Oda do klusek kartoflanych

Dziś moja siostra zrobiła na obiad kluski kartoflane, rarytas, którego nie jadłam od co najmniej 20 lat. Jak się należy, z kiszoną kapustą i skwarkami. Gdyby od czegokolwiek bolała mnie wątroba, niewątpliwie bolałaby mnie teraz po tych kluskach, ale przysięgam że nie poskarżyłabym się ani słowem.
Powiem więcej, te kluski były warte mojej podróży, a nawet oczekującej mnie już jutro czarownej drogi powrotnej autobusem. (20 godzin, samolot nie pasował, ale przynajmniej wódki sobie przywiozę.)
A abstrahując od klusek, to tym razem załapałam się na remont w fazie planowania, co jednak nie zmieniło faktu, że apiać jestem ciągana po sklepach meblowych i marketach budowlanych.

Zapomniałabym. Wczoraj upiekłam CHLEB i czuję się absolutną boginią. Tylko mi białego giezła brakuje.

Reklamy

1 Response so far »

  1. 1

    yacek68 said,

    Giezło,giezło…chyba już kiedyś gdzieś się z tym słowem spotkałem…:-)) a co do klusek-w moim rankingu produktów narodowych przebijają nawet oscypki i bigos:-)


Comment RSS · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: