Archive for Listopad, 2013

O butach (Juhu! Dawno nie było)

Tymczasem spadł pierwszy śnieg (całe szczęście równie szybko znowu stopniał), a ja potrzebuję nowych butów. (Nie z powodu śniegu, tak ogólnie potrzebuję.)

Z ubiegłorocznych zostały mi jedynie kowbojki na wysokiej szpilce, całkowicie niezdatne na co dzień, botki na jeszcze wyższej słoninie, w ogóle do niczego oprócz siedzenia niezdatne, oraz kozaki przed kolano na średnim klocku, możliwe że na co dzień doskonałe, ale jeszcze nie miałam okazji się o tym przekonać, bo w tym roku chyba nie lubię już kozaków. Oprócz tego posiadam jeszcze zakupione zdaje się że we wrześniu zamszowe botki, w których jest mi już rozpaczliwie zimno, tym bardziej że da się do nich włożyć jedynie cienkie skarpetki (w grubych cholerny lewy botek nie przechodzi mi przez kostkę, szlagbyto, i raz złamałam sobie dwa paznokcie usiłując zmusić go by przeszedł. Prawy nie stawia oporu), oraz czarne niby sztyblety, w których chodzę właściwie bez przerwy. Nowe buty kupiłabym sobie z żywą rozkoszą, gdyby nie to, że WSZYSTKO co jest w sklepach, to wariacje na temat sztybletów. Mogą mieć cholewkę nieco niższą, nieco wyższą, obcas nieco szerszy lub nieco węższy, a czubek mniej lub bardziej spiczasty, ale ogólnie to jeden piorun. No i co ja mam teraz zrobić, drogie brawo? Najchętniej bym przewinęła do przodu i puściła dalej dopiero od kwietnia, w kwietniu  może te od cienkich skarpetek się nadadzą, chociaż kto wie.

A wogóle to zdałam sobie ostatnio sprawę z jednej POTWORNEJ cechy Tego: ON ZAWSZE WIDZI JAK MAM COŚ NOWEGO!! Nic nie umknie jego uwadze, a na plewy typu Skąd, mam to już długo, tylko leżało w szafie też się go nie nabierze. Tyle mojego, że nie widzi chociaż jak byłam u fryzjera…

Reklamy

Comments (1) »

O tym że sama nie wiem co to jest

Możliwe że Pudelek ma rację i jednak sekta, pranie mózgu i hipnotyzowanie przez ekran. Najprawdopodobniej.

Bo jeśli nie, to naprawdę nie mam sposobu na wytłumaczenie sobie, dlaczego mnie to tak wzięło, połknęłam bakcyla, i ćwiczę coraz więcej. Po pierwszym Skalpelu nie mogłam usiąść za przeproszeniem na klozecie, że o używaniu schodów nie wspomnę, bolał mnie każdy centymetr ciała. I tak mi się to spodobało, że tych skalpeli od 3 listopada wykonałam 10, plus jeden trening z książki i jeden programik na mięśnie brzucha. (Czy ktoś kiedyś słyszał o tajemniczym narkotyku, który wydziela się do krwi przez zakwasy? Może wartoby to zbadać.)

Czuję się zaskakująco pełna energii, nie zauważam listopada za oknem, z satysfakcją odnotowuję każdy postęp w porównaniu do dnia poprzedniego, i mam znacznie mniejszą ochotę mordować, co Ten bardzo sobie ceni.

Ćwiczę z Chodakowską.

Leave a comment »

O brodzie i piwie

Wczoraj Ten obudził mnie słowami: Słuchaj, znalazłem w internecie taki olejek do brody, który likwiduje puszenie i zmiękcza!! Muszę go koniecznie kupić!!
Ten bowiem zapuścił brodę i strasznie jest tym faktem przejęty, a ja najwyraźniej strasznie do tyłu jestem, bo w ogóle nie wiedziałam że istnieją produkty DO PIELĘGNACJI BRODY.
Po południu pojechaliśmy autobusem do Maastricht w celu przelecieć się po sklepach. Zakupiłam w końcu kraciasty płaszcz, na punkcie którego absolutnie zwariowałam, Ten nie pozostał w tyle i też wyszedł z płaszczem, a potem odwiedziliśmy fantastyczną knajpę. Knajpa nazywa się Take one, posiada kilkadziesiąt gatunków piwa, a zamawia się opisując barmance pożądany smak. Ja na przykład chciałam piwo lekkie, jasne, niezbyt słodkie i o owocowym bukiecie i dokładnie takie dostałam. Z Tym było łatwiej, gdyż jest on fanem piw mocnych, słodkich, ciemnych i ciężkich. Do napoju dostawało się koszyczek naturalnych orzechów ziemnych, z poleceniem rzucania skorupek na podłogę.
Wyszliśmy bardzo zadowoleni.

image

2 Komentarze »

O kielichu

Mój kumpel Paweł zabrał mnie dziś do ruskiego supermarketu, w którym sprzedaje się także polskie produkty. Uczyniłam drobne zakupy, nie tyle dla mnie co dla Tego, żeby spróbował, bo w bagażu podręcznym nigdy mu nic przywieźć nie mogę, i przy kasie zobaczyłam takie coś:

image

Zatkało mnie. Gotowa do spożycia (wystarczy zdjąć wieczko!) i elegancko zaserwowana w plastikowym kielonku seta wódki! Ruskiej rzecz jasna.

7 Komentarzy »

O tym że jestem

To jestem. Przywiozłam wódkę, ptasie mleczko, piling solny do ciała, wielki słój suszonych grzybów na risotto (znaczy chyba 10 risott (risottów?)) oraz torebkę. Bardzo oryginalnie. Podróż autokarem zniosłam natomiast nadspodziewanie dobrze, ale tylko i wyłącznie dlatego, że przed odjazdem dorwałam nową Autobiografię Chmielewskiej, streszczoną w całości w jednym tomie. Wsiadłam, otworzyłam i znikłam. Na początku wprawdzie nieco zaniepokoiłam się przesiadką, bo autokarem, w który wsiadłam, miałam jechać tylko do Gniezna, (nie lubię przesiadek, bo zawsze boję się, żeby mi w tym korowodzie walizki nie wysłali do Mannheim albo innej Retyzbony), po czym natychmiast doznałam ukojenia, gdyż w owym autokarze do Gniezna tuż za Bydgoszczą zepsuł się wychodek.

A od niedzieli trwam w bólu, bo zdecydowałam się poddać ogólnemu szaleństwu i zacząć ćwiczyć z Chodakowską. No co. Jeszcze nigdy żadna siłownia, żadne bieganie, żadne aerobiki nie zrobiły mi takiego kuku, a do AŻ TAKICH  łajz siebie raczej nie zaliczam. Na razie mam na koncie dwa razy i widzę widoki (!) na więcej. Hej ho.

Leave a comment »

Oda do klusek kartoflanych

Dziś moja siostra zrobiła na obiad kluski kartoflane, rarytas, którego nie jadłam od co najmniej 20 lat. Jak się należy, z kiszoną kapustą i skwarkami. Gdyby od czegokolwiek bolała mnie wątroba, niewątpliwie bolałaby mnie teraz po tych kluskach, ale przysięgam że nie poskarżyłabym się ani słowem.
Powiem więcej, te kluski były warte mojej podróży, a nawet oczekującej mnie już jutro czarownej drogi powrotnej autobusem. (20 godzin, samolot nie pasował, ale przynajmniej wódki sobie przywiozę.)
A abstrahując od klusek, to tym razem załapałam się na remont w fazie planowania, co jednak nie zmieniło faktu, że apiać jestem ciągana po sklepach meblowych i marketach budowlanych.

Zapomniałabym. Wczoraj upiekłam CHLEB i czuję się absolutną boginią. Tylko mi białego giezła brakuje.

Comments (1) »