O pęsetach i szaleństwie

Słuchajcie, ciągle gubię pęsety. I znajduję jak już kupię dwie kolejne, potem znowu je kolejno gubię i tak w kółko. Pewnie niedługo będę mogła sklep z pęsetami otworzyć, albo jaką wystawę, bo na razie mam cztery aktualnie nie zgubione (zgubionych nie mogę policzyć, bo są zgubione) i nie ma dwóch identycznych.
Jak łatwo się domyślić z poprzedniego postu, wciąż ćwiczę z Chodakowską, i co gorsza wciągnęłam się również w dietowanie, bo uparłam się, że tym razem sobie ten sześciopak wyhoduję. Więc zaczęłam gotować (bułki z serem jakoś mi z sześciopakiem zgrzytają), jeść co 3-4 godziny oraz ODWAŻAĆ ilości spożywanych produktów. Szaleństwo to jest zupełne, ale po prostu MUSZĘ na własnej skórze przetestować, czy uda mi się go osiągnąć, jeśli będę robić wszystko jak należy. Na razie tak szczerze mówiąc, to jest całkiem nieźle, tylko mi tolerancja na alkohol straszliwie spadła, ale to przynajmniej mi weekendowe wyjścia taniej wypadną.

Śniegu (tfu tfu tfu) wciąż niet i nawet sobie w trampkach poginam. Byle do wiosny.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: