Archive for Sierpień, 2013

O tym, że jestem beznadziejną ofiarą mody

Serio, jak trend pod tytułem ugly flats, wylansowany przez francuską markę Céline pojawił się na horyzoncie, tylko wydęłam w obrzydzeniu wargi. Na początku blogerki nie wiedziały do końca, jak go ugryżć, bo włochate paskudztwa były doprawdy ZBYT paskudne, a na dodatek potwornie drogie, próbowały na przykład klapek Vagabond (tutaj moja ulubiona Marie), aczkolwiek bez większego przekonania, aż odkryły BIRKENSTOCK. Pełne tradycji, paskudne, praktyczne i wygodne niemieckie klapki doskonale wpasowały się w klimat, nie kosztując przy tym fortuny,więc natychmiast obleciały całą blogosferę i podbiły ją przebojem.

A ja obserwowałam to wszystko z niedowierzaniem, dość zdegustowana, tak do początku sierpnia. Potem niektóre zestawienia zaczęły mi się jakby podobać. Potem, wstydząc się tego co robię, poszłam do działu z obuwiem ortopedycznym i ukradkiem obejrzałam ustrojstwo na żywo. Uciekłam bez mierzenia, zarzekając się ponownie, że czegoś tak potwornie brzydkiego moim stopom zrobić nie mogę. Potem w brytyjskim Vogue pojawiła się Miranda Kerr w Birkenstockach, a ja znowu nawiedziłam stoisko z ortopedykami. Przymierzyłam, doznałam jakby mniejszego obrzydzenia, ale nie kupiłam, tłumacząc sobie że lato się kończy.

I to pewnie byłby finał tej historii, gdybym przypadkiem nie przeszła obok sklepu z obuwiem ortopedycznym. Nie stoiska, a fachowego sklepu, wyposażonego we wszystkie kolory, modele i wzory.

Czerwonemu lakierowanemu modelowi Madrid, w dodatku sporo przecenionemu, nie mogłam powiedzieć nie.

Mówię, jestem beznadziejną ofiarą mody.
image

3 komentarze »

O młodzieży (niedzisiejszej)

Szłam sobie dziś ulicą wczesnym rankiem o dwunastej, a że byłam nieco skacowana i szybkość reakcji nie należała akurat do moich najbardziej charakterystycznych cech, upadający wysiadłej z autobusu babci parasol zauważyłam kątem oka, kiedy babcię i parasol właściwie już minęłam. Powlokłam się więc dalej, myśląc ze skruchą, że babcia zapewne pomstuje właśnie na dzisiejszą młodzież i do tego ma rację, po czym zdałam sobie sprawę z tego ja właściwie plotę. Jaka MŁODZIEŻ???? Nie jestem młodzieżą od wielu lat, a konkretnie to za dwa tygodnie skończę ich 35.

I, nie wiedzieć czemu, doznałam ulgi na tle babci i jej parasola.

Leave a comment »

O jesieni

Powiem Wam coś odkrywczego, chcecie? JESIEŃ IDZIE.

W związku z czym kupiłam sobie nowe perfumy (ciepłe, przytulne i ciężkawe), oraz miałam wczoraj OCHOTĘ NA CIASTO, i co gorsza, ochotę zrealizowałam. (Miewam ochotę na słodycze, czemu nie, na czekoladę, na batona, ale na CIASTO?? W życiu.)

Mimo jesieni postanowiłam jednak, że pójdę dziś, zapewne ostatni raz w tym roku, na basen. Otwarty rzecz jasna, gdyż na zamkniętym trzeba pływać, a JA SIĘ NIE MOCZĘ Z GŁOWĄ, a poza tym świeci coś w rodzaju słońca.

Nawet nie wiecie, jak bardzo chcę żeby już się skończył ten obrzydliwy sierpień. I żeby pierwsze półtora tygodnia września trwało tak ze dwa lata.

image

I wino. Mam również ochotę na wino, a nie jak zwykle na piwo.

image

A takie wczoraj strzeliłam z balkonu!

4 komentarze »

O eksperymencie, paczce i refleksji

Więc jeśli chodzi o eksperyment z niecodziennym myciem włosów,  to owszem, koczek bardzo wygodny. Tyle tylko, że możliwe że powinnam mimo wszystko jednak go codziennie rozplatać, bo jak raz nie rozplotłam na noc, to następnego dnia musiałam obciąć nożyczkami wplątane w gumkę końcówki i w wyniku powyższego znowu mam idiotyczną grzywkę.

Poza tym z niezrozumiałych dla mnie powodów ostatnia paczuszka z asosa wylądowała w innym niż zwykle paczkomacie, musiałam odbyć wycieczkę krajoznawczą do dzielnicy wschodniej, w której ma się wrażenie że się jest WSZĘDZIE, tylko nie w Niemczech, widziałem Araba na motorze (w tej białej szacie i kasku na turbanie), odebrałam przesyłkę i okazało się że zawartość mi się nie podoba i wróci skąd przyszła. 

A w zarze zakupiłam sobie poniższą koszulkę i spodobala mi się na tyle że następnego dnia poszłam i kupiłam drugą identyczną, tyle że czarną. Oraz znowu naszła mnie refleksja czy osoba w moim wieku powinna w takim stroju jeszcze wychodzić na ulicę.

image

3 komentarze »

O włosach, blogach i pokrzywach

Naczytałam się ostatnio różnych bjuti toków w różnych internetach i wyciągnęłam z nich jeden zasadniczy wniosek: w celu poprawy kondycji włosów, absolutnie wszyscy polecają ich rzadsze mycie. Jako że osobiście myłam mojego wyleniałego koczkodana nawet 2 razy dziennie przy tych upałach, a i bez upałów codziennie, postanowiłam przeprowadzić eksperyment i od jakiegoś tygodnia co drugi dzień prezentuję się światu w tak zwanym hipsterskim koczku na czubku głowy. (Podobno im bardziej hipsterska osoba, tym koczek bliżej czoła. Mój poziom hipsterstwa jest niezbyt wysoki, gdyż włosy mam na nie za krótkie.) Zobaczymy jak długo wytrzymam i co włosy na to.

Poza tym dokonałam przewartościowania moich ulubionych blogów modowych i ostatnio na pierwszym miejscu plasują się ex aequo moja niezmiennie ukochana Elin oraz, również ku mojego zaskoczeniu, bardzo bardzo boho Marta. Marta jest właściwie Polką, ale zdaje się że całe życie mieszka w Paryżu i po polsku wprawdzie mówi, ale czasem sprzecznie z używaną powszechnie gramatyką. Niezależnie jednak od gramatyki, jest absolutną mistrzynią w mieszaniu wzorów i kolorów. Miesza wszystko ze wszystkim i NIC się nie gryzie!

A z niusów to nauczyłam się ostatnio nowego słowa po hiszpańsku: pokrzywa. A nauczyłam się go, ponieważ podczas jednej z wycieczek nad jezioro, po przybyciu na miejsce Seta żywiutko zajął sobie jedyny kawałek cienia, po czym okazało się że jedyny kawałek cienia znajduje się w samym środku bujnej kępy pokrzyw. Przy okazji przyswoiłam sobie również kilka zupełnie nowych inwektyw wygłoszonych pod adresem pokrzyw.

Leave a comment »

O dziesięcioleciu

Ludzie w tym kraju nie przestają mnie zadziwiać, doprawdy. Dziś był pierwszy chłodnawy i mokry dzień po MIESIĄCU  rzetelnego upału, a ci już w botkach popylają!… Ja się pytam – czy oni te botki to mają zaparkowane zaraz obok japonek, pysk w pysk, i gdy tylko słońce na chwilę zajdzie, zaraz dawaj botki wzuwać??? I żeby to było jeszcze na gołe nogi, do sukienek czy szortów, ale SKĄD! Od razu grubej rury, dżinsy, skarpety, wełniane pewnie, nieprzemakalna praktyczna kurtka i BOTKI. Przy 20 stopniach.

Jakieś dwa tygodnie temu minęło 10 lat (!) od kiedy tu mieszkam, ale do niektórych rzeczy nie przyzwyczaję się i po 110.

(Osobiście wykorzystałam deszcz do rozciągnięcia wąskich skórzanych sandałków – dwa spacery wte i wewte po deszczu i sandały leżą jak ta lala!)

Leave a comment »

Z grubsza o upale

Z pogody się ostatnio strasznie cieszę, bo jak najbardziej pozwala mi na zmianę outfitu dwa razy dziennie, a nawet tej zmiany WYMAGA. Outfit z pierwszej połowy dnia jest bowiem po upływie owej połowy całkowicie przepocony, tak samo jak znajdująca się w nim osoba, czyli ja. Serio, od miesiąca czyli mniej więcej naszej wycieczki do Holandii, bez przerwy jest 27-30 stopni, a ja ani razu w ciągu tego miesiąca nie miałam na sobie dżinsów. Bosko.

(W razie wątpliwości, w wyżej wymienionym nie ma cienia ironii!! Uwielbiam rzetelne i porządne letnie upały.)

A pozostając w temacie upału, znowu zakupiłam bilet lotniczy Maastricht-Málaga, na 4 września, i Ten straszy mnie mamusią, która jakoby będzie na mnie czekała w drzwiach ze zwężoną kiecą do flamenco w garści, a którą to kiecę będę zmuszona założyć na ferię w rodzinnym pueblo rodziców Tego. (Feria to taki nasz odpust, tak mi się przynajmniej wydaje, bo też jeszcze nigdy na żadnej nie bylam.) Całość nie byłaby taka straszna, gdyby nie fakt, że kieca na grzbiecie wywołuje konieczność tańczenia sevillanas, a ja cholerstwa w życiu nie tańczyłam i szczerze mówiąc SIĘ NIE WIDZĘ.
image

Chociaż kieca całkiem podobna.

2 komentarze »