przedwczoraj właśnie poczuł że dość tego spania i postanowił wrócić.

Mimo że wegetarianizm wydaje mi się znacznie bardziej pociągającą opcją, cała historia i tak nieźle mną wstrząsnęła.

Leave a comment »

O przytomności i kryminałach

Więc jak było do przewidzenia po wybuchu lata nastąpił wybuch zimy i obecnie mam stopni jeden, a najwyższa dobowa przepowiednia na następne trzy dni to dziesięć. Przy chmurach tudzież deszczyku.

A, i jedziemy do Paryża. Autobusem. Pewno będzie bardzo fajnie, bo autobus ma planowy przyjazd do francuskiej stolycy o godzinie szóstej rano. Powrót natomiast do Aachen, w pracujący wtorek, o 4.30. Rano. No ale cóż. Jak zwykle uznaliśmy że jest to problem nas w przyszłości a nie nas w teraźniejszości, calutkie 4 dni w Paryżu są nie do przecenienia, a przytomność w pracy natomiast jest mocno przeceniona. Wiem, bo ostatnio rzadko bywam przytomna, gdyż cierpię na alergię. Cierpienie polega na tym że zamiast spać smarkam, i w piątek, po takiej przesmarkanej nocy poszłam sobie kupić rajstopy. Czarne. Po wypakowaniu i obejrzeniu przy różnorakich typach oświetlenia, niezbicie stwierdziłam że rajstopy są szare, oburzyłam się że mnie oszukali, bo na pudełku pisali że czarne, poszłam obejrzeć pudełko i otóż nie. Szare jak w pysk strzelił, i absolutnie zgodnie z prawdą.

Oraz idźcie mi z tą Yrsą, dobre duchy od czasu do czasu nie są złe, ale żeby każda książka o duchach była? To już nie ma normalnych żywych zabójców z krwi i kości? Eeeetam. Nessera za to sobie nabyłam i zmartwiłam się bardzo że to ostatnia pozycja z inspektorem Barbarotti, bo przypadł mi do gustu dużo bardziej niż Walander.

Zacznam się obawiać, że z tym sikspakiem to może nie być tak łatwo.

 

Comments (1) »

O butach i bulgocie

W ramach niższego personelu zaczął u nas pracować jeden przemiły czarnoskóry młodzieniec, który nazywa się Prince Marwin. Ładnie się nazywa, prawda? I nie muszę chyba mówić, że na Marwina nikt nie zwraca najmniejszej uwagi, a wszyscy ograniczają się do formy Prince.

Chyba już ze mną trochę lepiej, bo zamówiłam sobie buty. Nie oznacza to wprawdzie jeszcze, że KUPIŁAM sobie buty, gdyż ostatnio wszystko, co przychodzi, jeszcze tego samego dnia zostaje elegancko zapakowane i odniesione na pocztę, a asos wisi mi sporo kasy, ale w tym przypadku mam dobre przeczucie. A, i tak zwany T-shirt dress, w paski rzecz jasna, i tutaj jestem nieco bardziej sceptyczna, bo nie wiem, czy nie okaże się raczej sack dress. No, ale wiosnę można uznać za przybyłą.

Poza tym W KOŃCU zaczęliśmy planować podróż. Wprawdzie jeszcze zupełnie nie wiemy dokąd, ale to nic, pojechałabym i do Pcimia Dolnego, gdyż fakt, że już marzec, a ja JESZCZE NIGDZIE NIE BYŁAM!!! doprowadza mnie do wewnętrznego bulgotu.

A tymczasem moja alergia znowu weszła w fazę spania na baczność nocą i przemożnej chęci wyłupienia sobie oczu za dnia. Tyle jeśli chodzi o wiosnę.

Leave a comment »

Ten weekend spędzę sama. Całkowicie. Zrobię sobie wielką michę humusa i sama ją opędzluję, może nawet za jednym posiedzeniem. Strasznie dam sobie w kość, wypróbuję kolejne treningi z serii HIIT, a poza tym pójdę biegać. Nakupuję mnóstwo owoców i zjem je z greckim jogurtem, tym tłuściutkim, dziesięcioprocentowym. Będę bezkarnie śmierdzieć samoopalaczem.

I będę najsmutniejszą bezkarnie śmierdzącą samoopalaczem osobą we wszechświecie.

Bo Ten poleciał do Sewilli na pogrzeb swojej koleżanki ze studiów, która dziś po południu zmarła na raka. Miesiąc temu skończyła 28 lat.

Leave a comment »

O serialach (znowu)

Już miałam tu pisać że ten True Detective to bardzo fajny, tylko straszliwie głupio się kończy, bo zostawia wszystkie wątki otwarte, ale Ten mnie poinformował, że odcinek, który widzieliśmy w zeszłym tygodniu wcale nie był ostatni, tylko przedostatni. Aha. To napiszę tylko, że bardzo fajny, ale do przedprzedostatniego odcinka w ogóle nie wiadomo o co chodzi, znaczy ja bym dała może pierwszy i drugi żeby wprowadzić w temat, wycięła z trzy ze środka, bo strasznie mieszają, i dała te trzy ostatnie. Ale mimo to niewątpliwie bardzo fajny, a pan Matthew McCośtamcośtam odwalił doskonałą robotę.

Żadnych natomiast, absolutnie żadnych zastrzeżeń nie mam do Breaking Bad. Łykam właśnie ciurkiem cały serial, bo nie oglądałam jak dawali (O czym? O nauczycielu chemii, co schodzi na złą drogę i produkuje metamfetaminę? Iiiiiiiiiiiiiitam….) i z odcinka na odcinek jestem coraz bardziej wciągnięta. I przejęta. Czasem załamuję wprawdzie ręce nad jego głupotą, ale ogólnie uwielbiam Jesse Bitch Pinkmana i koniec. Strasznie irytują mnie natomiast wszystkie postacie kobiece i zastanawiające jest, że zdarza mi się to dość często.

Tymczasem lato nadal trwa, punktualnie do łikendu, kiedy to ma lać. Chyba zaraz idę na balkon.

 

 

2 komentarze »

O wybuchu lata

A w weekend znienacka wybuchło lato.

Sobotę spędziliśmy na obcowaniu z fauną, wybraliśmy się bowiem do zoo. I chwilami głupio nam było z powodu braku dziecka usprawiedliwiającego naszą tam obecność, gdyż innych dorosłych bez dzieci nie było. Potem zjadłam chińskie nudle z warzywami i natychmiast wyskoczył mi ogromny wykwit na dolnej wardze, który jednakże dwie godziny później sam znikł. Mimo to chyba wolałabym nie zapoznawać się ze składem spożytego rarytasu…
Niedzielę natomiast spędziliśmy w całości w parku, na GRILLU. Na krótkich rękawach i w okularach przeciwsłonecznych na nosie. Dziewiątego marca. I dzisiaj mam czerwone czoło i nos,  a tydzień zapowiada się równie słonecznie. Niesłychane, jak bardzo odrobina słońca wpływa na postrzeganie świata i własnej na nim obecności.

image

Leave a comment »