O zenie

Od środy jesteśmy w Marbelli u mamusi Tego i poziom zenu pomału mi się podnosi.  Dzisiaj jest wielki dzień, w którym wystąpię w cygańskiej sukni (suknia została zwężona w talii nieco na oko, i po tym zwężeniu jeszcze jej nie mierzyłam, więc możliwe że zen znowu zostanie wystawiony na próbę), wyżej wymieniona od wczoraj wisi świeżo wyprana i wyprasowana, wszystkie elementy stroju są dopracowane i na miejscu, a do szczęścia brakowało mi jedynie butów.
Buty ogólnie też miały nie przedstawiać sobą problemu, miałam zakupić zwykłe płócienne espadryle, których tu pełno i które podobno, za bardzo tanie pieniądze i w bardzo złej jakości można było zakupić i Chińczyków. Okidoki, jakość była mi raczej obojętna, buty miały być na raz, więc postanowione zostało, że po plaży, około 19 godziny, spokojniutko pojedziemy do jakiegokolwiek supermarketu z chińskim badziewiem, zakupimy obuw, po czym dokonamy również zakupów spożywczych na grilla, który miał się rozpocząć ok. 20.30. Wszystko aby się nie stresować i nie musieć gnać.
Szczęśliwym przypadkiem zaczęło się nieco chmurzyć już po 18, więc z powodu mojego marudzenia że mi zimno, zebraliśmy się wcześniej. W pierwszym Chińczyku po espadrylach nie było śladu ni popiołu. Podobnie w drugim i trzecim, a więcej czasu niż stwierdzenie tego faktu zabierało nam za każdym razem zaparkowanie auta, szybko więc zrobiło się późno. W obliczu porażki postanowiliśmy dać spokój Chińczykom i uderzyć do zwykłych obuwniczych. Zaczęliśmy od tak zwanej galerii, i owszem, znaleźliśmy kilka par na wyprzedaży, głównie w rozmiarze 42, lub skórzanych za 50 euro.
Pomału zaczęłam być ponuro pewna że będę musiała iść w sandałach albo zgoła boso, nieśmiało proponowałam zakup majorkińskich człapaków, zostałam zmiażdżona spojrzeniem, gdzie Rzym gdzie Krym  i co ma Majorka do Andaluzji, Ten dostał istnego szału i oświadczył, że on espadryle znajdzie. A mianowicie w tych małych sklepikach w centrum. Godzina była po ósmej dwadzieścia, gośćmi na grilla mogła zająć się w domu mamusia Tego, ruszyliśmy więc w galop po sklepikach w centrum, znajdujących się na szczęście na kupie, co zminimalizowało problem parkowania do jednego razu. Od razu nabraliśmy nieco nadziei, bo espadryle ogólnie były. Nie bawiliśmy się już w szukanie, Ten wtykał po kolei głowę i pytał (tylko jedna ze sprzedających dam spojrzała na niego zdezorientowana i spytała: ALE DAMSKIE????) i w przedostatnim sklepie w końcu miły pan odpowiedział spokojnie że owszem w rozmiarze 37 posiada pary w kolorze pomarańczowym i zielonym. Spojrzeliśmy na siebie z niepewną nadzieją, gdyż wszystkie dodatki miałam zielone i buty w tym kolorze były cudem, na który nikt nie liczył. Powiedzieliśmy panu, że w takim razie te zielone chcielibyśmy bliżej zobaczyć, zacisnęliśmy kciuki, żeby zielony nie okazał się neonowy fosforyzujący, a zachwycający pan przyniósł nam buty w kolorze dokładnie moich kolczyków. Misja była zakończona, a grill rozpoczął się o 22 i nic się nikomu od tego nie stało.

image

Reklamy

Komentarze 2 so far »

  1. 1

    Barbarella said,

    Gdyby nie to, że za trzy tygodnie wywiewam na Fuerteventure, to bym Cię musiała udusić, nie bacząc na odległość. Masz szczęście.

    A brudny róż – dla mnie masakra (choć jako kolor – ciekawy). Co ta moda tak się uparła na trupie kolory, jak nie mięta, to brudny róż, w każdym mogę grać nieboszczyka bez charakteryzacji!

  2. 2

    Kasia said,

    najwazniejsze, ze bylo szczesliwe zakonczenie:-). super zdjecie!


Comment RSS · TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: