Archive for Grudzień 3, 2013

O skalpelach i killerach

Nie piszę, bo furt ćwiczę. Serio! Piąty tydzień. Już dwa tygodnie temu do opanowanego całkiem dobrze Skalpela dorzuciłam Killera, spłonęłam, osiągnęłam granicę wytrzymałości, bo cholerny Killer to interwały z kardio, a ja nie znoszę kardio, ledwo powłóczyłam kończynami zwlekając się i opadając na matę oraz rzężąc przy tym jak zaawansowany gruźlik, po czym zacięłam się w uporze i zamówiłam płytę Skalpel Wyzwanie. (Co moja siostrzenica, która na marginesie też ćwiczy Skalpela, podsumowała złowieszczym Mają Cię. SEKTA. Trzymaj się! A ona nawet nie wie, że całymi dniami zaczytuję się w komentarzach współfanek pani Chodakowskiej, rżąc przy tym radośnie, albo kiwając głową z niedowierzeniem, gdyż komentarze owe często są na poziomie forum Gazety.)

W sobotę owy Skalpel Wyzwanie doszedł, wczoraj wyszarpnęłam płytę z plastiku i wetknęłam ją do Maka. Tylko żeby popatrzeć. I popatrzyłam, owszem, a włos zjeżył mi się na głowie.

Tym większe było moje zdumienie dzisiaj, kiedy zdołałam przejść prawie cały program! Wtedy tak naprawdę zdałam sobie sprawę z ogromu poczynionych postępów, pal sześć te póltora centymetra w talii i dwa i pół w brzuchu, prawdziwą rewolucją jest to, że ja, JA, nie posiadająca absolutnie żadnego zmysłu równowagi, stałam na jednej nodze w przysiadzie z rozłożonymi ramionami i szerokim skłonem dotykałam przeciwną ręką stopy na której stałam! Po czym podnosiłam tułów do góry, wciąż na jednej nodze!  Trzech ćwiczeń nie zdołałam zrobić WCALE, nawet pół powtórzenia, ale jestem dziwnie spokojna, że to się szybciutko zmieni.

Sorry za monotematyczność, ale sami rozumiecie. SEKTA.

Reklamy

2 Komentarze »