O supermarkecie bio

W sobotę, wciąż na rauszu zdrowego odżywiania (hasło propagandowe: sześciopak robi się w kuchni!!!!) zaciągnęłam Tego do supermarketu BIO. Tylko żeby zobaczyć co tam mają, wiadomo.

No i owszem, od razu rzuciło nam się w oczy, że po pierwsze to mieli dość WYRAZISTE ceny. Ten chodził od półki do półki z dziwnym wyrazem twarzy, z rezygnacją zapłacił dwadzieścia siedem euro za zakupy na jeden obiad oraz kilka innych drobnostek, i ogólnie wydawał się dość negatywnie nastawiony do produków BIO. Aż do momentu, kiedy w drodze powrotnej wywlokłam z (papierowej rzecz jasna) torby mieszankę suszonych owoców i orzechów o eufemistycznej nazwie Gute Laune Mix, czyli w wolnym tłumaczeniu  mieszanka na dobry humor. Spojrzał na mnie, oglądającą podejrzliwie właśnie wydobyty z torebki dziwny kłąb o jasno sraczkowanym kolorze i konsystencji słomy, i usiłującą na podstawie wyglądu dociec, czy mam tu do czynienia z suszonym ananasem czy raczej mango, i na jego twarzy ukazał się tak doskonały wyraz obrzydzenia, osłupienia oraz najczystszej ZGROZY, a z ust wydobyło siarczyste: Co to kurwa jest??? CO MYŚMY KUPILI?????, że dostałam ataku śmiechu i całą resztę drogi do domu przebyłam radośnie rechocząc. A Ten z kolei, nieufnie żując gumowate gluty z torebki, mruczał tylko pod nosem: No, u tej to najwyraźniej zadziałało z tym dobrym humorem…  

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: