O końcu i początku (roku)

Ostatnie dni starego roku i pierwsze nowego miałam nieprzyzwoicie szczęśliwe. (Do dzisiaj, bo wiadomo – powrót do kieratu.)

Chociaż lot miałam obrzydliwie nerwowy, bo najpierw celnik przyczepił się do mojego woreczka na płyny, odesłał mnie z powrotem do zakupu za jedno euro woreczka z maszyny i musiałam stać drugi raz  w tej samej kolejce, a potem odebrano mi bagaż podręczny i umieszczono go w brzuchu samolotu oraz wylądowaliśmy z półgodzinnym opóźnieniem, to od momentu ujrzenia brodatego uśmiechu Tego po drugiej stronie barierki wszystko zaczęło iść tak jak powinno. Na przygotowanym dla mnie łóżku czekała puchata piżama z owcą, przewidziana jako oficjalny strój wszystkich kobiet w domu Tego na dzień pierwszego stycznia, a w lodówce mroził się doskonały dżin na powitalnego drinka.

Przed świętami mamusia Tego dostała w prezencie od jednego takiego całą torbę awokado prosto z ogródka, a od drugiego takiego dobre kilka kilogramów szynki z karmionej żołędziami iberyjskiej świni, więc przez cały czas żywiliśmy się prawie wyłącznie awokado i tą szynką, i aż się dziwię że nie nabraliśmy od tego zielonkawego odcienia.

W końcu udało mi się również odwiedzić kultowy bar o jakże wymownej nazwie BAR FRANCISCO (potocznie zwany Paquito), często odwiedzany przez Tego i jego przyjaciół, który to bar zgodnie z oczekiwaniami wywarł   na mnie potężne wrażenie. Po pierwsze sam Francisco czyli Paquito – wypisz wymaluj Danny de Vito w którymś Batmanie. Po drugie sam bar – malutki, absolutnie nieprzytulny, z neonowym światłem i wystrojem sklepu mięsnego z lat osiemdziesiątych, takąż ladą i białymi kafelkami w niebieskie wzorki, naprawdę trudno to opisać. Po trzecie serwowane przez Paquito drinki – w wysokiej wąskiej szklance, z trzema wielkimi kostkami lodu (nie wiem co to jest, ale te hiszpańskie kostki lodu się w ogóle nie rozpuszczają! Drink już dawno wypity, a kostki trwają w niezmienionej formie.) wypełnionej w 3/4 dżinem i podana do tego 2oo mililitrowa buteleczka toniku, której zawartość nie mieści się w szklance nawet w połowie. Poezja! A do tego na najpiękniejszej ulicy w Marbelli.

W Sylwestra upiliśmy się wszyscy okropnie przywiezioną przeze mnie żołądkową gorzką i pierwszego stycznia faktycznie zalegliśmy w piżamach z owcą na dwóch kanapach przed telewizorem, jedząc awokado i szynkę. Więc nie wiem jak to rokuje na nowy rok.

image

Piżama z owcą

image

31 grudnia.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: